poniedziałek, 23 grudnia 2013

Wesołych Świąt!

Drodzy Czytelnicy, niech zbliżający się okres Świąt Bożego Narodzenia będzie dla Was czasem radości, miłości oraz odpoczynku od codziennych trosk. 
A w nadchodzącym 2014 roku życzę Wam dużo zdrowia oraz spełnienia wszystkich marzeń.


piątek, 20 grudnia 2013

Na ból głowy... Etopiryna

Dziś będzie krótko i treściwie, bo w końcu mamy piątek, więc nie będę zanudzać Was przed weekendem.
Pewnie część z Was pamięta reklamę telewizyjną "Etopiryny", którą na ból głowy polecała Goździkowa? ;) No właśnie. "Etopiryna" jest do dziś przez niektórych często stosowanym lekiem właśnie w przypadku bólu głowy. Znam takich, którym na ból głowy pomaga tylko "Etopiryna" i nic innego. ;) 
Co więc mamy w składzie?

Po pierwsze kwas acetylosalicylowy, czyli pospolita aspiryna - w dawce 300 mg w 1 tabletce, czyli tak w sam raz - ani za dużo, ani za mało. Jak działa aspiryna pewnie wszyscy wiedzą, ;) ale tak dla odświeżenia przypomnę tylko, że możemy jej przypisać działanie przeciwbólowe, przeciwzapalne i przeciwgorączkowe, oraz zmniejszające krzepliwość krwi (w małych dawkach). 
Składnik drugi to tajemniczo brzmiący etenzamid - także zaliczany do tzw. salicylanów, który również działa przeciwbólowo, szczególnie w bólach spowodowanych stanem zapalnym. Uzupełnienie składu to dobrze wszystkim znana kofeina. Któż bowiem z rana nie lubi sobie wypić "małej czarnej"? ;) 

A Co ma kofeina do bólu głowy? Ano to, że nasila działanie przeciwbólowe obydwu wcześniej wymienionych składników. Nie jest to duża dawka, bo w 1 tabletce 50 mg, a dla porównania filiżanka kawy z ekspresu ma jej około 80 mg, ale w zupełności wystarczająca. 

Właśnie taki skład sprawia, że są tacy, którzy uważają, że lek ten nie ma sobie równych jeśli chodzi o specyfiki na ból głowy. Tak jak pisałam: dawki nie są porywające, choć myślę, że istotna jest tutaj synergia działania poszczególnych składników. Nie wiem, czy wiecie, ale "Etopiryna" nie jest jedynym lekiem o takim składzie. Innym przykładem może być  "Flucontrol Symptom" Aflofarmu. Ech... ciekaw jestem kto wymyślił tą nazwę...? ;) 

Jakiś czas temu w aptekach pojawiła się nowość "Etopiryna MAX" i to ona jest obecnie reklamowana w TV. Tym razem jednak to nie Goździkowa jest w roli głównej, ale Ania. ;)
Właściwie po nazwie mogłoby się wydawać, że skład będzie ten sam, tylko z mocniejszymi dawkami. A co się okazuje...? "Etopiryna MAX" to nic innego jak aspiryna, tylko w "końskiej" dawce 1000 mg w 1 tabletce. Po etenzamidzie, bądź kofeinie nie ma tu ani śladu. 
Inna jest także postać leku, bo są to tabletki musujące, czyli de facto działanie powinno być szybsze. Ale jak to się odbiło na skuteczności...? Miałam w aptece już kilku pacjentów, którzy mówili, że wersja MAX działa słabiej niż normalna "Etopiryna", którą polecała Goździkowa. A więc... wygląda na to, że nie zawsze MAX to naprawdę max. ;)


Warto również przeczytać:


sobota, 14 grudnia 2013

Leki w ciąży

Często piszecie do mnie maile z pytaniem, jak to właściwie jest ze stosowaniem leków w ciąży, z ich bezpieczeństwem oraz skutecznością. Pewnie niejedna z Was będąc w ciąży prowadziła "medytacje" choćby nad tabletką paracetamolu, zastanawiając się "wziąć, czy nie wziąć"... W sumie nie ma się czemu dziwić - dla większości przyszłych mam to Dzidzia jest najważniejsza. Czasem nawet po ciąży tak zostaje i mężowie czują się zepchnięci na dalszy plan. ;) No cóż... życie. ;)
Dziś więc kilka słów na temat stosowania leków w ciąży. Ciąża jak wiadomo trwa 9 miesięcy i jest to dość długi czas, w którym trudno jest uniknąć stosowania leków w ogóle. Przecież kobiecie ciężarnej zdarzają się równie często jak innym takie dolegliwości jak: przeziębienie, ból głowy, niestrawność. Jak więc sobie radzić w takich sytuacjach?


Warto zdać sobie sprawę z faktu, że niestety zdecydowana większość leków przyjmowanych przez ciężarną, przechodzi przez łożysko, czyli w jakimś stopniu oddziałuje na płód. Wyjątkiem są tutaj: heparyna i insulina, które nie przekraczają bariery łożyskowej. Niezmiernie istotny jest jednak czas ekspozycji, czyli prościej mówiąc: na jakim etapie ciąży przyjmiemy dany lek. Właściwie do 17 dnia po zapłodnieniu obowiązuje na szczęście zasada "wszystko albo nic". Co to oznacza?  Jeśli zadziała jakiś czynnik toksyczny, to albo powoduje obumarcie zarodka i poronienie, albo uszkodzone komórki są zastępowane prawidłowymi i ciąża rozwija się dalej zupełnie prawidłowo. Dobrze, że natura tak to wymyśliła, bo czasami wieść o ciąży spada na nas niespodzianie jak grom z jasnego nieba, a wiadomo jak to jest zwykle na co dzień bywa, ;) czasem np. pijemy alkohol, zażywamy leki itp.
Niestety potem, czyli de facto po terminie spodziewanej miesiączki nie jest już tak kolorowo, ale na szczęście wtedy najczęściej już dowiadujemy się o ciąży, czyli możemy zadbać o siebie i przyszłego potomka  w sposób bardziej świadomy. 

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Na apetyt dla dzieci

Ostatnio będąc u znajomych miałam okazję zobaczyć jak koleżanka karmi swoją 2 letnią córeczkę. Oczywiście nie obyło się bez: "...za mamusię, za tatusia.. " itp. i biegania z łyżeczką zupy po całym pokoju. Wtedy pomyślałam sobie jakie to szczęście, że moje dzieciaki nie grymaszą przy jedzeniu. Ale niestety nie zawsze tak jest. Często zdarza się, że dziecko w pewnym okresie swojego życia po prostu traci apetyt, co oczywiście spędza sen z powiek rodzicom. 

Jeśli utrata apetytu jest chwilowa, co często zdarza się na przykład w trakcie infekcji, to nie ma co panikować, tylko przeczekać. Mój starszy Synek jak jest chory, to zawsze jada tylko "kulki z mlekiem", ;) ale oczywiście jest to przejściowe. Natomiast jeśli dziecko nie ma apetytu przez dłuższy czas, warto zastanowić się jakie mogą być przyczyny takiego stanu rzeczy. Najczęściej są to niestety błędy żywieniowe, czyli krótko mówiąc - to my rodzice jesteśmy "winni". 
Pamiętajmy, że niezmiernie ważna jest regularność posiłków oraz ich różnorodność. I uwaga na podjadanie! Pomiędzy posiłkami nie podawajmy dziecku słodkich, ani słonych przekąsek. Warto również zadbać, aby posiłki były "kolorowe", bo dzieci niejako "jedzą oczami". ;) Nawet zimą można stworzyć barwny posiłek z sezonowych warzyw, owoców i innych dodatków. Wystarczy tylko chcieć i użyć trochę wyobraźni. Pamiętajmy także o ziołach, bo często aromatyczne potrawy z dodatkiem ziół wyostrzają apetyt. :) Polecam hodowlę ziół w doniczkach, ja mam ich całą kolekcję. Do przypraw wzmagających apetyt należy: tymianek, pieprz, kurkuma czy estragon.

Niestety na niektórych "niejadków" takie domowe sposoby nie wystarczają. Można wtedy spróbować wspomóc się specyfikami z aptecznej półki. 

środa, 4 grudnia 2013

PMS

Czasami patrząc na moje dwa Szkraby, ogarnia mnie refleksja, że to dobrze, iż mam dwóch synów, bo faceci to mają lepiej w życiu. Bycie kobietą natomiast nie zawsze jest łatwe. Już sama comiesięczna przygoda z podpaskami, czy tamponami do przyjemnych nie należy i sprawia, że wiele kobiet "te dni" najchętniej wykreśliłoby ze swojego kalendarza. Do tego jeszcze czasami solidnie daje się we znaki PMS. Dziś więc na Waszą prośbę kilka słów na temat zespołu napięcia przedmiesiączkowego, który z ang. pre-menstrual syndrom określa się w skrócie jako PMS. PMS kiedyś uważany za fanaberie kobiet, dziś jest już klasyfikowany jako odrębne schorzenie przewlekłe. 
Ale do rzeczy.

Jakie są najczęstsze objawy PMS?

