piątek, 15 sierpnia 2014

Na siniaki i obrzęki

Dziś na Waszą prośbę postanowiłam napisać na temat siniaków i obrzęków. Dla tych, którzy mają dzieciaki, zapewne to "chleb powszedni", dla mnie niestety również,:( gdyż mając dwóch małych łobuziaków w domu, nietrudno o drobne wypadki nawet przy codziennej zabawie. Sińce to jednak nie tylko domena dzieciaków. Często nawet nam dorosłym zdarza się upaść, wtedy z reguły krwiak plus obrzęk murowany. 
Jak sobie więc radzić z siniakami...?

Na początek kilka słów tytułem wstępu, czyli jak powstają siniaki...?

Siniak (inaczej krwiak) powstaje na skutek urazu mechanicznego (upadek, stłuczenie). Dochodzi wówczas do uszkodzenia naczyń krwionośnych, które znajdują się tuż pod skórą, w efekcie czego okoliczne tkanki naciekają krwią i pojawia się mało estetyczne fioletowe zabarwienie. Z czasem siniak zmienia kolor na brązowy, zielonkawy, żółty i po kilku - kilkunastu dniach z reguły znika. Przyznam szczerze, że jako dziecko intrygowała mnie ta zmiana barw, ale ma to proste wytłumaczenie. Chodzi bowiem o rozkład składników krwi, głównie hemoglobiny, czyli czerwonego jej barwnika.

Wiemy już jak powstają, a więc zastanówmy się jak przyspieszyć ich wchłanianie...?

Niezmiernie ważna jest tzw. pierwsza pomoc, a więc... zimny kompres. Tak, tak... po pierwsze zadziała on znieczulająco, a po drugie... niska temperatura obkurczy naczynka krwionośne, dzięki czemu podskórne krwawienie zostanie zmniejszone, a nawet zahamowane. Oczywiście za zimny kompres może posłużyć choćby "udko z kurczaka" z zamrażalnika, ale w aptece nabyć można także specjalne kompresy żelowe zimno-ciepłe np. "Nexcare ColdHot" w kilku wersjach rozmiarowych. :) Taki kompres to fajna sprawa, nie tylko w przypadku stłuczenia, obrzęku czy krwiaka, ale także przy bólach głowy - sprawdziłam w ciąży i przyłożony na skronie działał niemal cuda. 
I jeszcze mała uwaga. Jeśli za zimny kompres służy Wam golonka z indyka, czy udko z kurczaka z zamrażarki, ;) uważajcie, aby nie odmrozić sobie skóry, a więc... max 10 minut chłodzenia i przymusowa przerwa.

Dla tych, którzy cenią sobie wygodę stosowania, polecam jako antidotum na stłuczenia bądź rozmaite kontuzje, aerozole chłodzące:  "Sztuczny lód ICEMIX", "Altacet ICE", czy "Reparil ICE". Szybko chłodząc miejsce urazu, zapobiegają powstawaniu krwiaków oraz obrzęków. Terapia zimnem to jednak pierwszy krok - ma sens, jeśli od urazu nie minęła jeszcze doba, a co dalej?

Wiadomo.. każdy siniak wcześniej, czy później wchłonie się sam, ale umówmy się.... zwłaszcza latem taki fioletowy krwiak, szczególnie w widocznym miejscu może nas irytować. W aptece mamy więc maści, które z powodzeniem stosowane mogą być na stłuczenia i siniaki. 

Naszym sprzymierzeńcem w walce z krwiakami jest kwiat arniki, która zmniejsza przepuszczalność naczyń oraz wykazuje działanie zarówno przeciwobrzękowe, jak i przeciwzapalne, a więc... zdecydowanie przyspiesza wchłanianie sińców. W aptekach znajdziecie na przykład "Maść arnikową" ELISSA. Nie jest to drogi nabytek, bo za 10 g zapłacicie około 4-5 zł.

środa, 6 sierpnia 2014

Urofuraginum

Temat dzisiejszego artykułu podsunęły mi statystyki sprzedaży w aptece. :) Ostatnio bowiem chyba najlepiej sprzedawanym preparatem jest "Urofuraginum". Właściwie jest to zrozumiałe - na zewnątrz upalnie, czas urlopów, a więc chętnie korzystamy z basenów, jacuzzi i innych tego typu 'wynalazków'. Sprzyja to niestety infekcjom dróg moczowych. Dziś więc kilka słów na temat zapalenia pęcherza. 

