niedziela, 23 listopada 2014

Na odporność dziecka... Rutinoscrobin junior..?

Kiedyś chyba już wspominałam na łamach bloga, że rzadko oglądam telewizję, bo po prostu nie mam na to czasu. Całkowicie pochłania mnie praca i rodzina, a w niektóre wieczory blog, który jest moim hobby. :) Przed chwilą jednak zobaczyłam w TV reklamę żelków "Rutinoscorbin junior" i postanowiłam, że nie pozostanę wobec niej obojętna. Dlaczego...? 

Ponieważ to nic innego jak wykorzystywanie nazwy znanego większości z nas preparatu "Rutinoscorbin". Taki proceder zupełnie mi się nie podoba, a nawet wyjątkowo mnie denerwuje, gdyż to nabijanie ludzi w butelkę. "Rutinoscorbin" w tabletkach ma ugruntowaną już od wielu lat pozycję na gruncie specyfików aptecznych - co roku zwłaszcza w sezonie jesienno-zimowym każda apteka sprzedaje go "na pęczki", nawet rekomendacja farmaceuty nie jest specjalnie potrzebna. Ja fanką "Rutinoscorbinu" nie jestem, innych specyfików z rutyną również, ponieważ...  rutyna sama w sobie bardzo  kiepsko się wchłania. A w składzie preparatu mamy tylko rutynę oraz syntetyczną witaminę C, a więc właściwie nic specjalnego. 

Niedawno producent (Glaxo - potentat farmaceutyczny) wprowadził na rynek nowy preparat  "Rutinoscorbin junior" żelki. Oczywiście zaraz ruszyła również kampania reklamowa w TV. :) Większość rodziców sugerując się nazwą spodziewała się, że w składzie mamy zarówno rutynę, jak i witaminę C, a także zakłada, że w sezonie jesienno-zimowym będzie to ciekawa alternatywa dla dzieciaków na wzmocnienie odporności. No tak... nazwa może i to sugeruje, ale co tak naprawdę znajduje się w składzie...?

sobota, 15 listopada 2014

Pulmex baby - czym można go zastąpić...?

Bardzo często do apteki przychodzą mamy z zapytaniem o maść "Pulmex baby". Właściwie to się nie dziwię - sama wielokrotnie stosowałam ją u dzieciaków i z reguły byłam zadowolona z efektów. Niestety maść ta nie jest już dostępna w Polsce i bynajmniej nie jest to kwestia kiepskiego zaopatrzenia apteki (jak czasami zdarza mi się słyszeć). Na szczęście jednak nie ma rzeczy (ani ludzi) ;) niezastąpionych. :)
Okazuje się, że jest wiele innych specyfików, które z powodzeniem można zastosować zamiast znanego większości mamom "Pulmexu baby":)

Pewnie część z Was pomyślała tutaj o równie popularnej maści rozgrzewającej Vicks "VapoRub", która obecnie dostępna jest w aptekach w słoiczkach o pojemności 50 ml i (dla fanów formy "maxi") 100 ml. I słusznie. 
Jest to maść, która z powodzeniem może być stosowana przy stanach zapalnych błony śluzowej nosa i gardła, a więc... na katar i kaszel jak znalazł. 

Ale UWAGA! Poza olejkiem eukaliptusowym i terpentynowym, mamy w składzie... mentol i kamforę. Co to takiego kamfora...? Ano nic innego jak stała frakcja olejku z drewna cynamonowca kamforowego (drzewa kamforowego). Brzmi egzotycznie, bo roślina ta występuje jedynie w Chinach, Tajwanie, Japonii, bądź Wietnamie. W temperaturze pokojowej kamfora sublimuje, czyli przechodzi w stan pary, stąd powiedzenie "znika jak kamfora". Ale czemu tyle szumu wokół kamfory...? W większych ilościach może ona działać toksycznie i powodować między innymi drgawki, nadpobudliwość nerwową, czy dezorientację. Na toksyczne działanie kamfory narażone są przede wszystkim dzieci. Maść Vicks "VapoRub" jest więc zalecana dla dzieci dopiero od 5 roku życia i o tym pamiętajcie! Mimo, że to postać maści i stosowanie zewnętrzne, to jednak warto wiedzieć, że kamfora łatwo wchłania się przez skórę i błony śluzowe. 

