środa, 23 stycznia 2013

Sambucol skuteczny w walce z wirusami

Mimo, że za oknami wreszcie prawdziwa, piękna zima, grypa nadal daje o sobie znać. Niestety i mnie dopadło jakieś przeziębienie :( Zazdroszczę tym, którym udało się uniknąć zachorowania, a zdrowia życzę tym, którzy aktualnie zmagają się z grypą, czy przeziębieniem.
Z racji na sezon grypowy, bohaterem mojego dzisiejszego posta postanowiłam uczynić czarny bez (Sambucus nigra). Chyba nikomu nie trzeba przedstawiać tej rośliny, bo występuje ona dość powszechnie w całej Polsce, często w zaroślach, na skraju lasów, a także przy drogach, czy w sąsiedztwie zabudowań. Nie wiem jak Wy, ale ja miałam okazję spróbować kiedyś konfitury z owoców czarnego bzu babcinej roboty ;) Do dziś pamiętam ten smak. Mniam, mniam ;)

Ale co czarny bez ma wspólnego z grypą? Okazuje się, że całkiem sporo.

Pamiętam, jak na półce w mojej aptece z racji na rekomendacje lekarzy i zainteresowanie pacjentów pojawiły się (wtedy jako nowość) dwa syropy: "Sambucol Kids" i "Sambucol". Tak szczerze, to spoglądając wtedy na informację na opakowaniu, pomyślałam, że to kolejny "pic na wodę" ;) , bo główny składnik - ekstrakt z owoców bzu czarnego, to przecież nic nowego i zaskakującego w dziedzinie medycyny. W końcu czarny bez jest od dawna znany ze swojego działania napotnego i przeciwgorączkowego oraz szeroko stosowany w ziołolecznictwie przy przeziębieniach i infekcjach grypowych :) Zaintrygowała mnie jednak wówczas tajemnicza nazwa na opakowaniu "Antivirin" i postanowiłam trochę pogłębić swoją wiedzę. 

Co się okazało i jak ekstrakt z owoców bzu czarnego wypada w badaniach naukowych? 

A wypada całkiem obiecująco. 
Co więcej, wyniki badań potwierdzają, że może on być z powodzeniem wykorzystywany w leczeniu infekcji wirusowych i bynajmniej nie chodzi tu o działanie napotne czy przeciwgorączkowe. Doświadczenia przeprowadzone in vitro wykazały bowiem zarówno działanie przeciwbakteryjne, jak i przeciwwirusowe ekstraktu z owoców Sambucus nigra. Udało się nawet zidentyfikować związki, które wiążąc się z ludzkim wirusem grypy AH1N1, hamując jego zdolność wnikania do komórek gospodarza i w ten sposób zapobiegając infekcji wirusowej. In vitro to jednak zawsze tylko "in vitro", czyli badania przeprowadzane w warunkach laboratoryjnych, dlatego  naukowcy musieli pójść o krok dalej i pokuszono się o badania na zwierzętach, a konkretniej szympansach. Okazało się, że profilaktyczne stosowanie ekstraktu z owoców bzu czarnego zmniejszyło zapadalność szympansów na infekcje wirusowe, a podawanie go w trakcie choroby, skracało średni czas trwania choroby. Choć wg teorii Darwina człowiek pochodzi od małpy, to jednak badań na szympansach nie można ot tak przenosić na ludzi ;) 
Przeglądając publikacje naukowe udało mi się dotrzeć także do badań klinicznych, które są najbardziej istotne. Potwierdziły one przeciwwirusowe działanie standaryzowanego ekstraktu z bzu czarnego, tak jak się spodziewano. Wykazano ponadto, że efekt przeciwwirusowy związany jest z ograniczeniem wnikania wirusa do komórek gospodarza, co przyczynia się do zahamowania infekcji wirusowej. W przeprowadzonych badaniach zaobserwowano także skrócenie czasu trwania choroby (aż o 3-4 dni) u pacjentów stosujących standaryzowany ekstrakt z owoców bzu czarnego, w porównaniu do grupy kontrolnej z placebo. 
Czy te 3-4 dni to dużo? Myślę, że tak, biorąc pod uwagę fatalne samopoczucie przy infekcjach wirusowych ;) nie wiem jak Wy, ale ja marzę zawsze wówczas, aby poczuć się już w końcu choć trochę lepiej.

Tak to wygląda w świetle badań. Myślę, że obiecująco :) choć jakoś nie dotarłam do badań klinicznych przeprowadzanych na większej grupie pacjentów. Na pewno temat jest jednak otwarty i dalsze badania będą przeprowadzane.

Na dzień dzisiejszy wydaje mi się, że mimo wszystko, kiedy bierze nas grypa czy przeziębienie, warto pamiętać o "sambucolowych syropkach" Ja sama je często polecam pacjentom i muszę przyznać, że słyszałam już sporo pozytywnych opinii. Pacjenci narzekają jedynie na cenę, bo około 30zł za butelkę to nie jest mało. 