Chyba większość kobiet skarży się na zatrzymywanie wody w organizmie, obrzęki nóg i generalnie uczucie ciężkości. Nie polecam wtedy stawać na wagę ;), bo może nas niemiło zaskoczyć. Często dokucza także ból głowy, pleców oraz pojawiają się dolegliwości trawienne (zaparcia, wzdęcia). Wiele kobiet skarży się w tym okresie na zwiększoną wrażliwość, obrzmienie i tkliwość piersi. U niektórych pojawia się wówczas wzmożony apetyt na słodycze. I ja niestety należę do tego grona. ;) Na szczęście mi do szczęścia wystarcza w zupełności "Góralek" mleczny. ;)  
O ile jednak te dolegliwości nie są uciążliwe dla innych, to niestety jest jeszcze druga strona medalu, czyli sfera emocjonalna. 
Czasami dochodzą więc jeszcze takie objawy jak: drażliwość, wybuchy gniewu, nerwowość, wahania nastroju, płaczliwość czy depresja, które mogą negatywnie wpływać na relacje interpersonalne, a więc... naszych najbliższych. 

Skoro mamy już objawy, to zastanówmy się nad etiologią PMS. 

Niestety tutaj nie będzie już tak prosto. Teorii na temat przyczyn PMS jest co najmniej kilka. Generalnie uważa się, że przyczyną PMS jest nadwrażliwość na fizjologiczne wahania hormonów płciowych ciągu cyklu, czyli ... de facto chodzi o hormony i system neuroprzekaźników w ośrodkowym układzie nerwowym (OUN). Nie bez znaczenia jest fakt, że w II połowie cyklu spada stężenie serotoniny, która nazywana jest przez niektórych "hormonem szczęścia". Według niektórych zaś PMS ma silne podłoże genetyczne. 
Ale przejdźmy do sedna, czyli...

W jaki sposób można złagodzić objawy zespołu napięcia przedmiesiączkowego?


sobota, 30 listopada 2013

Lizaki Rutimal C - gardło, odporność, multiwitamina


                                                     artykuł sponsorowany

Przemysł farmaceutyczny zaskakuje nas coraz to nowszymi postaciami leków, co widać szczególnie na przykładzie preparatów dla dzieciaków. Gdy byłam dzieckiem, to pamiętam, że wiele razy Mama musiała mi rozkruszać tabletki i rozpuszczać w jakimś płynie, soku, czy herbacie, bo niestety wiele leków nie występowało nawet w postaci syropu. Dziś to już właściwie historia, a bogactwo postaci specyfików dla dzieci przyprawia czasami o zawrót głowy. Czy to dobrze...? Myślę, że tak, bo jako Mama dwójki dzieci, wiem, że czasami podanie maluszkowi czegokolwiek do ust graniczy z cudem - zwłaszcza jeśli nie smakuje zbyt dobrze. 

Jeśli więc macie w domku takiego uparciucha, który nie przepada nawet za syropkami, myślę, że warto pamiętać o "lizakowej alternatywie". ;) Dziś więc kilka słów na temat lizaków "Rutimal C", które występują na rynku w trzech wersjach. 




W aptekach znajdziecie więc:

- lizaki "Rutimal C gardło"
Co znajduje się w składzie? Na pewno na uwagę zwraca zawartość miodu, wyciągu z soku z malin i wyciągu z cytryny, czyli trio wspomagające odporność organizmu. Kluczowe składniki, jeśli chodzi o gardło, to na pewno szałwia, która łagodzi podrażnienia oraz prawoślaz, który działa łagodząco i powlekająco na błony śluzowe jamy ustnej i gardła. Uzupełnienie składu stanowi popularna w wszelakich preparatach na przeziębienie witamina C. 
Lizaczki na silny ból gardła raczej nie pomogą, ale na pewno mogą być pomocne w przypadku podrażnienia, czy też uczucia drapania w gardle. Ja lubię dawać je starszemu Synkowi kiedy pokaszluje przy podrażnieniu gardła od kataru. Malinowo-cytrynowy smak sprawia, że dzieciaki nie odczują różnicy między takim lizakiem, a zwykłym sklepowym "Chupa Chupsem". ;)

Aby nieco wspomóc odporność malucha, można sięgnąć po 

-lizaki "Rutimal C odporność"
W składzie mamy miód, wyciąg z soku z malin, wyciąg z cytryny, oraz witaminę C i rutozyd, czyli składniki, które w sezonie jesienno-zimowym mogą wesprzeć siły obronne naszego organizmu. Myślę, że przy spadku odporności, a także w sezonie wzrostu zachorowań warto zamienić zwykłe lizaki, które i tak często kupujemy naszym milusińskim na takie z apteki. Przynajmniej będzie z tego jakaś korzyść. :) Smak jest bardzo dobry, bo pomarańczowo-cytrynowy. 

I jeszcze jedna wersja:

-lizaki "Rutimal C multiwitamina"
Tutaj jak sama nazwa wskazuje skład został wzbogacony witaminami: C, B6, B12, E i D. Można je więc stosować u dzieci jako uzupełnienie diety w witaminy, na przykład po przebytych chorobach, po antybiotykoterapii, czy też po prostu w okresie intensywnego wzrostu. Oczywiście nie zastąpi to zdrowej, bogatej w warzywa i owoce diety. Ja jednak z doświadczenia wiem, że z tym jedzeniem warzyw to u dzieciaków jest różnie. Z owocami sytuacja wygląda nieco lepiej, choć niestety znam i takie dzieci, które żadnego owocu nie wezmą do ust... 

Więcej o lizakach "Rutimal C" znajdziecie na dedykowanych stronach:

Rutimal C gardło

Rutimal C odporność

Rutimal C multiwitamina

niedziela, 24 listopada 2013

Na blizny

Dziś na Waszą prośbę przedstawię preparaty do walki z bliznami, które czasem są tylko defektem kosmetycznym, ale czasem poważnym problemem zdrowotnym. Blizny powstają najczęściej w wyniku zranienia (blizna pourazowa), lub interwencji chirurgicznej (blizna pooperacyjna), czasami po oparzeniach, bądź trądziku. 
Blizna to de facto tkanka łączna, która powstaje w procesie gojenia i zastępuje tkankę, uszkodzoną przez uraz, bądź chorobę. Tworzenie blizny nie jest więc patologią tylko normalnym (i ostatnim) etapem procesu gojenia się rany. Właściwie większość blizn goi się bez żadnej interwencji i nie wymaga specjalistycznego leczenia, ale... zdarza się, że ten proces jest zaburzony i powstająca blizna jest twarda, zgrubiała, przerośnięta i nieestetyczna,  a czasami nawet jest przyczyną przykurczów, czy dolegliwości bólowych. Aby temu zapobiec, ważna jest profilaktyka, którą należy zacząć odpowiednio wcześnie.

Preparatów "na blizny" w aptekach jest całkiem sporo.


środa, 20 listopada 2013

Rumianek lekarski

Całkiem niedawno mój starszy Synek przypomniał sobie o książce "Krecik i myszka", w której krecik długo szukał tajemniczego kwiatu o nazwie Matricaria chamomilla. ;) Uświadomiłam sobie wtedy, że w cyklu ziołowym pisałam już o wielu leczniczych roślinach, ale o rumianku jeszcze nie, a przecież ma on również wiele zdrowotnych właściwości. 


'Zdeněk Miler - Krtek a myška'

Rumianek lekarski (Matricaria chamomilla) będzie więc bohaterem dzisiejszego artykułu, bo bezsprzecznie należy on do roślin najszerzej stosowanych w lecznictwie. Dziś jego stosowanie nie wynika już tylko z tradycji, ale zostało dobrze udokumentowane w licznych badaniach.

Surowcem zielarskim jest koszyczek rumianku. Nie wiem jak Wy, ale ja bardzo lubię jego aromatyczny zapach. :)

Ale do rzeczy... jak działa rumianek? 

Po pierwsze wykazuje on silne działanie przeciwzapalne, a także przeciwbakteryjne, oraz regenerujące skórę i błony śluzowe. Ze względu na takie właściwości napar z rumianku stosuje się zewnętrznie (zarówno do okładów jak i przemywania) w przypadku różnorakich schorzeń skórnych, trudno gojących się ran, wyprysków, owrzodzeń, podrażnień skóry, a nawet... oparzeń. Tak, tak... Nie wiem czy wiecie, ale miejscowe zastosowanie preparatów z rumianku w przypadku rumienia wywołanego przedawkowaniem słońca daje podobny efekt jak maść z hydrocortisonem, czyli sterydem. 
Dla tych bardziej leniwych, którym nie chce się parzyć ziółek, mamy w aptekach gotową "Maść rumiankową" np.z firmy Elissa. Tubka 25 g kosztuje ok. 8 zł.


piątek, 15 listopada 2013

SanoFerrin complex

                                                     artykuł sponsorowany

Sezon jesienny w pełni, a co za tym idzie w aptekach szczególnym powodzeniem cieszą się preparaty na przeziębienie i na odporność. Nie wiem, czy wiecie, że czasami zwiększona podatność na infekcje może wynikać z niedoboru żelaza w organizmie, dlatego tak ważna jest jego odpowiednia podaż w codziennej diecie.

Co jest głównym źródłem żelaza...? Przede wszystkim mięso (wątróbka i podroby), ponieważ zawiera ono tzw. żelazo hemowe, które dość dobrze wchłania się z przewodu pokarmowego. Żelazo pochodzenia roślinnego jest niestety dużo gorzej przyswajalne. Osobiście znam osoby, dla których posiłek bezmięsny, nie jest nic wart. Pewnie z żelazem nie mają oni problemów ;) Natomiast są grupy pacjentów szczególnie narażone na niedobór żelaza, a wiadomo - żelazo pomaga w produkcji czerwonych krwinek i hemoglobiny. 