Co więc może być alternatywą dla "Pulmexu" dla młodszych dzieciaków?

niedziela, 9 listopada 2014

Podbiał pospolity - bezpieczeństwo stosowania

Wielokrotnie podczas pracy w aptece spotkałam się z przekonaniem, że preparaty ziołowe przecież nikomu nie zaszkodzą. Powszechnie uważa się bowiem, że "to tylko ziółka". No cóż... niby tak, ale te "ziółka" mogą być czasem bardzo niebezpieczne. Dziś więc postanowiłam wziąć "na tapetę" podbiał pospolity (Tussilago farfara). Jak co roku o tej porze bardzo lubianym preparatem zwłaszcza wśród osób starszych są pastylki do ssania "Tymianek i Podbiał" z firmy Glaxo. Zauważam, że wiele osób przyjmuje je niemal jak cukierki. :) Hihi... Mi jakoś specjalnie nie smakują, więc gdybym miała ochotę na cukierki wolałabym na przykład "krówkę z Milanówka" (podobno nie ma lepszych w Polsce), ;) ale... wiem, że są amatorzy pastylek z tymiankiem i podbiałem. 
Ale czy są one do końca bezpieczne i o czym należy wiedzieć stosując preparaty z podbiałem...?

Zacznijmy więc od małego wstępu. Podbiał pospolity to wieloletnia roślina z rodziny astrowatych. Występuje ona dość powszechnie w całej Polsce, szczególnie w wilgotnych zaroślach, rowach i przydrożach. Pewnie każdy z Was miał już nieraz przyjemność spotkać się z podbiałem. :) Łacińska nazwa tej rośliny: Tussilago farfara pochodzi od słowa tussis = kaszel, bo właściwie już w starożytności podbiał stosowany był do leczenia stanów zapalnych dróg oddechowych.  
Surowcem leczniczym jest liść i kwiat podbiału, a także sok z świeżych liści i kwiatów. Liść podbiału zawiera między innymi substancje śluzowe, które powlekają podrażnione gardło i zmniejszają stan zapalny. Dodatkowo podbiał wykazuje działanie wykrztuśne i ułatwia usuwanie wydzieliny z górnych dróg oddechowych, a także działa przeciwbakteryjnie, a więc... na obolałe gardło i przy trudnościach z odkrztuszaniem "jak znalazł". :) 
Poza wspomnianym we wstępie preparatem "Tymianek i podbiał" z Glaxo, mamy także preparaty konkurencyjne: Gardlox "Tymianek i podbiał plus" oraz "Tymianek z podbiałem plus 20 dodatkowych ziół". Dla fanów syropów także się coś znajdzie. :) 

niedziela, 2 listopada 2014

Antybiotyki

W ostatnim czasie zauważyłam w aptece zdecydowany wzrost sprzedaży antybiotyków, co oczywiście nie jest niczym zaskakującym, bo sezon na infekcje rozpoczął się pełną gębą. Postanowiłam więc dziś wziąć pod lupę tą grupę leków, ponieważ ich prawidłowe stosowanie jest niezmiernie ważne w kontekście skuteczności działania. Aby Was nie zanudzić na dobre postaram się zebrać najistotniejsze kwestie w punktach, czyli... krótkie vademecum stosowania antybiotyków:

1) Pamiętajcie, że antybiotyk to nie jest cudowne panaceum na wszelkie infekcje i nie pomoże (a nawet czasami zaszkodzi) przy infekcji wirusowej, a ... tak się składa, że większość infekcji ma charakter wirusowy. A więc... nie domagajcie się recepty na antybiotyk podczas każdej wizyty u lekarza. Przeziębienie z powodzeniem leczone może być bez antybiotyku. :)

2) Antybiotyk zawsze należy stosować zgodnie z dawkowaniem zaleconym przez lekarza. Koniec i kropka! Nie polecam nic kombinować ze zmniejszeniem, czy zwiększeniem dawki. 
W przypadku antybiotyków niezmiernie istotne jest, aby przez cały czas terapii utrzymane było odpowiednie stężenie leku we krwi, a więc regularność stosowania to podstawa. Zapominalscy niech sobie ustawią "przypominajkę" w telefonie, bo nawet pominięcie jednej dawki nie jest wskazane. 