Dziś na rynku aptecznym mamy już całą "rodzinę" Sambucoli i każdy z pewnością znajdzie coś dla siebie:

  • "Sambucol Kids" zawierający standaryzowany ekstrakt z owoców bzu czarnego i witaminę C - dla dzieci od 3 roku życia;
  • "Sambucol Junior" zawierający standaryzowany ekstrakt z owoców bzu czarnego, witaminę C oraz cynk - dla dzieci powyżej 6 roku życia;
  • "Sambucol Original Formula" zawierający standaryzowany ekstrakt z owoców bzu czarnego, dla dzieci powyżej 12 roku życia i dorosłych;
  • "Sambucol Immuno Forte" zawierający standaryzowany ekstrakt z owoców bzu czarnego, witaminę C i cynk, dla dzieci powyżej 12 roku życia i dorosłych;
  • "Sambucol Extra Strong" zawierający ekstrakt z owoców bzu czarnego, witaminę C, cynk. witaminę B6, witaminę D, kwas foliowy, selen i miedź.


Pamiętajcie, że producent zaleca, aby tych syropów nie popijać dodatkową porcją płynów.
Ja osobiście próbowałam kiedyś "Sambucol Original Formula" i smakuje w miarę ok, choć nie tak dobrze, jak wino z czarnego bzu domowej roboty ;)



sobota, 19 stycznia 2013

Jak walczyć z migreną

Dziś postanowiłam napisać kilka słów na temat migreny, ponieważ według statystyk problem dotyczy 10-15 % populacji ludzi na całym świecie, więc  całkiem sporo. Niestety nie ma tutaj sprawiedliwości, ale moim zdaniem właściwie nie ma jej generalnie na świecie ;), bo kobiety chorują na migrenę  4 razy częściej niż mężczyźni. Jak zawsze więc mamy 'przekichane' :(

Migrenowy ból głowy posiada kilka cech charakterystycznych - przychodzi nagle, ma charakter pulsujący i najczęściej jednostronny. Często towarzyszą mu dodatkowe objawy tj. mdłości, nadwrażliwość na światło, dźwięk czy zapach.

Pierwsze wzmianki o migrenie sięgają starożytności i już Hipokrates opisywał objawy migrenowego bólu głowy, więc problem jest  "stary jak świat", ale czy w związku z tym wszystko już o migrenie wiemy?
Do dziś niestety nie do końca wyjaśnione zostały przyczyny i mechanizmy wywołujące migrenę - jak zawsze jest kilka teorii, ale która jest tą właściwą  - nie wiadomo ;) Znane są jednak pewne czynniki, które mogą wywoływać migrenę (np. nadmierny wysiłek, zbyt długa podróż, brak lub nadmiar snu, a także niektóre produkty spożywcze np. sery dojrzewające), dlatego  polecam tutaj samoobserwację i próbę znalezienia tych czynników. Czasami ich wyeliminowanie, eliminuje również migrenowe bóle głowy - a to chyba najbezpieczniejsza metoda leczenia ;)
Pomocne mogą być też metody niekonwencjonalne tj. medytacja czy aromaterapia (ok. 15 minutowa kąpiel z dodatkiem olejku lawendowego, miętowego czy sosnowego), a także ziołowe herbatki np. napar z melisy ;) czy kozłka lekarskiego. 
Jeśli chodzi o ziołolecznictwo, to na uwagę zasługują dwa surowce, wykorzystywane w leczeniu migrenowych bóli głowy:
Tanacetum parthenium (złocień maruna) i Petasites hybridus (lepiężnik różowy). Podobno preparaty ze złocienia maruna w Anglii cieszą się ogromną popularnością, i co najważniejsze - bardzo wysoko ocenia się ich skuteczność.

W Polce niegdyś w aptekach kupić można było płyn doustny "Mariomigran" z Phytopharmu, który zawierał sok ze świeżego ziela złocienia. Obecnie jednak nie jest to preparat dostępny w sprzedaży, bo skończyła się jego rejestracja :( a firma nie zadbała o jej przedłużenie.
Przez internet zakupić można natomiast  preparat "Feverfew" brytyjskiej firmy LifePlan, który zawiera ekstrakt z młodych liści Złocienia maruna. Opakowanie 30 tabletek to koszt około 16zł.

Statystyki mówią, że większość osób cierpiących na migrenowe bóle głowy leczy się na własną rękę. Zresztą zgodnie z zaleceniem WHO (Światowej Organizacji Zdrowia) w pierwszej kolejności zaleca się stosowanie leków   przeciwbólowych dostępnych bez recepty lekarskiej. Ciężko tutaj zarekomendować jakiś środek, bo właściwie wiele zależy od wrażliwości osobniczej organizmu i niemal każdy pacjent ma jakieś swoje sprawdzone preparaty. Niektórym wystarcza zwykły "Ibuprom", inni sięgają po preparaty wieloskładnikowe tj. "Antidol 15", czy "Apap extra". 
W mojej aptece sporym powodzeniem cieszy się "Solpadeine" - w formie musującej smakuje okropnie, ale mamy do dyspozycji też kapsułki czy tabletki ;) 
Oczywiście wybierając dany specyfik warto uwzględnić jego przeciwwskazania - polecam tutaj podpytać farmaceutę, bo nie każdy lek jest bezpieczny dla każdego pacjenta.