Z myślą o takich pacjentach mamy w aptece wiele suplementów z żelazem dostępnych bez recepty lekarskiej. Dziś chciałabym Wam przedstawić jeden z nich: preparat "SanoFerrin complex" Firmy Biogened. Jest to produkt dla osób u których występuje zwiększone zapotrzebowanie na żelazo. 



Są to przede wszystkim wegetarianie, krwiodawcy, osoby nieracjonalnie odchudzające się, sportowcy, oraz osoby aktywne fizycznie. 
Warto pamiętać, że czasem niedobór żelaza wynika z jego nadmiernej utraty na skutek przewlekłych krwawień, np. kobiety obficie miesiączkujące, pacjenci z chorobą wrzodową, czy uporczywymi krwawieniami przy hemoroidach.
Wzrost zapotrzebowania na żelazo występuje także w okresie ciąży i karmienia piersią, ale w tej grupie przyjmowanie jakiegokolwiek preparatu żelaza powinno być raczej konsultowane z lekarzem.

Jeśli chodzi o skład preparatu "SanoFerrin complex" to na pierwszy rzut oka zwraca uwagę wysoka zawartość żelaza w jednej kapsułce, bo aż 16,8 mg. Na tle innych suplementów dawka ta jest całkiem spora. Żelazo występuje w preparacie w postaci glukonianu żelaza, czyli dość dobrze przyswajalnej soli. 
Na uwagę zasługuje fakt, że preparat zawiera obok żelaza witaminę C, która zwiększa jego przyswajanie, za co oczywiście duży plus. 
Skład preparatu uzupełnia kwas foliowy... w sumie nie ma się czemu dziwić, bo żelazo lepiej się wchłania w towarzystwie kwasu foliowego. Sam kwas foliowy natomiast także wspomaga procesy krwiotwórcze, biorąc udział w produkcji czerwonych krwinek. 
Poza tym preparat wzbogacono także o witaminy B12 i B6. Dlaczego akurat te witaminy? Ponieważ uczestniczą one w procesie powstawania czerwonych krwinek, a dodatkowo wpływają na zmniejszenie uczucia zmęczenia i znużenia. Ostatnim składnikiem preparatu, ale także istotnym, jest cynk. Odpowiada on nie tylko za zdrowy stan naszej skóry i włosów, ale także uczestniczy w wielu procesach metabolicznych ( w tym: metabolizmie żelaza). 

Na koniec kilka informacji praktycznych. Preparat jest w formie wygodnych do połykania kapsułek. Opakowanie 45 kapsułek to koszt kilkunastu zł, a więc bardzo przyzwoicie. Zalecane przez producenta dawkowanie to tylko 1 kapsułka dziennie - po jedzeniu. Dlaczego po jedzeniu, mimo, że wchłanianie żelaza jest najlepsze na czczo i pomiędzy posiłkami? Chodzi tutaj o zminimalizowanie działań niepożądanych. Niestety pacjenci przyjmujący preparaty żelaza często skarżą się na działania niepożądane ze strony układu pokarmowego (nudności, biegunki, zaparcia). Preparat przyjmowany po jedzeniu z reguły jest lepiej tolerowany. :)
I jeszcze jedna moja uwaga na koniec. Producent nie wspomina o tym w ulotce, ale nie zalecam popijać preparatu herbatą. Pewnie zapytacie dlaczego... Otóż zawiera ona pewne związki (taniny), które tworzą z żelazem nierozpuszczalne i niewchłanialne kompleksy. 

niedziela, 10 listopada 2013

Miód na przeziębienie

Wiele razy pisałam o ziołach, zapominając o innej naturalnej i smakowitej substancji, która posiada naprawdę niezwykłe właściwości. Miód, bo o nim mowa, jest produktem wytwarzanym przez pszczoły, ale nie tylko - również niektóre gatunki os. Jest to znany od wieków przysmak, który oprócz własności odżywczych, posiada również bardzo cenne własności lecznicze. O dobroczynnych własnościach miodu przekonani byli już starożytni Egipcjanie, którzy składali go w ofierze bogom i używali do balsamowania zwłok. Sama zaś Kleopatra ceniła sobie kąpiele w mleku z miodem. ;)

Dziś o zdrowotnych własnościach miodu chyba nie trzeba nikogo przekonywać. Pewnie część z Was stosowała przy przeziębieniu mieszankę: gorące mleko z czosnkiem, miodem i masłem. Smakuje okropnie, ale jest naprawdę skuteczna i szybko stawia na nogi. 
Czy stosowanie miodu przy infekcjach wynika tylko z długoletniej tradycji...? Aby się o tym przekonać postanowiłam poszperać trochę w publikacjach i okazuje się, że własności lecznicze miodu są już dość dobrze udokumentowane naukowo, czyli ... Kubuś Puchatek, który tak kochał miód wiedział, co dobre. ;)

Zapewne najcenniejszą właściwością miodu jest jego działanie przeciwbakteryjne i przeciwgrzybicze, choć... mamy trochę rozbieżności, jeśli chodzi o zakres stężeń niezbędnych do zaobserwowania takiego efektu. Właściwie jednak nie ma się co temu dziwić, bo własności antybakteryjne miodu są zależne od jego składu. Dużą aktywność przeciwdrobnoustrojową wykazują miody spadziowe ze spadzi iglastej, a także miód gryczany, czy lipowy. 


środa, 6 listopada 2013

ProLady Menopauza



                                                     artykuł sponsorowany

Nieco ponad 2 tygodnie temu - 18 października obchodziliśmy Światowy Dzień Menopauzy, ustanowiony przez WHO, czyli Światową Organizację Zdrowia oraz Międzynarodowe Towarzystwo Menopauzy. Święto to istnieje po to, aby zwrócić uwagę na problemy związane z przekwitaniem, któremu często towarzyszą uciążliwe  dla kobiety dolegliwości. 
Objawy, które w tym okresie szczególnie dają się we znaki kobietom to: uderzenia gorąca, zlewne poty, zaburzenia snu, nastrój depresyjny, nadmierna nerwowość, problemy z koncentracją, osłabienie pamięci, wzrost ryzyka złamań, czy suchość pochwy i związany z tym spadek libido. HTZ (hormonalna terapia zastępcza) stosowana wciąż jeszcze dość powszechnie do łagodzenia tych dolegliwości, nie jest pozbawiona poważnych działań niepożądanych, bo w dłuższej perspektywie zwiększa ona ryzyko raka piersi, udaru, czy zawału. 

Bezpieczniejszą alternatywą dla HTZ jest więc terapia z zastosowaniem preparatów pochodzenia roślinnego. 

Dziś zatem chciałabym Wam zaprezentować suplement "PROlady Menopauza" firmy Biogened. 




Głównym składnikiem preparatu jest wyciąg z ziela koniczyny czerwonej (koniczyny łąkowej) Trifolium pratense. Tak, tak... to ta pospolita roślina występująca dość powszechnie na łąkach i polanach. Któż z nas nie szukał w dzieciństwie czterolistnej koniczynki, podobno przynoszącej szczęście...? ;)
Nie wiem jednak czy wiecie, że koniczyna łąkowa jest bogatym źródłem tzw. fitoestrogenów. Co to takiego? Związki, które mają zbliżoną budowę do żeńskich hormonów płciowych (estrogenów) i naśladują ich działanie. Dzięki temu koniczyna łąkowa łagodzi zarówno fizyczne, jak i psychiczne objawy przekwitania, które wymieniałam we wstępie. Warto podkreślić także pozytywny wpływ koniczyny łąkowej na gospodarkę lipidową organizmu, (obniżenie poziomu cholesterolu całkowitego i triglicerydów), a także korzystny wpływ na gęstość mineralną kości, a wiadomo... domeną menopauzy jest wzrost ryzyka złamań związany z ubytkiem masy kostnej.
Chciałabym jeszcze zaznaczyć, że fitoestrogeny koniczyny czerwonej nie zwiększają ryzyka raka piersi, ani endometrium - co ma miejsce w przypadku HTZ i mogą być stosowane nawet przy zakrzepicy naczyń żylnych.
I jeszcze mała przewaga nad preparatami sojowymi - wyciąg z koniczyny łąkowej nie wykazuje działania alergizującego, co w dzisiejszych czasach jest szczególnie ważne, ponieważ o alergiach słyszy się coraz częściej.
A więc... niby pospolita, a jednak na swój sposób wyjątkowa, koniczyna łąkowa z pewnością jest warta uwagi w kontekście menopauzy.

Ale wróćmy do składu :) Poza wyciągiem z koniczyny łąkowej preparat "PROlady Menopauza" zawiera także wyciąg z ziela szałwii lekarskiej. Na pierwszy rzut oka wydaje się to dziwne, bo szałwię kojarzymy głównie z płukankami na gardło, ale warto pamiętać, że szałwia zmniejsza także nadmierną potliwość i może łagodzić pojawiające się w okresie przekwitania "zlewne poty". 
Uzupełnienie składu to wyciąg z melisy lekarskiej. Tu warto zaznaczyć działanie łagodnie uspokajające i relaksujące, co jest szczególnie ważne, bo w okresie przekwitania często występuje drażliwość, nadmierne pobudzenie nerwowe, czy trudności z zasypianiem. Melisa skutecznie łagodzi tego typu problemy.

Na koniec wzmianka o cenie. Opakowanie 30 kapsułek to koszt około 20 zł, co przy zalecanym dawkowaniu 1 raz dziennie po 1 kapsułce starcza na miesiąc kuracji, a więc całkiem przyzwoicie. 