Ta przykra dolegliwość niezmiernie często daje się ze znaki kobietom... Chyba już kiedyś wspominałam, że my kobiety zawsze mamy "pod górkę". ;) Jeszcze kilka lat temu na zapalenie pęcherza bez recepty można było dostać w aptece tylko jakiś preparat z żurawiną, lub znany pewnie niektórym z Was "Urosept". Ze skutecznością wyżej wymienionych specyfików niestety bywało różnie. Dziś bez konieczności wizyty u lekarza kupić można także furaginę, której skuteczność prawie "powala na kolana" ;) - ulga następuje już po 2-3 dawce. :) 
Tak naprawdę mamy do dyspozycji dwa preparaty z furaginą: "Urofuraginum" i "Urointima FuragiActive". Często w aptece pytacie mnie, czym one się różnią... Właściwie głównie ceną, choć ona także jest porównywalna i zależy od konkretnej apteki - natomiast dawka i substancja czynna są takie same.

Co warto wiedzieć na temat furaginy...? Jest to substancja przeciwbakteryjna, a wiadomo - za zapalenie pęcherza odpowiadają bakterie. Furagina hamuje namnażanie się bakterii, a więc... działa bezpośrednio na przyczynę infekcji. Właśnie dlatego jej skuteczność jest z reguły bardzo zadowalająca, ale UWAGA - nie należy jej nadużywać. Jeśli więc pojawia się drobny dyskomfort przy oddawaniu moczu, nie lećcie od razu do apteki po "Urofuraginum". Być może wystarczą łagodniejsze środki i zakwaszenie moczu. Na własną rękę nie należy też stosować furaginy profilaktycznie, aby zapobiec infekcji, bo może to sprzyjać powstaniu szczepów opornych, a tego przecież nie chcemy.

Pamiętajcie również, aby zawsze trzymać się zalecanego schematu dawkowania, czyli przez pierwszy dzień - 4 razy po 2 tabletki, a później 3 razy dziennie po 2 tabletki. Dobrze jest zachować równy odstęp czasowy między poszczególnymi dawkami, tak jak w przypadku antybiotyków, a więc.... budzik w ruch :) i dawkowanie co 6/8 godzin. ;)
Z reguły już po jednym dniu następuje wyraźna poprawa, ale pamiętajcie, że nie można przerywać kuracji, bo grozi to nawrotem choroby.

środa, 30 lipca 2014

Na trawienie... Iberogast?

Nie wiem jak u Was, ale u mnie nastał czas ślubów i chrzcin, a co się z tym wiąże, objadania się za stołem. No bo, powiedzmy szczerze, jak tu nie spróbować tortu, śledzika, fantasycznego rosołku czy rolady z kluseczkami z dziurką? :)

I tak oto, po kolejnym wymieszaniu jadła w żołądku, ów żołądek powiedział dość. Brzuch zaczął się powiększać (wzdęcie), dołączyła zgaga i bóle żołądkowo - jelitowe. Cóż było robić: najpierw dieta ('umiarkowanie w jedzeniu i piciu') :) i mocna, gorzka herbata. Nic. Jak brzuch bolał, tak boli. Więc odchodzę od stołu (dla łasucha jest to lekkim dramatem) :) i spacery po powietrzu. Jedno kółko, i kolejne. Właściwie spaceruję już w większej grupie, mnie skręca brzuch, a reszta wentyluje płuca. :) Trochę lepiej.

Ok, teraz czas wytoczyć działo: "Raphacholin". Zaczyna działać, powoli ból ustępuje. Nota bene "Raphacholin" sprawdza się też po imprezie, na której za dużo wypiliśmy alkoholu. "Raphacholin" pomaga, ale i tak czuję, że jeszcze nie jest wszystko ok.

I za radą koleżanki ze stołu weselnego biorę "Iberogast". Nie jest to preparat najtańszy (o czym owa kuzynka wspomniała dwukrotnie) :), ale przekonuje mnie skład, badania i opinie biesiadników. Słyszałam już od wielu osób, że działa.

"Iberogast" nie woni walerianą i nie usypia, co też może być istotne, gdy jesteśmy "zapachowcami".
Może być stosowany, gdy mamy wrażliwe jelita, tzw. Zespół Jelita Wrażliwego. Również będzie skuteczny u osób po operacjach jelit. Osoby te powinny przestrzegać diety, ale gdy ogarnie je słabość i zjedzą coś cięższego, "Iberogast" może pomóc szybko (działa już po około 20 min) i sprawnie.

Jak działa "Iberogast": głównie poprawia napięcie mięśni i reguluje ilość kwasu żołądkowego, tak aby pokarm był lepiej trawiony i nie zalegał w żołądku.

Skład jest ziołowy m.in. arcydzięgiel, rumianek, kminek, ostropest i mięta. Co istotne krople zawierają bardzo małą ilość alkoholu i można po nich prowadzić samochód.

Standardowa dawka dla dorosłych to 3 x dziennie po 20 kropli rozpuszczonych w małej ilości wody. Można go również stosować u dzieci od 6-go roku życia, ale wtedy dawkę zmniejszamy do 15 kropli i podajemy też 3 x dziennie.