Całkiem niedawno na polskim rynku aptecznym pojawił się nowy lek na migrenowe bóle głowy, dostępny bez recepty  "Excedrin Migrastop" z firmy Novartis. 
Co go wyróżnia? Nazwa preparatu bardzo złożona - chyba niezbyt zapadająca w pamięć przeciętnemu pacjentowi;) Według mnie można było wymyślić coś mądrzejszego, a zarazem prostszego, ale to nie ja jestem specem od marketingu w Novartisie ;) 
Skład wygląda na dość innowacyjny, bo 1 tabletka zawiera paracetamol w  w sumie niskiej dawce 250mg, kwas acetylosalicylowy także w dawce 250mg oraz 65mg kofeiny, która  wzmacnia działanie pozostałych składników. Te niższe dawki powodują, że ryzyko działań niepożądanych się nie kumuluje i jest tak niskie jak w przypadku monoterapii paracetamolem czy kwasem acetylosalicylowym. Według informacji prasowej firmy Novartis, badania kliniczne wykazały bardzo wysoką skuteczność preparatu. Wg nich lek silniej i szybciej niż Ibuprofen w wysokiej dawce 400mg :), a co szczególnie zaskakujące, jest skuteczniejszy we wczesnym zwalczaniu migrenowego bólu głowy, nawet od sumatryptanu w dawce 50mg - (preparaty Sumigra, czy Cinie), który jest szeroko stosowanym przy migrenach lekiem dostępnym na receptę lekarską. 
Na rynku polskim preparat Novartisu to nowość, natomiast w USA znany i uznawany za skuteczny w terapii migreny jest od bardzo dawna;)
Polecam jednak, jak zawsze nie popadać w euforię związaną z nowością, tylko zwrócić uwagę na działania niepożądane, bo są grupy pacjentów, dla których lek jest bezwzględnie przeciwwskazany. Nie należy go stosować u osób z chorobą wrzodową, ciężkimi schorzeniami nerek, wątroby czy serca, hemofilią, a także w przypadku uczulenia na którykolwiek składnik preparatu.



Warto również przeczytać:



piątek, 11 stycznia 2013

Niedobór żelaza

Dziś na prośbę jednej z Czytelniczek bloga będzie trochę na temat żelaza.
Często w aptece spotykam się z pacjentami, którzy mają problem z doborem dla siebie odpowiedniego preparatu i skarżą się, że albo stosowany preparat jest nieskuteczny, albo źle tolerowany. 
Na co więc należy zwrócić uwagę?

Na początek warto zaznaczyć, że większość żelaza w organizmie człowieka to żelazo, które wchodzi w skład hemoglobiny, czyli czerwonego barwnika krwi, dlatego takim chyba najbardziej oczywistym objawem niedoboru żelaza jest anemia.
 Główne przyczyny niedoboru żelaza to natomiast:

- nieodpowiednia dieta i tutaj grupą szczególnie narażoną są wegetarianie (ze względu na brak w diecie żelaza pochodzącego z mięsa) oraz osoby nieracjonalnie się odchudzające;
- nadmierna utrata żelaza w wyniku przewlekłych krwawień (obfite miesiączki, hemoroidy, choroba wrzodowa);
- zwiększone zapotrzebowanie (kobiety w ciąży i karmiące, krwiodawcy, sportowcy);
- nieprawidłowe wchłanianie żelaza (stany po resekcji żołądka, zespoły złego wchłaniania)

To oczywiście tylko wybrane przykłady. Pamiętajmy również o naszych pociechach, bo często problemy z koncentracją, mówieniem czy koordynacją ruchową u dzieciaków to właśnie skutek anemii. 

Właściwie oczywistym jest, że zanim sięgniemy po gotowe preparaty żelaza z apteki, warto przyjrzeć się swojej diecie, często sama zmiana nawyków żywieniowych rozwiązuje problem.
Pamiętajcie, że głównym źródłem żelaza w diecie jest mięso (podroby, wątróbka) - zawiera ono tzw. żelazo hemowe, które dość dobrze wchłania się z przewodu pokarmowego. Pozostałe źródła to produkty zbożowe, a także owoce czy warzywa (np. natka pietruszki), ale jest to żelazo o wiele gorzej wchłanialne. 

A co jeśli modyfikacja diety nie wystarcza? Niestety czasem bywa tak, że trzeba sięgnąć po gotowe preparaty - najczęściej w formie doustnej, bo to najbardziej fizjologiczna i bezpieczna droga podania. 
W aptekach mamy oczywiście całą gamę preparatów żelaza :) najczęściej są to preparaty zawierające sole żelaza tj. siarczan, bursztynian, glukonian czy jabłczan ;) Właściwie wszystkie te związki są stosunkowo dobrze wchłanialne. Przy wyborze konkretnego specyfiku polecam jednak zwrócić uwagę na zawartość żelaza elementarnego w 1 tabletce. Często, i to nie tylko w przypadku preparatów z żelazem, ale także innymi minerałami, pacjenci patrzą bowiem na zawartość danej soli, a to mylące ;).