Więcej informacji o produktach z serii ProLady znajdziecie na stronie: https://www.facebook.com/pages/Prolady/308717105941837

niedziela, 3 listopada 2013

Iladian - skuteczny probiotyk?

Dziś postanowiłam wziąć na tapetę kolejny produkt Aflofarmu: "Iladian". 
Jest to preparat doustny - wskazany do stosowania w celu odtworzenia prawidłowej flory bakteryjnej oraz właściwego pH pochwy, według producenta polecany między innymi w trakcie i po antybiotykoterapii. 

Popatrzmy na skład: już na opakowaniu producent umieścił informację, że preparat "zawiera aż 6 mld bakterii probiotycznych". 
Są badania, które mówią o tym, że aby probiotyk był skuteczny minimalna liczna kolonii bakteryjnych na dawkę to 5 mld CFU (colony forming units = jednostek tworzących kolonie), a więc warunek ten mamy spełniony, ale.... czy w ogóle mamy w preparacie bakterie probiotyczne...? 
No właśnie. Na stronie producenta można znaleźć informację, że preparat zawiera pałeczki kwasu mlekowego: Lactobacillus rhamnosus 2,5 mld CFU, Lactobacillus reuteri 2,5 mld CFU i Lactobacillus gasseri 1 mld CFU. 
A gdzie konkretna nazwa szczepu, która przypominam - musi mieć trzy człony? Nie ma. Lactobacillus rhamnosus to gatunek, a de facto jaki szczep mamy w preparacie - nie wiadomo. Dlaczego aż tak się tego czepiam...?
Bo poszczególne szczepy bakteryjne należące do tego samego gatunku, różnią się własnościami probiotycznymi. Tak naprawdę, każdy szczep wymaga oddzielnych badań w celu określenia jego własności probiotycznych oraz skuteczności. Wyniki badań dla jednego szczepu nie mogą być wykorzystane jako dowód skuteczności innego szczepu, nawet bardzo blisko spokrewnionego. 
Tak wygląda teoria, a co to oznacza w praktyce? 

środa, 30 października 2013

Tran a odporność

Ostatnio sugerujecie mi w mailach, bądź na dedykowanej podstronie, wiele tematów do nowych artykułów. Oczywiście bardzo się z tego cieszę, ale jak pewnie zdajecie sobie sprawę, nie jestem w stanie wszystkich ich jednocześnie opisać. Zatem w niektórych przypadkach trzeba będzie poczekać na artykuł o danym temacie/problemie nawet kilka tygodni lub nawet miesięcy. Mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe, w każdym razie będę starać się, by żaden z proponowanych tematów nie pozostał bez odzewu.

Dziś właśnie będzie kolejny taki artykuł 'na Wasze zamówienie' dotyczący tranu w kontekście odporności. Naleję sobie do pisania tylko szklaneczkę cydru, który w Polsce dopiero staje się popularny, a w krajach skandynawskich, czy anglosaskich już od długiego czasu cieszy się dużym powodzeniem. Na szczęście do Londynu niedaleko, więc mąż poleciał tam na zakupy, co prawda głównie ubranek dla dzieci, ale przywiózł również spory zapas angielskich cydrów. ;) W tym mojego ulubionego Strongbow'a w różnych wersjach smakowych. :)
Przy okazji ciekawostka - to co u nas nazywa się Somersby ani się nie umywa do prawdziwego cydru Somersby produkowanego w Danii czy Wlk. Brytanii. Nie wiem skąd wyniknęła taka polityka firmy Carlsberg, że sprzedaje na rynku polskim piwo z dodatkiem aromatu jabłkowego, zamiast 'czystego' cydru jabłkowego. Mam nadzieję, że kiedyś firma naprawi ten błąd. Póki co zostaje kupno Somersby w innych krajach, by poczuć orzeźwiający smak prawdziwego cydru.

Wracając jednak do tematu tranu - na początek trochę teorii. Nie wiem, czy wiecie, ale nazwa "tran" zastrzeżona jest dla oleju z wątroby dorsza atlantyckiego i innych ryb z rodziny dorszowatych. Tak się jednak składa, że znany wszystkim ( na szczęście nie osobiście;) ) rekin nie jest do niej zaliczany, a więc de facto olej z wątroby rekina to nie "tran", choć... często powszechnie tak się go też określa. Ja niezbyt lubię takie uproszczenie, bo tran i olej z wątroby rekina różną się składem, choć oczywiście są też podobieństwa. 


czwartek, 24 października 2013

Flegamina czy Mucosolvan?

Za oknami złota polska jesień, a mimo to w aptece często zdarzają się już pacjenci z prośbą o coś na przeziębienie, na katar, bądź kaszel. Myślę, że tematyka przeziębień będzie pojawiała się w sezonie jesienno-zimowym cyklicznie na moim blogu, ponieważ jest to obszerny problem i nie da się go opisać w jednym poście. 
Dziś starcie 'potentatów', czyli "Flegamina" kontra "Mucosolvan" w walce z mokrym kaszlem. Często pytacie mnie w aptece co lepsze. Postaram się więc odpowiedzieć na to pytanie, ale najpierw kilka słów tytułem wstępu. :)

Jak wiadomo kaszel to mechanizm obronny, mający na celu oczyszczenie dróg oddechowych z zalegającej wydzieliny lub ciała obcego. 
Wyróżniamy dwa rodzaje kaszlu:          
  • kaszel suchy czyli nieproduktywny
  • kaszel mokry czyli produktywny, któremu towarzyszy odkrztuszanie wydzieliny
Dziś skupmy się na kaszlu mokrym. 
Skąd się bierze wydzielina i problemy z odkrztuszaniem?  Ona nie pojawia się ot tak, bo zaatakowały nas wirusy ;) tylko ... określona ilość płynnego śluzu jest wydzielana w drogach oddechowych u każdej zdrowej osoby. Ta śluzowa wydzielina, a wraz z nią zanieczyszczenia, które dostały się do dróg oddechowych jest stale przesuwana dzięki ruchom rzęsek w kierunku krtani i odkrztuszana. Jest to niejako bariera ochronna, która utrudnia przedostanie się drobnoustrojów do dróg oddechowych. 
W wyniku infekcji wydzielina w drogach oddechowych staje się lepka i gęsta, praca rzęsek zostaje upośledzona i nie radzą sobie one z usuwaniem lepkiego śluzu na zewnątrz. Flegma zalega więc w drogach oddechowych, a pacjent ma problem z jej odkrztuszaniem i prześladuje go mokry kaszel. Dobrze jest wtedy wspomóc się jakimś środkiem, który ułatwi pozbycie się zalegającej wydzieliny. W aptece jest ich oczywiście cała masa, ale pacjenci chyba najczęściej sięgają po któryś lek z duetu:  "Flegamina" i "Mucosolvan". Co lepsze?


sobota, 19 października 2013

Lipa

Dziś kontynuacja tematyki zielarskiej. Z racji na fakt, iż sezon przeziębień przed nami, tym razem postanowiłam bohaterką uczynić lipę. W Polsce jest ona popularnym drzewem, które spotkać można zarówno w lasach, jak i parkach. Rozróżniamy dwa gatunki: Lipa drobnolistna (Tilia cordata) i Lipa szerokolistna (Tilia platyphyllos). Kwiaty lipy mają przyjemny, słodki zapach. Ja lubię się nim rozkoszować, bo niejako zwiastuje on lato, a to moja ulubiona pora roku :)
Właściwie już od niepamiętnych czasów lipa jest uważana za drzewo o magicznej mocy. Sławili ją najwięksi polscy poeci... Któż z nas nie pamięta fraszki "Na lipę" Jana Kochanowskiego? ;) 

Surowcem leczniczym jest kwiatostan lipy, który w postaci gorącego naparu zalecany jest między innymi przy przeziębieniach, grypie oraz wszelakich infekcjach układu oddechowego. Dlaczego? Wykazuje on działanie napotne, a co za tym idzie także łagodne działanie przeciwgorączkowe. Celowo napisałam, że "łagodne", ponieważ przy wysokiej gorączce na pewno kwiat lipy nie zastąpi jakiegoś mocniejszego środka typu paracetamol, czy ibuprofen.
Ale to nie wszystko. Kwiatostan lipy działa także przeciwzapalnie oraz osłaniająco i powlekająco na błony śluzowe, stąd efekt łagodzący kaszel i kojący ból gardła, a więc... jeśli dopadnie Was jesienne przeziębienie - gorący napar z lipy, najlepiej z sokiem malinowym, ciepłe skarpety i do łóżka. :) 


poniedziałek, 14 października 2013

Neomag forte - naturalny magnez?

Witajcie po weekendzie. Jak pisałam na FB, spędziłam go w Tatrach i muszę przyznać, że idealna pogoda sprawiła, że naładowałam baterie na następne tygodnie. Przy okazji mała podpowiedź dla osób planujących tam wycieczki z wózkiem - odpowiednich szlaków jest w Tatrach niestety mało, ja natomiast zdecydowanie polecam Dolinę Białej Wody. Warto przejść nią kilka kilometrów, droga jest idealna dla wózków, równa, a przede wszystkim ze wspaniałymi widokami na Młynarza, Żabią Czubę oraz Rysy i Wysoką. My, gdy zobaczyliśmy w Łysej Polanie tłumy 'walące' nad Morskie Oko, od razu zdecydowaliśmy się przejechać przez most graniczny i zaraz za nim wejść na równoległy szlak prowadzący docelowo na Polski Grzebień. Na szlaku spotkaliśmy dosłownie kilka osób, a idąc nim tylko dobiegający hałas i stukot końskich kopyt przypominał nam, że jedynie kilkadziesiąt metrów dalej - po drugiej stronie rzeki, biegnie zatłoczona droga nad Morskie Oko. 