Życzę Wam udanych imprez rodzinnych, najlepiej bez leków. :)

Warto również przeczytać:

środa, 23 lipca 2014

Hepaslimin

Chyba już niejeden raz pisałam, że rzadko oglądam telewizję, zwłaszcza latem, kiedy zdecydowanie lepiej spędzać czas na świeżym powietrzu. Nawet wieczorem wolę posiedzieć sobie na balkonie przy dobrym winku, niż przed TV. Czasem jednak nieopatrznie wpadnie mi w ucho jakaś reklama aptecznego preparatu i niestety... bardzo często się wtedy denerwuję. Sami wiecie, jak to jest z reklamami i ile w nich prawdy. ;)

Jakiś czas temu natknęłam się na jakże wymowną reklamę preparatu "Hepaslimin", która nieco mnie poirytowała. Dlaczego...? Urocza Pani w spocie reklamowym wspomina w rozmowie z mężem, iż zamieniła dotychczas stosowany preparat na wątrobę na "Hepaslimin". Argumentuje to faktem, iż "Hepaslimin" jest lepszy, bo nie tylko wspiera wątrobę, ale także wspomaga odchudzanie. Nie sposób nie zauważyć tutaj odniesienia do popularnego "Hepatilu". Przyznam szczerze, że nie podoba mi się praktyka zastosowana tutaj przez producenta, czyli odniesienie wprost do konkurencji. Uważam, że coś takiego powinno być zabronione. 

Ale przejdźmy do konkretów, czyli składu owego specyfiku, a więc krótko mówiąc... kawa na ławę. ;) Hihi... Ja sobie właśnie popijam pyszne Latte macchiato. ;) 
Pierwsze dwa składniki, czyli L-asparaginian L-ornityny i cholina, to powielenie składu "Hepatilu".... nawet dawki są identyczne, czyli żadna to innowacja, a raczej "plagiat". ;) Jakiego efektu możemy się spodziewać po duecie ornityna z choliną...? Na pewno wspomagania pracy wątroby, zwłaszcza po spożyciu ciężkostrawnych posiłków, czy przeholowaniu z alkoholem, ;) czego oczywiście nie polecam. 
"Hepaslimin" poza ornityną i choliną zawiera jednak jeszcze kilka składników. Jest to wyciąg z ziela karczocha - 25 mg w jednej tabletce. Dobrze, że karczoch, bo poprawia on funkcjonowanie przewodu pokarmowego, zwiększa wydzielanie soków trawiennych, a także stanowi cenne wsparcie dla wątroby. Dawka jednak nie powala na kolana. Dla porównania - znany pewnie niektórym z Was "Cynarex" zawiera aż 250 mg wyciągu z karczocha, a więc.... mogłoby być lepiej.

Poza karczochem w składzie "Hepasliminu" mamy wyciąg z korzenia cykorii  - także w niewielkiej dawce 10 mg. Wspomaga on trawienie oraz reguluje wypróżnienia... ale o o odchudzaniu to raczej mowy nie ma. ;)

Mamy także wyciąg z ostryżu długiego, czyli kurkumę. Według informacji na stronie producenta zapobiega on gromadzeniu tłuszczu, ale to nie jest tak, że zgubicie kilka cm w pasie, czy biodrach. Surowiec ten zwiększa wydzielanie żółci i ułatwia jej przepływ w przewodach żółciowych, a żółć wspomaga trawienie tłuszczu... a więc jeśli zjecie tłustą golonkę, to "Hepaslimin" może pomóc Wam ją przetrawić, ale na utratę kilogramów raczej nie liczcie. ;)

Uzupełnienie składu to  wyciąg z liści ostrokrzewu paragwajskiego, czyli Yerba mate. Ze względu na zawartość kofeiny jest to surowiec o własnościach pobudzających, który dość szybko usuwa zmęczenie... Przyznam szczerze, że czasem by mi się przydało coś takiego, zwłaszcza po 12 godzinach w pracy. ;) Są pewne doniesienia, jakoby spożywanie Yerba mate wspomagało proces odchudzania, ale dawka w "Hepaslimin" nie jest na tyle duża, aby dać efekt w postaci utraty zbędnych kilogramów. 

Podsumowując... Na pewno nie jest to specyfik, który pomoże pozbyć się "oponki", czy zbędnych kilogramów... Nie ma co się łudzić... natomiast może być wsparciem dla wątroby, czy układu trawiennego, zwłaszcza po spożyciu ciężkostrawnych posiłków.