Przykładowe preparaty to:

Ascofer (Espefa) - 1 tabletka zawiera 200mg  glukonianu żelaza -ale  ilość jonów żelaza w 1 tabletce to 24mg
Biofer (Pharbio) - 1 tabletka zawiera 25mg fumaranu żelaza - ale ilość jonów żelaza w 1 tabletce to 9mg
Biofer to dość szczególny preparat, bo zawiera także sproszkowaną hemoglobinę, która właściwie również jest źródłem żelaza, ale zastanawiam się jak to jest w rzeczywistości, bo hemoglobina to przecież białko, a białka, aby zostały wchłonięte, muszą zostać strawione przez odpowiednie enzymy ;) a więc to wszystko nie jest takie proste i oczywiste. Ciekawa jestem, czy producent przeprowadzał jakieś badania wchłaniania żelaza z hemoglobiny sproszkowanej, ja póki co do nich nie dotarłam, natomiast pewnie samo hasło "hemoglobina sproszkowana" działa na psychikę klienta, bo co tu dużo mówić brzmi poważnie ;)

Przeglądając rynek preparatów z żelazem natknęłam się jeszcze na "Yomi żelazo" w formie żelków ;) ale ja jakoś nie mam chyba do niego przekonania, tzn. nie mam w ogóle przekonania do podawania żelaza w formie słodkich miśków. Poza tym dawka też nie jest powalająca, bo na 1 żelek mamy 5mg żelaza (w formie fumaranu).

Istnieje jeszcze cała gama preparatów na receptę, tutaj właściwie już lekarz decyduje o wyborze. Wymienię kilka: 
w tabletkach - Hemofer prolongatum, Sorbifer Durules, Tardyferon, 
w syropie - Ferrum Lek
Dawki w tych preparatach są już większe i np w 1 tabletce Hemofer prolongatum mamy aż 105 mg jonów żelaza:)

Oczywiście tak jak w większości preparatów warto wspomnieć o drugiej stronie medalu, czyli działaniach niepożądanych, które często zmuszają pacjenta nawet do odstawienia danego specyfiku. W przypadku preparatów żelaza pacjenci najczęściej skarżą się na działania niepożądane ze strony przewodu pokarmowego (nudności, biegunki, zaparcia, kolki jelitowe). Ich pojawienie się  wymaga zmniejszenia dawki leku lub jego przyjmowania po posiłkach. Na pewno wchłanianie żelaza jest lepsze na czczo i między posiłkami, ale warto wiedzieć, że zdecydowanie lepsza tolerancja będzie, gdy zażyjemy preparat  po jedzeniu ;) Warto też pamiętać, że z reguły lepiej tolerowane są preparaty o przedłużonym uwalnianiu:) np. Hemofer prolongatum.

I jeszcze słów kilka o interakcjach żelaza ze składnikami pożywienia czy innymi lekami. 
Warto wiedzieć, że istotnym czynnikiem zwiększającym wchłanianie żelaza  w jelicie cienkim jest witamina C, a także kwas foliowy:) 
Do składników diety zmniejszających w istotny sposób wchłanianie żelaza należą natomiast: błonnik pokarmowy, produkty mleczne, duża ilość tłuszczów w diecie, picie dużych ilości kawy czy herbaty. Nie popijajcie nigdy preparatów żelaza herbatą, bo zawarte w niej taniny tworzą  z żelazem nierozpuszczalne i niewchłanialne kompleksy.
Pamiętajcie również, aby preparatów żelaza nie łączyć z innymi składnikami mineralnymi (tj. wapń, mangan, cynk) a także nie zażywać ich równocześnie  z popularnymi preparatami wielowowitaminowymi typu Centrum czy Vigor, bo zmniejsza się wtedy wchłanianie żelaza.

Związki żelaza natomiast hamują wchłanianie niektórych leków, m.in. antybiotyków z grupy tetracyklin (np. Doxycyclinum kapsułki), fluorochinolonów (np. Cipronex), kaptoprilu, mogą również wywoływać niekorzystne interakcje z lekami przeciwzakrzepowymi (Acenocumarol, Sintrom, Warfin), a także osłabiać działanie szeregu innych leków np. Dopegytu. 

Tyle ogólnych informacji, w jednym z następnych artykułów napiszę trochę o innowacyjnych preparatach żelaza - a mianowicie związkach kompleksowych i dowiecie się m.in. co to takiego Ferrochel, które pewnie dla niektórych pacjentów będą lepszą alternatywą z racji na lepszą tolerancję ;)

Na koniec wspomnę o jednej ciekawostce turystycznej dotyczącej żelaza. 
W Brukseli znajduje się Atomium, czyli ponad 100 metrowy model kryształu żelaza. Choć znajduje się na przedmieściach i wstęp kosztuje niemało, bo 11 euro, warto go zwiedzić, a z najwyższej kuli rozciąga się rozległy widok na okolicę. Dodatkowo w pobliżu znajduje się park Mini Europe, gdzie znajdziemy makiety najbardziej charakterystycznych budowli z całej Europy. 