Wracając jednak do tematu posta: podczas śniadania w pensjonacie niechcący usłyszałam, jak przy sąsiednim stoliku starszy pan polecał koledze Neomag forte, jako najlepszy preparat z magnezem, który pomoże zregenerować zmęczony organizm po trudach wycieczki. Widać tutaj, że reklama naprawdę działa, ale ja jako farmaceutka oczywiście nie mogłam przejść obok takich słów obojętnie. ;) Dziś więc moja krótka analiza tego specyfiku. :)


niedziela, 6 października 2013

Gdy boli ucho

Dziś zgodnie z sugestią jednego z Czytelników będzie kilka informacji jak sobie radzić z bólem ucha. 
Ból ucha to dolegliwość, która może być wywołana przez szereg czynników. Czasami są one całkiem banalne, jak na przykład zmiany ciśnienia podczas lotu samolotem. Mnie na przykład niestety zawsze przy starcie i lądowaniu dopada przenikliwy ból uszów i ich naprzemienne odtykanie i zatykanie. Żeby zminimalizować te mało komfortowe odczucia, warto przyjąć pozycje wyprostowaną i często przełykać ślinę, ssać cukierka czy żuć gumę. To naprawdę pomaga. Podobno pomocne jest też ziewanie, tylko jak tu ziewać na zawołanie? ;)  
Zdarza się jednak, że przyczyny bólu ucha są o wiele poważniejsze, na przykład zakażenia bakteryjne, grzybicze czy wirusowe, bądź uszkodzenia mechaniczne, czy po prostu czop woskowinowy. Właściwie ciężko zdiagnozować, bez zbadania przez lekarza specjalistę, co jest przyczyną dolegliwości. 

Warto zdać sobie sprawę z tego, że nieleczone prawidłowo zapalenie ucha może skutkować bardzo groźnymi powikłaniami, tj. zapaleniem opon mózgowo-rdzeniowych, ropniem mózgu czy zapaleniem błędnika. Właśnie dlatego tak ważna jest szybka i prawidłowa diagnoza lekarska. Ja generalnie zawsze zalecam pacjentowi z bólem ucha wizytę u lekarza - najlepiej laryngologa. Wiem jednak z doświadczenia, że często pacjent reaguje na takie zalecenie w sposób negatywny, tłumacząc, że "kolejki, terminy, brak czasu itp".

Jakie więc są domowe i apteczne sposoby na załagodzenie tej uciążliwej dolegliwości? Niektórzy zalecają wygrzewanie ucha, czy włożenie wacika z olejkiem kamforowym do ucha. Ja jednak zarówno do olejku kamforowego jak i samego wygrzewania podchodzę z dystansem z racji na fakt, iż wygrzewanie nasila w pewien sposób stan zapalny.

Na wielu forach internetowych przeczytać można, że do bolącego ucha dobrze jest włożyć listek zgniecionego wcześniej Geranium (czyli pospolitej "anginki"). Pamiętam jak byłam dzieckiem, to zawsze przy bólu ucha szła mi z pomocą babcia z geranium. ;) Hodowała je w kilku egzemplarzach, mimo, że na okiennym parapecie specjalnie dobrze się nie prezentowały. To jednak dość tradycyjny sposób i właściwie dziś zalecałabym na tym polu ostrożność, aby na przykład nie włożyć takiego listka za daleko itp. 


wtorek, 1 października 2013

Witamina D u niemowląt i dzieci

Niestety chyba już za nami długie, słoneczne dni. Wielkimi krokami zbliżają się jesienne słoty, a potem - oby mroźna i śnieżna - zima. Chciałabym więc przypomnieć Wam o witaminie D. Polecam uwadze posta jej dedykowanego.
Dziś jednak kilka słów o roli witaminy D w rozwoju dziecka. Wszyscy wiemy, że witamina D uczestniczy w procesie mineralizacji kości i odpowiednia jej podaż jest istotnym czynnikiem w profilaktyce krzywicy. 

Objawami charakterystycznymi dla krzywicy są: rozmiękanie lub spłaszczenie kości potylicy, opóźnienie zrastania ciemienia przedniego i wyrzynania zębów, wzrost potliwości okolicy czołowej (zwłaszcza przy karmieniu), a w stadium zaawansowanym deformacje klatki piersiowej, kończyn, bądź kręgosłupa. 
Większość tych objawów zdiagnozować może lekarz, ale polecam zwrócić uwagę choćby na potliwość główki i w razie wątpliwości zawsze zwrócić się do lekarza. U mojego starszego Synka właśnie ta potliwość główki zasugerowała zrobienie dodatkowych badań i okazało się, że suplementacja witaminy D w standardowo zalecanej dawce nie była wystarczająca, zatem trzeba było ją tymczasowo zwiększyć.
Nie wiem czy wiecie, ale niestety niektóre z objawów krzywicy mogą być nieodwracalne, dlatego tak ważna jest profilaktyka - a co za tym idzie witamina D i jej odpowiednia podaż w diecie czy suplementacja. 

Pamiętajcie, że zarówno niedobór witaminy D, jak i jej nadmiar są szkodliwe dla dziecka i mogą mieć poważne konsekwencje. Jakie mogą być objawy przedawkowania witaminy D...? Na pewno niepokój, drażliwość, zaparcia, zaburzenia łaknienia, zbyt szybkie zrastanie ciemienia przedniego, uszkodzenia nerek czy kamica nerkowa. Warto na te objawy zwrócić uwagę, choć nie są one może specyficzne.

Ponieważ zawartość witaminy D w kobiecym pokarmie nie jest wystarczająca, zgodnie z obecnymi zaleceniami (jeszcze z 2009 roku) wszystkie niemowlęta karmione piersią powinny od pierwszych dni życia otrzymywać witaminę D w dawce 400 j.m/dobę, minimum do ukończenia pierwszego roku życia. 
W ubiegłym roku odbyła się jednak w Warszawie konferencja naukowa "Witamina D - minimum, maksimum, optimum", gdzie zespół ekspertów różnych dziedzin medycyny opracował nowe wytyczne dotyczące suplementacji witaminy D dla poszczególnych grup wiekowych w populacji Europy Środkowej. Według tych wytycznych rekomendowana dawka dzienna witaminy D dla niemowląt do 6 miesiąca życia to 400 j.m. a powyżej 6 miesiąca życia 400-600 j.m. Oczywiście zawsze dawka taka może być modyfikowana przez lekarza pediatrę, ale nie w oparciu o zaobserwowane objawy, tylko stosowne badania. 

W aptekach znaleźć można wiele preparatów witaminy D dla niemowląt. Najpopularniejsze chyba są preparaty w formie wyciskanych kapsułek "twist-off", gdzie w 1 kapsułce mamy 400 j.m. witaminy D. Mała uwaga - do spożycia przeznaczona jest tylko zawartość kapsułki. Może dla niektórych to oczywiste, ale zdarzyła mi się pacjentka, która zapytała jak jej 5 miesięczny Synek ma niby taką kapsułkę połknąć. ;) 
I jeszcze jedno. Wyciskając zawartość kapsułki do buźki dziecka polecam zachować szczególną ostrożność, aby kapsułka nie wyślizgnęła się z ręki i nie wpadła do buźki maleństwa. Wiem z doświadczenia, że czasami o to nietrudno, a taka sytuacja w przypadku małego dziecka jest bardzo niebezpieczna. 



Preparatów z witaminą D w formie kapsułek "twist-off" jest w aptekach do wyboru, do koloru. U mnie chyba najlepiej sprawdził się preparat "VitaD", bo w jego przypadku naprawdę łatwo oderwać końcówkę kapsułki, by wycisnąć jej zawartość. Są natomiast takie preparaty, gdzie ta końcówka zamiast się odrywać, "ciągnie się", a jak w końcu się oderwie, to część zawartości się wylewa.


piątek, 27 września 2013

Probiotyki a infekcje intymne

Na wstępie obiecane wyniki konkursu. Dziękuję za wszystkie zgłoszenia, nadesłaliście ponad 30 odpowiedzi. Zdecydowana większość była poprawna.

Dla formalności- prawidłowe odpowiedzi:
1) Koper włoski wchodzi w skład maści końskiej.
2) Do leczenia kurzajek wykorzystuje się sok z glistnika jaskółcze ziele.
3) W skórze pod wpływem promieni słonecznych powstaje witamina D.


Mój Synek wylosował szczęśliwą zwyciężczynię, którą została pani Elżbieta B z woj. Dolnośląskiego.
Dodatkowo, w nagrodę za najszybciej nadesłane poprawne odpowiedzi, do pani Agnieszki K z woj. Wielkopolskiego. powędruje zestaw próbek.
Serdecznie obu paniom gratuluję:) Nagrody zostaną wysłane w przyszłym tygodniu. Zachęcam do obserwacji bloga, bo za jakiś czas kolejny konkurs.

Wracając do tematu artykułu - jakiś czas temu pisałam o probiotykach. Dziś kontynuacja tego wątku, ale w aspekcie ginekologicznym i infekcji intymnych. 