Pamiętajcie również, że antybiotyki stosujemy w równych odstępach czasu, a więc:
- dawkowanie 2 razy dziennie oznacza, że przyjmujemy lek co 12 godzin
- dawkowanie 3 razy dziennie oznacza, że przyjmujemy lek co 8 godzin
- dawkowanie 4 razy dziennie oznacza, że przyjmujemy lek co 6 godzin (wiem, wiem.... wymaga to pobudek nocnych, ale niestety - "mus to mus" ;) 

sobota, 25 października 2014

Biegunka u dzieci

W swojej codziennej pracy często spotykam się z pytaniami rodziców: jak skutecznie i szybko zwalczyć biegunkę u dziecka? W sumie nie ma co się temu dziwić - biegunka potrafi wymęczyć nawet i dorosłego, a co dopiero maluszka. Sama mam za sobą już kilka epizodów biegunkowych u swoich pociech i wspominam je... hmmm... nie najlepiej.

Często biegunka u dziecka pojawia się nagle i nie zawsze łatwo znaleźć jej przyczynę. Może być nią zatrucie pokarmowe, albo infekcja wirusowa. Właściwie większość ostrych biegunek u dzieciaków ma etiologię wirusową -  najczęściej są to zakażenia wywołane przez rotawirusyW naszej strefie klimatycznej szczyt zachorowań na infekcje rotawirusowe przypada na okres  od późnej jesieni do wczesnej wiosny, a więc niestety jest on przed nami. :( Właśnie dlatego dziś na łamach bloga będzie takie małe vademecum postępowania w przypadku biegunki u dzieciaków.

1) Nawadnianie
Właściwie powinno być ono podstawą leczenia każdej biegunki. Warto o tym pamiętać, bo dzieciaki bardzo szybko mogą się odwodnić. Pamiętajcie jednak, że podczas biegunki tracimy nie tylko wodę, ale i elektrolity. Właśnie dlatego do nawadniania najlepiej zastosować specjalny preparat z apteki, a nie herbatę, soki, czy samą wodę. W aptekach znajdziecie takich preparatów nawadniających całą masę - oczywiście w przypadku dzieciaków najlepiej, aby to był specyfik do stosowania u dzieci. Przykład "Hydrolit Baby", "Hydronea Baby", "Orsalit dla dzieci". 
W teorii więc wszystko ładnie, a jak w praktyce? Okazuje się, że nie do końca, bo niestety takie preparaty elektrolitowe mają z zasady słony smak. W sumie jest to normalne, ale z doświadczenia wiem, że niezmiernie ciężko zmusić dziecko do wypicia takiego "napoju", zwłaszcza chore, zmęczone biegunką, czy wymiotami. 

Ze swej strony polecić mogę tutaj "ORSALIT nutris o smaku malinowo- jagodowym". Ma on specjalną innowacyjną formułę, dzięki której słony smak zostaje nieco zamaskowany. Sama wypróbowałam i naprawdę różnica w porównaniu do tradycyjnych preparatów jest spora. Mój wybredny 6-latek, po ciężkich próbach z zwykłym "Orsalitem", także dał się przekonać do wersji nutris. I jeszcze gwoli uzupełnienia - według informacji producenta specyfik może być stosowany już od 6 miesiąca życia.
Dla nieco starszych dzieciaków polecić mogę jako alternatywę "Elektrolity" o pomarańczowym smaku. Tutaj jednak dolna granica wiekowa to 3 lata.

Jest jeszcze jeden produkt, o którym chciałabym wspomnieć - "HIPP ORS 200 kleik marchwiowo-ryżowy" - do stosowania u dzieciaków już od 4-tego miesiąca życia. Jest to przygotowany z naturalnych surowców (marchew, grysik ryżowy) doustny płyn nawadniający o specjalnej kompozycji składników odżywczych i mineralnych. Smak przyzwoity - hihi... jak typowa 'marchwianka'. :)