Warto również przeczytać:

Magnez

Chela-Mag B6 na tapecie czyli o czym nie mówią w reklamach ;)

Na lepszy nastrój

piątek, 4 stycznia 2013

Zalety czerwonego wina

Witam Was kochani w Nowym 2013 Roku :) 
Za nami już Święta Bożego Narodzenia i Sylwester ;) Ja niestety z racji ciążowego "dwupaku"  nawet w Sylwestra musiałam się obyć bez lampki szampana, ale pewnie dla niektórych z Was były to dni zakrapiane alkoholem. ;) 
No właśnie. Jak to jest z tym alkoholem? Czy tylko szkodzi zdrowiu, czy można powiedzieć na jego temat coś pozytywnego? Ponieważ alkohol to pojęcie szerokie, dzisiejszy artykuł, trochę nietypowo, będzie o winie :) W końcu w dziale 'O mnie' można przeczytać "miłośniczka dobrego wina" ;) 

Na początek trochę historii, bo pewnie mało kto wie, że za kolebkę winnej latorośli uważa się Azję Mniejszą, a początki upraw winorośli datować można na około 5000 lat przed naszą erą, więc korzenie dalekie i można powiedzieć, że to trunek z tradycjami. W starożytnej Grecji wino było najbardziej cenionym napojem i uchodziło za panaceum. Rzymianie zaś mawiali " In vino veritas" :) 
Ciekawym jest fakt, jak odkryto lecznicze właściwości tego trunku. Zaobserwowano bowiem zaskakująco niską zapadalność na choroby układu krążenia u mieszkańców południowej Francji, którzy znani są z wysoko tłuszczowej i niezdrowej diety. Okazało się, że kluczową rolę odgrywa ich wysoka konsumpcja czerwonego wina ;) (tzw. francuski paradoks). 

Dziś już ciężko zakwestionować szeroki wachlarz zdrowotnych właściwości tego szlachetnego trunku. A jaka jest jego tajemnica?
Wino to napój alkoholowy, który powstaje w procesie fermentacji soku z winogron. Owoce winorośli są skarbnicą wielu substancji czynnych, wykorzystywanych i w farmakologii i kosmetologii. Nie będę Was tutaj zanudzać nazwami chemicznymi, bo to nie o to chodzi. Wspomnę tylko, że w  skórkach ciemnych winogron najcenniejsze składniki to związki typu polifenoli (antocyjany i resweratrol), o silnym działaniu antyoksydacyjnym. Umiarkowana konsumpcja czerwonego wina wpływa więc korzystnie na pracę układu krążenia (działanie przeciwmiażdżycowe, hamujące agregację płytek krwi, likwidacja złogów cholesterolowych, wzmocnienie ścian naczyń krwionośnych, działanie przeciwzapalne, usprawnienie przepływu krwi i poprawa dotlenienia mięśnia sercowego). Składniki czerwonego wina mają też działanie odmładzające i przeciwnowotworowe. Ważna jest tez zdolność wiązania metali ciężkich (odtruwanie organizmu), a także korzystny wpływ na pracę mózgu, czego efektem jest  poprawa  i usprawnienie procesu pamięci.

Dziś mamy na rynku wiele odmian, smaków i rodzajów win, jakie więc wybrać...? Najlepiej dobre czerwone wino o intensywnym ciemno czerwonym kolorze. Jedna lampka takiego wina to źródło nawet 400mg łatwo przyswajalnych polifenoli, a najwięcej jest ich ponoć w burgundzie. Takie na przykład wytrawne winko Burgund Premium o aromacie wanilii i kawy musi smakować wybornie. Mniam, mniam. ;)
Niestety zdrowotne działanie dotyczy głównie czerwonego wina, nad czym  prywatnie ubolewam, bo uwielbiam np. białe Moscato d'Asti czy Alcanta Moscatel, które zawsze staram się przywozić z wojaży po Włoszech czy Hiszpanii. Generalnie wina ze szczepu muskat bardzo mi smakują ze swoim świeżym, owocowym aromatem.

A co zrobić, gdy ktoś nie może konsumować alkoholu? Dziś mamy już na rynku aptecznym suplementy zawierające suchy wyciąg z czerwonego wina, np. "Vincored" - w dość przystępnej cenie, bo ok. 20 zł za 32 kapsułki, co starczy na około 2 tygodniową kurację. Jest też preparat zawierający standaryzowany wyciąg ze skórek ciemnych winogron np. "Longavit". 
Dla bardziej wymagających i zasobnych klientów mamy także czysty "Resweratrol zmikronizowany" w postaci kapsułek ;) ale tutaj cena jest powalająca, bo za 60 kapsułek trzeba zapłacić aż ok. 150 zł. 

Warto tutaj również wspomnieć, że zarówno wino, jak i wyciąg z winogron wykorzystuje się także w kosmetologii. Jedną z pierwszych, która doceniła korzystny wpływ wina na urodę była Kleopatra, która używała maseczki ze sproszkowanego alabastru zmieszanego z winem. Ciekawe jakie były efekty ;) chyba sama bym chętnie spróbowała. 
Obecnie mamy natomiast całą gamę kosmetyków na bazie ekstraktu z winogron, który ponoć świetnie rozjaśnia i rozświetla cerę, łagodzi stany zapalne, zaczerwienienia, a także odmładza. 
Kiedyś miałam okazję wypróbować z serii AA eco "Koncentrat detox", a także "Płyn micelarny do demakijażu twarzy i oczu" ;), które zawierają organiczny olej z pestek winogron. Oba produkty pozbawione konserwantów, barwników syntetycznych, alkoholu czy glikoli, więc jeśli ktoś ma wrażliwą cerę to bardzo fajna sprawa. Polecam, choć może przy koncentracie detox, efekt regeneracji nie był piorunujący ;) O serii AA Eco jednak może innym razem, bo to temat dość szeroki. 