Nie wiem czy wiecie, ale środowisko pochwy zdrowej kobiety zasiedla ponad 100 gatunków drobnoustrojów. Ciekawe jest to, że skład mikroflory pochwy zależy od szerokości geograficznej i ... rasy :), także właściwie u każdej kobiety jest inny. Z wyjątkiem kobiet po menopauzie,  w środowisku pochwy dominują  pałeczki kwasu mlekowego z rodzaju Lactobacillus. To właśnie one są niejako "strażnikiem" zdrowia kobiety i chronią przed infekcjami intymnymi. W jaki sposób...? 
Po pierwsze - dzięki produkcji kwasu mlekowego, zapewniają kwaśne pH w środowisku pochwy, które zapobiega wnikaniu drobnoustrojów, mogących wywołać infekcje. Po drugie - niektóre gatunki bakterii Lactobacillus wytwarzać mogą pewne substancje białkowe o działaniu przeciwbakteryjnym. I wreszcie po trzecie - konkurują one z bakteriami chorobotwórczymi o składniki odżywcze. Dobrze, że mamy do dyspozycji na co dzień takich "strażników", prawda?

Niestety jednak dość łatwo tą naturalną barierę ochronną zaburzyć, choćby przez kuracje antybiotykowe, stosowanie doustnych środków antykoncepcyjnych  częste zmiany partnerów seksualnych, bądź błędy higieniczne. I co wtedy?  Ano pole do popisu mają wówczas "nieproszeni goście" czyli bakterie patogenne, grzyby, pierwotniaki i... infekcja gotowa.
Właśnie dlatego warto pamiętać o probiotykach, które mogą być niesamowicie pomocne w odbudowie ekosystemu pochwy, a co za tym idzie zapobieganiu infekcjom. 

Długi czas w aptekach 'królował' "Lactovaginal", więc chyba nie ma kobiety, która by o nim nie słyszała. ;) Dziś jeśli chodzi o probiotyki ginekologiczne, mamy jednak w czym wybierać. Do dyspozycji są zarówno preparaty dopochwowe, jak i doustne.  Czym więc się kierować przy wyborze?
Po pierwsze polecam zwrócić uwagę na to, czy producent podaje na opakowaniu (w ulotce) nazwę konkretnego szczepu bakterii probiotycznych. Jeśli nie, to taki preparat raczej nie jest godny polecenia, ponieważ własności probiotyków są zależne od konkretnego szczepu! Dla ułatwienia wskazówka- nazwa szczepu jest trzyczłonowa, czyli mały przykład: nie wystarczy napisać Lactobacillus rhamnosus, tylko np. Lactobacillus rhamnosus 573.

Poza tym, oczywiście nie wszystkie szczepy mają odpowiednie badania, warto więc wybierać te preparaty, które zawierają szczepy o udokumentowanym działaniu. Wiem- przeciętnemu człowiekowi to nic nie mówi, dlatego teraz moja mała analiza. 
Z probiotyków dopochwowych godne polecenia są preparaty :

"inVag"- który zawiera 3 szczepy probiotyczne, których skuteczność  i bezpieczeństwo potwierdzono w badaniach klinicznych
Dodatkowo atutem jest oporność na środki plemnikobójcze tj. nanoxynol-9
"Gynophilus"- zawiera 1 szczep bakterii, ale także o udokumentowanym działaniu
i wspomniany wcześniej "Lactovaginal" .
Nie polecam natomiast takich na przykład preparatów jak "Floragyn", mimo, że preparat ma dodatkowe składniki, które mogą łagodzić infekcje, ponieważ producent nie wyszczególnia jakie szczepy są w składzie.

Pytacie mnie często  mailowo, jak to jest z probiotykami doustnymi, czy mają taką samą skuteczność w odbudowie flory, jak te przyjmowane dopochwowo. Okazuje się, że tak, choć pewnie niektórym wydaje się to nieprawdopodobne.
Ważne jest jednak, aby szczepy zawarte w preparacie były oporne na działanie soku żołądkowego i żółci-wtedy przechodzą przez przewód pokarmowy i docierają z okolic odbytu do pochwy:) No i oczywiście muszą to być szczepy, które wykazują powinowactwo do nabłonka pochwy i zdolność do jej kolonizacji;) dlatego nie wystarczy łykać sobie dowolny probiotyk- jaki z reguły stosuje się przy antybiotykoterapii, choć pewnie byłoby taniej.

Z "ginekologicznych" probiotyków doustnych polecić mogę takie preparaty jak:
"Provag", czy "Lacibios femina".

Nie wiem czy wiecie, ale jest jednak pewna różnica między probiotykami przyjmowanymi doustnie i dopochwowo. Uważa się, że preparaty dopochwowe działają szybciej, ale krótkotrwale, a probiotyki doustne wywołują bardziej długotrwały efekt kolonizacji pochwy, aczkolwiek ich działanie pojawia się z opóźnieniem. Wydaje mi się więc, że przy nawracających infekcjach w ramach profilaktyki warto wybrać probiotyk doustny, natomiast wtedy kiedy zależy nam na szybkim efekcie- dopochwowy. Ja często zalecam moim pacjentkom przy nawracających infekcjach zacząć od probiotyku dopochwowego (10 dni), a potem np. raz w miesiącu robić sobie kurację probiotykiem doustnym.

Pamiętajcie, że probiotyki ginekologiczne powinno się przyjmować 1-2 razy dziennie przez minimum 7 dni.
Preparaty doustne powinno się przyjmować w trakcie lub 30 min po posiłku. 
W tracie antybiotykoterapii zaś najlepiej przyjmować probiotyk doustny na godzinę przed lub 3 godziny po zażyciu antybiotyku. Ważne jest też, aby kurację taką kontynuować jeszcze minimum 7 dni po skończeniu antybiotyku. 

Na koniec mała ciekawostka. Nie wiem, czy wiecie, ale firma Holbex ma w swojej ofercie "tampony probiotyczne Ellen". Jest to w sumie jedyny taki produkt na rynku. Są to tampony nasączone kompleksem Lacto Naturel. Kompleks ten zawiera opatentowane szczepy bakterii probiotycznych, które wchodzą w skład mikroflory pochwy. Ich skuteczność potwierdzona została w badaniach klinicznych. Przyznam szczerze, że produkt wydaje się być ciekawy, ponieważ jak wiadomo w czasie menstruacji spada poziom pałeczek kwasu mlekowego w pochwie i rośnie pH, co zwiększa podatność na infekcje. Wiadomo natomiast, że podczas okresu bezzasadne jest stosowanie probiotyku dopochwowego, więc tampony Ellen wydają się być ciekawą alternatywą. Dodam jeszcze, że tampony Ellen dostępne są tak jak tradycyjne tampony w trzech rozmiarach - mini, normal i super. Każdy rodzaj wykazuje inny stopień chłonności wydzieliny menstruacyjnej, ale taką samą ilość bakterii probiotycznych. Wiem, że nie wszystkie Panie zdają się na tampony w "te" dni, ale dla zwolenniczek tamponów to na pewno fajna alternatywa:) z dodatkową korzyścią:)


Warto również przeczytać:


sobota, 21 września 2013

Konkurs na pożegnanie lata

Z okazji końca lata oraz nieuchronnie nadchodzących jesiennych słot, mam dla Was mały konkurs.
Tym razem nagrodą będzie krem ochronny do twarzy LIPO-INTENSIVE z serii Pharmaceris A, o wartości około 30 zł. Jest to krem rekomendowany do skóry wrażliwej i alergicznej na zimę, która zbliża się niestety wielkimi krokami.




Aby wziąć udział w losowaniu należy odpowiedzieć na trzy proste pytania oraz polubić moją stronę na Facebooku (przycisk znajduje się na górze strony po lewej stronie). Pytania są proste, ponieważ odpowiedzi na wszystkie z nich znajdziecie w tegorocznych artykułach na moim blogu. ;)

Oto one:

1) W skład jakiej popularnej maści wchodzi koper włoski?
2) Sok z której rośliny wykorzystać można do leczenia kurzajek?
3) Jaka witamina powstaje w skórze pod wpływem promieni słonecznych?

Odpowiedzi proszę przesyłajcie na mój adres e-mail: farmaceutka80@wp.pl, podając swoje imię i nazwisko oraz miejscowość zamieszkania. 
Spośród autorów prawidłowych odpowiedzi mój starszy Synek wylosuje jednego zwycięzcę.

Konkurs trwa do czwartku 26 września włącznie, a zwycięzcę ogłoszę w piątek, przy okazji publikacji nowego posta.

Dodatkowo osoba, która przyśle prawidłowe odpowiedzi jako pierwsza otrzyma ode mnie mini zestaw próbek kosmetyków :)

Warto również przeczytać:

wtorek, 17 września 2013

Katar, czyli co należy wiedzieć o kroplach nosa

Jest takie powiedzenie "Wszystko co dobre, szybko się kończy". Niestety lato praktycznie za nami i czy tego chcemy, czy nie - sezon na chorowanie zbliża się wielkimi krokami. Mój starszy Synek rozpoczął po wakacyjnej przerwie przedszkole i już po 3 dniach wrócił z katarem, z którym zmagaliśmy się cały ubiegły tydzień. Dziś więc kilka słów o katarze, ale raczej w kontekście prawidłowego stosowania leków podawanych "donosowo", bo zauważam niestety na tym polu dużo błędów.