Warto również przeczytać:

czwartek, 17 lipca 2014

Choroba lokomocyjna

Część z nas ma chorobę lokomocyjną. Najczęściej cierpią na nią dzieci od 2 do 12 roku życia, ale również i dorośli. Co ciekawe, rzadko występuje u niemowląt. Kiedyś mówiło się: "Będziesz większy - przejdzie ci". I może pewnej części dzieci przeszło, ale część stała się ludźmi dorosłymi i nadal męczy się jadąc autobusem. Dlaczego tak się dzieje, że jest nam niedobrze w aucie, autokarze czy samolocie? Czy to zapach spalin? Z pewnością też, ale jak w takim razie wytłumaczyć nudności w tramwaju? :)

Otóż, gdy spacerujemy to nasze oczy i błędnik (narząd równowagi) wysyłają do mózgu ZGODNE informacje: oko - widzi drzewa; błędnik - odczuwa zmiany położenia ciała; interpretacja mózgu - człowiek porusza się.

Okazuje się jednak, że u osób cierpiących na chorobę lokomocyjną mózg dostaje NIEZGODNE informacje. Gdy płyniemy statkiem i jesteśmy we wnętrzu kajuty to oko widzi nieruchomą kajutę, błędnik natomiast wysyła do mózgu informację "kołysanie", a mózg..., a mózg tego nie ogarnia. Mózg czuje się zdezorientowany. 
Dlatego ważne jest patrzenie w dal podczas jazdy, a nie w książkę czy tablet.

Odwrotnie, gdy jedziemy autem: tutaj oko widzi ruch, błędnik natomiast nie rejestruje zmiany położenia ciała, w konsekwencji czego mózg nie wie o co chodzi. 
Błędnik reaguje jednak na szybkie hamowanie, przyspieszanie, silne zakręty, dlatego gdy wieziemy 'wrażliwych pasażerów' należy jechać delikatniej, na ile to możliwe na naszych drogach. 
Objawami choroby lokomocyjnej są początkowo ziewanie, niewygoda, strach, nadwrażliwość na zapachy (autokar...:)). Potem dołączają się nudności i wymioty.

Czym możemy się poratować, aby podróż nie była udręką? 
Chyba najczęściej wybieramy "Aviomarin". Jest on ponad 60 lat na rynku, więc novum to nie jest. Ma działanie zarówno zapobiegające wymiotom i nudnościom, ale też można go stosować podczas podróży, gdy wystąpią nudności. 
Występuje w postaci tabletek (silniejsza dawka: 50mg), ale również i gum do żucia (20mg). Nadaje się od 6-go roku życia, pod warunkiem, że dziecię umie połknąć tabletkę (mała, ale gorzka w smaku, trzeba obficie popić ją wodą) lub umie żuć gumę, z czym akurat nie powinno być problemu. :). "Aviomarin" w tabletkach przyjmujemy profilaktycznie 30 minut przed podróżą.

Gumę natomiast należy żuć około godziny przed podróżą. Dawka dla dzieci w wieku 6 - 12 lat to 2 gumy, żute w odstępach 30 minut. Każdą pastylkę gumy należy żuć przez około 30 minut. Po tym czasie pozostałość można wyrzucić.
Dawka dla dzieci powyżej 12 lat oraz dla dorosłych to 3 gumy, również żute w odstępach co 30 minut. 
 
Zwróćcie uwagę, że "Aviomarin" zaczyna działać po około 20 - 30 minutach, więc podany dziecku czy dorosłemu podczas podróży, gdy człowiek jest już 'zielony', może nie zdążyć zadziałać, ani nie zahamuje wymiotów. Zdecydowanie lepsza jest profilaktyka. 
 
"Aviomarin" jest skuteczny, ale niestety ma fatalną cechę - skutki uboczne: senność, zaburzenia koncentracji. Aby zmniejszyć skutki uboczne można próbować zredukować dawkę np. zaczynać od połowy tabletki. 

Istotne jest to, że po "Aviomarinie" nie wolno prowadzić aut i obsługiwać maszyn, a także jest on przeciwwskazany między innymi osobom z ostrymi atakami astmy i z padaczką.

Aby przeciwdziałać chorobie morskiej żeglarze arabscy stosowali imbir. Dziś mamy wybór preparatów z imbirem, to m. in.: "Lokomotiv" (drażetki od 6-go roku życia, syrop od 3-go roku życia) lub "Avioplant" (kapsułki). Mają działanie przeciwwymiotne i przeciwzapalne. 
 
Co można poradzić osobie z chorobą lokomocyjną?

- siadaj przodem do kierunku jazdy; w samolocie dobrze jest siedzieć obok skrzydeł, przy oknie, natomiast w aucie najlepiej z przodu;
- unikaj zapachów w aucie (choinkom samochodowym mówimy zdecydowane nie :))
- przed wyjazdem zjedz lekki posiłek;
- nie pij napojów gazowanych, a najlepiej wodę;
- w trakcie jazdy patrz w dal.

Swoją drogą ciekawym faktem jest, że osoba z choroba lokomocyjną, która kieruje autem, nie odczuwa nudności. Czyżby stres brał górę? :)