Olejek z nasion winogron często stosuje się także do masaży upiększających, z racji na działanie regenerujące. Ja olejku nie stosowałam ale mogę polecić z firmy Lirene "Balsam regenerujący z wyciągiem z czerwonego wina". Kiedyś go testowałam i powiem szczerze, że bardzo ładnie pachnie, dobrze nawilża skórę i daje uczucie odprężenia;), a poza tym ma bardzo przyzwoitą cenę.

Gabinety SPA z kolei oferują czasem jako jeden z zabiegów kąpiel w czerwonym winie. Przyznam szczerze, że brzmi zachęcająco i chyba się kiedyś sama skuszę na coś takiego ;) 
Jak więc widać każdy znajdzie coś dla siebie ;) a czerwone wino niezależnie od tego, czy w kieliszku, kapsułkach, kremie czy olejku wykazuje bardzo pozytywne działanie na nasz organizm. A apropos kieliszka, pamiętajcie jednak, ze to alkohol i zachowujcie zawsze zdrowy rozsądek w jego konsumpcji ;)



Warto również przeczytać:


poniedziałek, 24 grudnia 2012

Święta, święta...

Kochani, z okazji nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia życzę Wam wszystkiego co najlepsze, radości i pogody ducha oraz tego, aby przy świątecznym stole nie zabrakło światła i ciepłej, rodzinnej atmosfery. 
Niech to będą wyjątkowe dni w roku, przepełnione miłością i spokojem. A Nowy Rok niech przyniesie Wam szczęście i pomyślność.


poniedziałek, 17 grudnia 2012

Kwasy omega-3 a rozwój dziecka

Tym razem napiszę o wpływie kwasów tłuszczowych omega-3 na rozwój intelektualny dzieci. Sama jestem mamą i myślę, że temat jest bardzo ważny dla większości rodziców. 

Co to takiego te kwasy omega-3? 
Są to związki zaliczane do tak zwanych NNKT, czyli niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych. Ponieważ organizm ludzki nie potrafi ich zsyntetyzować, muszą być dostarczane z pożywieniem w codziennej   diecie. Głównym źródłem kwasów omega-3 są tłuste ryby morskie tj. łosoś, tuńczyk, makrela, śledź, czy dorsz, ale ich spożycie w diecie przeciętnego Polaka jest niestety zdecydowanie za niskie. No cóż... Chyba już tradycyjnie nasz codzienny jadłospis pozostawia wiele do życzenia. 
Oprócz stosunkowo wysokich cen, myślę, że problemem może być dość powszechne przekonanie o wysokim poziomie toksyn (m.in związków rtęci) w mięsie tańszych ryb z niektórych akwenów np. okolic Japonii, która powoduje nasze obiekcje co do ich spożycia. 
A pewnie zdarzają się i tacy, którzy przypominają sobie o rybach raz w roku, gdy zbliża się Wigilia, bo czym byłby wigilijny stół bez tradycyjnego karpia ;) serwowanego na różne sposoby. 

Pamiętajcie jednak, że kwasy omega-3 są konieczne do prawidłowego wzrostu i rozwoju naszych pociech, ponieważ wpływają na prawidłowe funkcjonowanie mózgu i układu nerwowego, a także na ostrość wzroku. W badaniach wykazano, że zwiększają one zdolność koncentracji, poprawiają pamięć, umiejętność pisania, mówienia, czytania, czyli wpływają na rozwój intelektualny dzieciaków. Dzięki kwasom omega-3 dziecko szybciej się rozwija i fizycznie, i psychicznie. 
Dziś NNKT są one zalecane już nie tylko przez pediatrów, ale także logopedów, psychologów i pedagogów dziecięcych, wykazano bowiem, że suplementacja NNKT w istotny sposób zmniejsza pobudliwość, impulsywność, a nawet agresję u dzieciaków. Wspomagająco stosuje się je również w terapii ADHD, dysleksji, a nawet autyzmu.
Warto tutaj również podkreślić wpływ kwasów omega 3 na odporność maluchów. Właśnie dlatego suplementacja zalecana jest szczególnie w okresie jesiennym i wczesnej wiosny. 

Jakie preparaty z kwasami omega 3 dla dzieci mamy do dyspozycji w aptece? Pewnie większość pomyśli tutaj bez wahania, że tran ;) 
Tak tak...Wielu z Was pewnie kojarzy go jako zmorę dzieciństwa, ze względu na ohydny smak.. Ale jak widać nasze mamy czy babcie pojąc nas tranem wiedziały co dobre dla naszego zdrowia ;) 
Dzięki udoskonalonym technikom pozyskiwania, dzisiejsze trany w płynie, które spotkać można w aptekach są dobrze tolerowane przez naszych milusińskich ;) Mój Synek akurat najchętniej pije "Tran norweski MOLLERS" o aromacie cytrynowym ;) Sama próbowałam i jest naprawdę smaczny ;) a mam dość wybredne podniebienie.