Katar jest objawem zapalenia błony śluzowej nosa. Katar infekcyjny (towarzyszący przeziębieniu) szybko rozprzestrzenia się drogą powietrzno-kropelkową. Nie tylko bezpośredni kontakt z osobą zakatarzoną, ale nawet samo przebywanie w tym samym pomieszczeniu skutkować może zarażeniem.
Czynnikiem wywołującym katar z reguły są wszędobylskie wirusy, to ich inwazja powoduje szereg zmian w śluzówce nosa. Pojawia się stan zapalny, błona śluzowa nosa staje się przekrwiona i obrzęknięta, a jej komórki produkują zwiększoną ilość wydzieliny. Początkowo jest ona wodnista, ale z reguły z czasem staje się coraz bardziej gęsta. Często pojawiają się problemy z oddychaniem i uczucie "zatkanego nosa". Czasami wydzielina spływając po tylnej ścianie gardła powoduje kaszel. U mojego dziecka przy katarze jest to właściwie regułą. 

Ponieważ katar sam w sobie jest dość uciążliwą dolegliwością, pacjenci często sięgają po środki apteczne, aby skrócić czas jego trwania i w jakiś sposób załagodzić objawy. Pewnie wszystkim z Was znane jest powiedzenie, że "nieleczony katar trwa tydzień, a leczony siedem dni". Myślę, że coś w tym jest, bo wbrew pozorom walka z katarem do łatwych nie należy. Oczywiście w aptece mamy cały "arsenał" leków przeznaczonych do walki z katarem. 
Z doświadczenia wiem, że pacjenci nader często i chętnie sięgają po preparaty takie jak "Otrivin", "Nasivin", "Acatar", "Sudafed Xylospray" itp. Chyba nawet za chętnie. Dlaczego? Efekt działania tych preparatów rzeczywiście odczuwalny jest dość szybko. Znika uczucie "zatkanego nosa", łatwiej się oddycha, bo specyfiki te obkurczają naczynia krwionośne i zmniejszają obrzęk błony śluzowej, jaki towarzyszy katarowi, a więc ... niby wszystko super. 

Jest jednak jedno "ale", na które chciałabym Wam zwrócić tutaj uwagę. 

Pamiętajcie, że maksymalny czas stosowania tego typu preparatów to właściwie 5-7dni i na to chciałabym Was tutaj uczulić. Niestety nie wspominają o tym w reklamach telewizyjnych, a szkoda. Dziś na przykład widziałam reklamę TV "Otrivinu" i oczywiście tą kwestię zupełnie pominięto, za to podkreślono szybki czas działania i skuteczność preparatu. Reklama reklamą, ale niestety czasami także i farmaceuci zapominają przekazać pacjentowi tą istotną informację. 

Wszystko to skutkuje tym, że leki z tej grupy są jakże często nadużywane, co w efekcie prowadzi do uzależnienia... Przy długotrwałym stosowaniu tych preparatów efekt jest bowiem odwrotny od zamierzonego i katar nawraca. Dlaczego? Leki te zmniejszając przepływ krwi w śluzówce nosa powodują, że nie jest ona dobrze zaopatrywana w składniki odżywcze, staje się wysuszona. Reaguje ona na zaistniałą sytuację zwiększoną produkcją wydzieliny, na nowo pojawia się obrzęk i przekrwienie - często większe niż przed zastosowaniem leku... Skłania to pacjenta do sięgania po kolejne dawki kropli i tworzy się niejako błędne koło, a wtedy... uzależnienie gotowe. Ja w swojej praktyce aptecznej już niejeden raz zetknęłam się z pacjentem uzależnionym od tego typu specyfików - najczęściej od preparatu "Xylometazolin" w kroplach, bo to chyba najtańszy preparat z tego grona.  Nie wiem czy wiecie, że nadużywanie niewinnego "Otrivinu doprowadzić może nawet to zupełnego zaniku błony śluzowej nosa, czego nikomu nie życzę... Właśnie dlatego uczulam - leczenie "Otrivinem" i innymi tego typu wynalazkami powinno trwać maksymalnie kilka dni! Co więc mamy do dyspozycji w zamian? 

Na pewno wspomagać się można woda morską hipertoniczną, która dość dobrze udrażnia zatkany nos. Wiem jednak, że nie zawsze jesteśmy zadowoleni z jej działania, dlatego  wszystkim uzależnionym od kropli do nosa chciałabym przedstawić jeszcze inną alternatywę- spray do nosa "Fitonasal" z firmy Aboca. "Fitonasal" zawiera tylko naturalne składniki (prawoślaz lekarski, aloes, mirrę oraz olejki eteryczne), ale naprawdę świetnie udrażnia zatkany nos i ułatwia oddychanie- nie tylko przy infekcjach, ale także problemach alergicznych. Produkt ten nie zawiera substancji zwężających naczynia krwionośne i nie powoduje uzależnienia, dlatego nadaje się do częstego i długotrwałego stosowania. Dzięki obecności olejków eterycznych m.in. z z eukaliptusa i lawendy, nie tylko przepięknie pachnie, ale naprawdę szybko daje uczucie udrożnionego nosa- sama się o tym przekonałam kilka dni temu:) Dodatkowo dzięki składnikom żywicznym i śluzowym preparat nawilża błonę śluzową nosa i chroni ją przed podrażnieniami i drażniącymi czynnikami zewnętrznymi. I jeszcze jedna kwestia warta podkreślenia, "Fitonasal" ma postać mikroemulsji w spray'u, więc nie kapie z nosa:) Po jego aplikacji do nosa może wystąpić chwilowe uczucie pieczenia, dlatego nie zaleca się stosowania specyfiku u dzieci poniżej 8 roku życia. Dla dorosłych jednak to naprawdę fajne remedium na zatkany nos. Polecam spróbować:)

Czasami przy katarze warto wspomóc się także domowymi metodami, pomocne mogą tutaj być inhalacje z dodatkiem olejków (eukaliptusowego, sosnowego, rozmarynowego)...

Na koniec wspomnę, iż przy katarze zaleca się spożywanie dużej ilości płynów, co także rozrzedza wydzielinę. Można również wspomagać się metodą naszych 'babć', czyli miodem i czosnkiem ;) 

czwartek, 12 września 2013

Melisa lekarska

Dziś postanowiłam powrócić do tematyki ziół, a bohaterką tego posta uczynić melisę lekarską. :) To jedno z moich ulubionych ziół. Nie wiem jak Wy, ale ja lubię wypić sobie przed snem herbatkę z melisy, bo wyjątkowo mnie ona odpręża. Ale od początku...

Lecznicze własności tej rośliny znane i wykorzystywane były już w starożytności. Podobno starożytni kąpali się w naparze z melisy, aby nadać ciału przyjemny zapach oraz aromatyzowali wino jej liśćmi, a także stosowali liście melisy jako remedium po ukąszeniach owadów. Ze względu na charakterystyczny cytrynowy aromat, zielem melisy nacierano niegdyś nowo przygotowane ule, które miały zachęcić roje pszczół do ich zasiedlenia. Sprytnie, choć pewnie teraz pszczelarze mają już inne metody ;)

Obecnie melisa dość powszechnie występuje w klimacie śródziemnomorskim, raczej na zacienionych i wilgotnych terenach. Surowcem zielarskim jest liść melisy (Folium Melissae), rzadziej stosuje się ziele (Herba Melissae). 

Surowiec wykazuje przede wszystkim działanie uspokajające i nasenne, dlatego napary z melisy można z dobrym skutkiem stosować przy bezsenności (zwłaszcza na tle nerwowym), w stanach pobudzenia nerwowego, niepokoju, a także depresjach. Ze względu na działanie uspokajające i odprężające, napar z melisy łagodzi także bóle głowy oraz zaburzenia pracy serca związane z napięciem nerwowym. Oczywiście jeśli ktoś nie lubi parzyć ziółek (a wiem, że takich osób jest sporo, bo naród polski dość leniwy z natury jest) ;) to mamy na rynku aptecznym gotowe preparaty z wyciągiem z melisy. 
Tak naprawdę jednak ciężko znaleźć dobry preparat tylko i wyłącznie z melisą w składzie.

Firma Colfarm ma w swojej serii Zioła w tabletkach preparat "Melisa" - 30 tabletek to koszt około 7-8 zł. Wspominałam już w innym poście jednak, że nazwa "zioła w tabletkach" jest moim zdaniem mocno na wyrost, bo poza ekstraktem z melisy mamy w składzie całą masę substancji pomocniczych, których nasz organizm zapewne nie potrzebuje.

W mojej aptece szerokie grono fanów mają od zawsze "Meliski" Aflofarmu, chyba dzięki wdzięcznej nazwie. Obecnie dostępne są one zarówno w formie pastylek uspokajających do ssania, jak i drażetek, ale... w składzie pastylek na pierwszym miejscu znajduje się cukier (bo wiadomo - są do ssania, to muszą dobrze smakować) ;) Ilość ekstraktu z melisy jest jednak niewielka, bo w 1 pastylce mamy 53 mg, ilość magnezu właściwie znikoma - 19 mg jonów magnezu (i to jeszcze w formie węglanu, którego przyswajalność to ok 30%- czyli 7mg) :(, a więc tak jakby go nie było, dodatkowo wyciąg z szyszek chmielu i również cała masa dodatków. Tak więc jako cukierki jak najbardziej, natomiast na pewno w kwestii ukojenia nerwów niewiele zdziałają :)

Wiele natomiast jest preparatów, w których melisa występuje w towarzystwie innych wyciągów ziołowych o działaniu uspokajającym, ale... ziołowe preparaty uspokajające to raczej obszerny temat na osobnego posta.