Dla nieco starszych dzieci, mamy preparaty z olejem rybim w formie małych , łatwych do połknięcia kapsułek, których żelowa otoczka skutecznie maskuje rybi posmak.  Fanatycy żelków także znajda coś dla siebie. Od jakiegoś czasu na rynku mamy preparat w formie żelków z tranem i witaminami "Mio Bio Alaskan" ;)
Zauważyć należy, że często preparaty z kwasami omega-3 wzbogacone są o witaminy, głównie witaminę E, która ma własności przeciwutleniające, pełni rolę ochronną na strukturę NNKT, a także sama wspiera układ odpornościowy dziecka. Pamiętajcie jednak, że stosując suplementy z olejem rybim, trzeba uważać z innymi preparatami witaminowymi, aby nie przedawkować witamin E, D czy A ;)
Kolejnym przykładem mogą być preparaty, które ukazały się na rynku jakiś czas temu, a mianowicie "Vitamarin junior" płyn o smaku cytrynowym (omega-3, witamina E) oraz "Vitamarin junior" kapsułki.

Warto wspomnieć, że na początku kuracji preparatami zawierającymi kwasy omega-3 należy stosować większe dawki w celu wysycenia organizmu (przez ok. 3 miesiące), a następnie zmniejszyć dawkę do dawki podtrzymującej efekt wysycenia ;)

Na koniec napiszę jeszcze tylko, że o rozwój układu nerwowego i mózgu  dziecka trzeba dbać od samego początku, czyli już wtedy, kiedy jeszcze znajduje się ono w łonie matki. Dlatego też ważna jest odpowiednia dawka kwasów omega także u kobiet ciężarnych. I z myślą o nich mamy na rynku farmaceutycznym również całą gamę preparatów z kwasem DHA. Ale o nich może już innym razem ;)

wtorek, 11 grudnia 2012

Adipex

Ostatnio dostaję od Was wiele zapytań odnośnie Adipexu. Pytacie nie tylko o możliwość jego zakupu, ale również o działania niepożądane, sposób zażywania itp. więc postanowiłam zebrać wszystkie informacje w jednym miejscu.

Przede wszystkim - Adipex nie jest dostępny w Polsce. Jest to spowodowane zaleceniem Komisji Europejskiej z 2000 roku odnośnie wycofania z rynku wszelkich leków hamujących łaknienie i działających ośrodkowo ze względu na doniesienia o poważnych działaniach niepożądanych. Podobnie postąpiono np. w USA. 
Jednak decyzja KE nie została podtrzymana przez Trybunał Europejski, więc tylko niektóre kraje UE (w tym Polska) wycofały leki zawierające phenterminę, a więc m.in. Adipex Retard.

Jak pisałam wyżej, nie wszystkie kraje UE zastosowały się do rekomendacji, więc np. w Czechach Adipex Retard jest bez większego problemu dostępny w aptekach. Oczywiście trzeba zdawać sobie sprawę, iż jest on na receptę, więc nie możemy go sobie kupić ot tak, jak np. Aspirynę.
Jeśli chodzi o koszt, to 30 tabl. kosztuje w zależności od apteki (cena Adipexu nie jest w Czechach regulowana) ok. 320-350 Kč, natomiast 100 tabl. ok. 900-950 Kč. Wg obecnego kursu CZK/PLN jest to ok. 53-57 zł za 30 tabl. i ok. 150-160 zł za 100 tabl.


środa, 5 grudnia 2012

Leki przeciwgorączkowe dla dzieci

Za oknami zrobiło się już mroźno, ale na moim blogu ciągle gorąco ;), bo dziś tak jak obiecałam kontynuacja wątku gorączkowego u dzieciaków.
Wiadomo, że jeśli domowe metody i środki wspomagające wspomniane w poprzednim artykule nie pomagają i gorączka nie ustępuje, trzeba pokusić się o lek przeciwgorączkowy. 
Co jest najważniejsze przy wyborze leku przeciwgorączkowego dla Maluszka?  Na pewno powinien być to lek dobrze tolerowany, bezpieczny oraz charakteryzować się szybkim efektem przeciwgorączkowym. Oczywiście farmaceuta rekomendując odpowiedni preparat, musi brać pod uwagę także choroby współistniejące, dlatego należy o nich zawsze informować w aptece. 

Myślę, że najpopularniejszym i najbezpieczniejszym lekiem do zwalczania gorączki u dzieci jest znany wszystkim paracetamol. Jest to lek przeciwgorączkowy bez recepty, zarejestrowany do stosowania od 3 miesiąca życia, ale podkreślić należy, że na zalecenie lekarza jest rekomendowany także dla noworodków (a nawet wcześniaków). Lek ten stosowany prawidłowo i w odpowiednich dawkach jest lekiem bezpiecznym i naprawdę rzadko wywołuje, zwykle łagodne, objawy niepożądane takie jak: skórne reakcje alergiczne (wysypka, rumień) czy objawy ze strony przewodu pokarmowego (nudności czy wymioty).

Jeśli chodzi o preparaty paracetamolu stosowane u dzieci, możemy podawać je doustnie lub doodbytniczo. U niemowląt do dyspozycji mamy więc albo zawiesinę albo czopki doodbytnicze.