Pewnie większość z Was kojarzy melisę właśnie z działaniem uspokajającym, choć liść melisy pobudza także wydzielanie soków trawiennych, działa rozkurczowo na mięśnie gładkie przewodu pokarmowego oraz żółciopędnie. Właśnie dlatego napar z melisy można stosować także w różnych zaburzeniach trawiennych, a także przy schorzeniach dróg żółciowych, oraz jako środek łagodzący nudności,wymioty, czy kolki.
Wyciąg z liści melisy jest jednym z wielu ziołowych składników preparatu "Iberogast". Jest to doustny płyn zawierający bogaty wachlarz wyciągów roślinnych, który podobno super sprawdza się przy różnorakich dolegliwościach trawiennych, a także schorzeniach jelit. 

Melisa ponadto łagodzi objawy zespołu napięcia przedmiesiączkowego, dlatego może warto przed miesiączką zamienić wieczorną herbatkę na "Melisa fix" ;)

Na koniec wspomnę jeszcze o tym, że melisa wykazuje także działanie przeciwwirusowe oraz przeciwzapalne. Okłady z naparu z melisy można stosować do łagodzenia dolegliwości po ukąszeniach owadów, a także w bólach reumatycznych oraz co ciekawe - przy opryszczce. Tak, tak... Myślę, że Ci, którzy zmagają się z opryszczką wargową, która jak wiadomo często nawraca, powinni bliżej zaprzyjaźnić się z melisą ;) 

Oczywiście i tutaj nie jest konieczne parzenie ziółek, bo mamy gotowe specyfiki z melisą do stosowania przy opryszczce, takie jak:
"Lips Help maść na opryszczkę" oraz "Lips Help sztyft" do pielęgnacji i ochrony ust w trakcie występowania opryszczki oraz do profilaktyki jej nawrotów. Na pewno melisa nie zadziała aż tak silnie jak acyklovir (czyli pospolity "Zovirax"), wtedy kiedy już pojawią się pęcherzyki, ale myślę, że w ramach profilaktyki warto mieć pod ręką taki sztyft do ust wzbogacony o melisę ;)

Pamiętajcie również o tym, że melisę można wykorzystać również w kuchni, zwłaszcza jej świeże liście o ciekawym, świeżym aromacie. Ja postanowiłam właśnie powiększyć o melisę moją kuchenną kolekcję ziół doniczkowych. ;)

I na koniec mała ciekawostka. Podobno w XVII wieku popularna była korzenna wódka z melisy "karmelitańska dusza", którą uważano za panaceum na wszelkie dolegliwości. Ciekawe jak smakowała ;) I szkoda, że w obecnych czasach nikt nie powrócił do jej produkcji ;) 


poniedziałek, 2 września 2013

Wapń

Dziś zgodnie z obietnicą napiszę na temat wapnia, który jest jednym z minerałów niezbędnych do funkcjonowania naszego organizmu. W organizmie dorosłego człowieka znajduje się ok. 1 kg wapnia, z czego około 99% buduje strukturę kości i szkliwa. Zapewne większość z Was kojarzy reklamę "Danonków" dotyczącą "mocnych kości" ;)

Rola wapnia w naszym organizmie nie ogranicza się jednak do kości i zębów, o czym czasem zapominamy. Wapń wspomaga układ nerwowy, uczestniczy w skurczu mięśni (także mięśnia sercowego), reguluje ciśnienie krwi i rytm serca, bierze udział w krzepnięciu krwi i gojeniu ran oraz jest niezbędny do prawidłowego wzrostu i rozwoju organizmu. A więc... funkcje posiada naprawdę różnorodne. 

Dziennie potrzebujemy około 1g wapnia, ale warto wiedzieć, że zapotrzebowanie na wapń zwiększa się u kobiet w ciąży, mam karmiących, młodzieży w okresie intensywnego wzrostu oraz kobiet w okresie pomenopauzalnym (wynosi wtedy ok. 1,5 g). 

Od dzieciństwa chyba wszyscy są świadomi, że bogatym źródłem wapnia jest mleko oraz produkty nabiałowe (jogurt, kefir, maślanka, twarożki, sery). Jako ciekawostkę podam fakt, że aby dostarczyć organizmowi wymagany 1g wapnia, trzeba wypić 4 szklanki mleka, zatem niemało. ;) Nie wiem jednak czy wiecie, że stosunkowo dużo wapnia mają też ryby morskie oraz kawior - no ale któż może sobie na niego regularnie pozwolić, a także sezam, pestki słonecznika czy suszone figi ;) Myślę, że warto o tym pamiętać, bo z doświadczenia wiem, że zwłaszcza dzieciaki czasami ciężko przekonać do picia mleka. Ja mam w domu takiego jednego uparciucha, który "Łaciate" omija z daleka.
Nie wiem czy wiecie, że niedobór wapnia w okresie intensywnego wzrostu może po latach prowadzić do wczesnego pojawienia się osteoporozy, a więc... jest o co zawalczyć :)

Oczywiście rynek apteczny oferuje nam całą gamę preparatów wapniowych. Zalecane są one zarówno jako uzupełnienie diety, kiedy wapnia w pożywieniu dostarczamy niewiele, bądź też leczniczo między innymi przy skurczach i drżeniach mięśni kończyn dolnych, przy nadmiernym napięciu nerwowym, w nadciśnieniu, przy nadkwaśności (jako środek zobojętniający) i chyba najczęściej przy osteoporozie, osteomalacji oraz po złamaniach kości. Preparaty zawierające wapń zalecane są także w łagodzeniu objawów alergii oraz wspomagająco przy przeziębieniach.

Czym się więc kierować przy wyborze odpowiedniego preparatu? 

Po pierwsze pamiętajcie, że liczy się ilość wapnia elementarnego, a nie jego soli. Przykład: "Orocal D3" - 1 tabletka zawiera 1250 mg węglanu wapnia, czyli 500 mg wapnia. 

Działanie wapnia zależy jednak nie tylko od jego dawki, ale także rodzaju związku w jakim występuje. Większość preparatów, które znaleźć można na aptecznych półkach zawiera w składzie węglan wapnia (często z muszli ostryg). Przykłady to wspomniany już "Orocal D3" czy też "Ostercal 1250 D" Dlaczego? Jest tani, łatwo dostępny i ma dużą zawartość wapnia elementarnego w soli. Ale węglan wapnia to sól nieorganiczna, którą u przeciętnego pacjenta cechuje stosunkowo niski stopień przyswajalności - ok. 20-25 %. 
Poza tym preparaty zawierające wyłącznie węglan wapnia mogą zwiększać ryzyko powstawania kamieni w drogach moczowych (a więc uwaga chorzy z kamicą nerkową!), powodować zaparcia oraz zobojętnienie soku żołądkowego.

Ci, którzy czytali mój post o magnezie pewnie pamiętają, że lepiej przyswajalne były jego połączenia organiczne. Czy podobnie jest z wapniem...? Właściwie tak, ale te różnice nie są aż tak znaczące... Okazuje się, że przyswajalność wapnia z glukonianu czy mleczanu wynosi ok. 20-30%, z cytrynianu ok. 30-45 %, czyli przewaga na korzyść połączeń organicznych jest, ale raczej niewielka. Poza tym preparaty zawierające wapń w połączeniach organicznych z reguły zawierają jego niewielką dawkę w jednej tabletce, co związane jest z ograniczeniami technologicznymi. Z tego też powodu wymagają zwiększonego dawkowania - nawet kilka razy dziennie po kilka tabletek. Przykładem jest "Calcium gluconicum": 1 tabletka to 500 mg glukonianu wapnia, czyli ok. 45 mg jonów wapniowych, zatem zalecane dawkowanie to 3 tabletki po 3-4 razy dziennie, także sporo....i chyba dla zapominalskich byłoby to kłopotliwe.
Pewną alternatywą jest więc wapń w formie musującej. Ja lubię polecać na przykład preparat: "Calcium 500 D" Polfy Łódź w saszetkach. 1 saszetka zawiera 500 mg wapnia (w postaci laktoglukonianu czyli połączenia organicznego), witaminę D oraz C.

Ponieważ  różnice w przyswajalności wapnia z połączeń organicznych i nieorganicznych nie są bardzo duże, teoretycznie wydawać by się mogło, że to czy wybierzemy węglan czy glukonian lub cytrynian nie ma jakiegoś kolosalnego znaczenia. U niektórych pacjentów pewnie tak jest, natomiast... Są badania które wykazały, że u kobiet w okresie pomenopauzalnym przyswajalność wapnia z węglanu wynosi tylko ok. 4%. Właśnie z tego powodu Paniom w wieku okołomenopauzalnym raczej nie polecam stosować specyfików na osteoporozę z węglanem wapnia, które chyba i tak mimo wszystko są najbardziej popularne. 
Dla nich lepszą alternatywą będzie wspomniany "Calcium 500 D" Polfy Łódź, czy "Wapń z witaminą D" Solgara (zawierający wapń w formie cytrynianu).
Jest jeszcze "Chela-Calcium D3" Olimpu (zawierający wapń w formie chelatu), ale ja w dalszym ciągu do chelatów podchodzę sceptycznie;) 

I na koniec jeszcze jedna uwaga. Przy niedoborze wapnia zaleca się ograniczyć używanie soli kuchennej, ponieważ zmniejsza się wtedy ryzyko osteoporozy u kobiet po menopauzie.



Warto również przeczytać:

Niedobór żelaza

Magnez

Na lepszy nastrój

Powiadomienia o nowych wpisach :)