ZAWIESINA
Pamiętajmy, że paracetamol w zawiesinie może występować pod kilkoma nazwami handlowymi (np. Paracetamol Hasco zawiesina, Panadol Baby zawiesina). Standardowo stężenie takiej zawiesiny to 120mg/5ml, ale uwaga na preparat Calpol, bo tutaj mamy:
- Calpol zawiesina bez cukru dla niemowląt (gdzie stężenie jest standardowe 120mg/5ml) 
- Calpol 6 Plus zawiesina dla dzieci powyżej 6 lat (gdzie stężenie wynosi 250mg/5ml).  

Oczywiście przeciętny rodzic nie musi zaprzątać sobie głowy dawkami, ale zawsze o dawkowanie konkretnego preparatu należy zapytać albo pediatrę, albo farmaceutę, podając prawidłową wagę dziecka. Zauważyłam niestety, że w Polsce w większości ulotek leków dla dzieci brak jest precyzyjnego dawkowania, albo dawkowanie podane jest w zależności od wieku dziecka, natomiast dobierając dawkę kierować się należy wagą dziecka, bo wiadomo że niejednokrotnie różnica wagowa między rówieśnikami jest naprawdę spora. 
Więc jak to jest konkretnie z dawkowaniem paracetamolu? Czasami rodzice przychodząc do apteki skarżą się, że lek jest nieskuteczny. Skąd się to bierze...? Główna przyczyna jest taka, że zarejestrowane dawki paracetamolu są zbyt niskie. Do niedawna bowiem paracetamol zalecany był doustnie w dawce 10-15mg/kg masy ciała co 4-6 godzin. Natomiast zalecane aktualnie dawki doustne dla dzieci to: 30mg/kg masy ciała (dawka pierwsza) a kolejne 15mg/kg masy ciała, oczywiście z zachowaniem 4-6 godzinnego odstępu pomiędzy dawkami, aczkolwiek warto wiedzieć, że nie są to jeszcze dawki zarejestrowane do stosowania w Polsce. 
O dokładne dawkowanie najlepiej zapytajcie lekarza, który mając najwięcej danych nt. danego przypadku chorobowego, powinien dobrać je optymalnie. 

CZOPKI DOODBYTNICZE
W aptekach dla maluszków mamy do dyspozycji również paracetamol w postaci czopków doodbytniczych. Tutaj także zarejestrowane są preparaty pod różnymi nazwami i w różnych dawkach (np. Paracetamolum czopki, Efferalgan czopki, Codipar czopki). Obecnie standardowa dawka doodbytnicza paracetamolu wynosząca 25mg/kg masy ciała, jest również kwestionowana. Uważa się, że dla uzyskania efektu terapeutycznego powinno się stosować jednorazowo większe dawki. Zawsze należy jednak uważać, aby nie przedawkować leku.  
Zwrócę jeszcze uwagę na dwa kwestie: 
Otóż zauważyłam, że rodzice uważają, że paracetamol w czopku zadziała szybciej. Niestety to przekonanie jest błędne, bo przy aplikacji doodbytniczej mamy do czynienia z nieregularnym i opóźnionym wchłanianiem i właśnie dlatego zaleca się dłuższe przerwy między dawkami w podaniu doodbytniczym (6-8 godzin).
Pamiętać należy również, że lek jest w czopku rozmieszczony nierównomiernie, dlatego nie zaleca się dzielenia czopków, co niestety jest często praktykowane przez rodziców.

Tyle o Maluszkach. Dla starszych dzieciaków (od 4 roku życia)  pojawił się obecnie na rynku preparat szeroko reklamowany w TV - "Apap junior". Jest to paracetamol w postaci granulatu w saszetkach o smaku truskawkowo-waniliowym do podawania bezpośrednio na język, nawet bez popijania ;) Ciekawa alternatywa, bo takie podanie na pewno jest i szybkie i wygodne. 

A co jeszcze mamy do dyspozycji poza paracetamolem? 

Drugie miejsce w rankingu popularności trzeba zarezerwować dla ibuprofenu, który obecnie stosuje się u dzieciaczków także od 3 miesiąca życia. Tutaj również występuje cała gama preparatów doustnych (dla najmłodszych zawiesiny: Ibum, Nurofen, Ibufen, Ibalgin, dla starszych dzieci np. Ibufen junior w kapsułkach od 6 roku życia), a także czopki doodbytnicze (np. Nurofen). O ibuprofenie pisałam już w artykule:
http://zapytaj-farmaceute.blogspot.com/2012/04/demokracja-i-jak-to-jest-z-tym.html
dlatego nie będę tych informacji powielać. Polecam jedynie zwracać uwagę na odpowiednie dawkowanie, uważne czytanie ulotek i zwracanie uwagi na stężenia, bo coraz więcej preparatów jest na rynku i można się w nich rzeczywiście pogubić. 
Pamiętajcie  również, że ibuprofen nie jest już lekiem tak bezpiecznym jak paracetamol i jest przeciwwskazany u dzieci z astmą, zaburzeniami krzepnięcia, niewydolnością nerek czy chorobą wrzodową.

Nie chcę już przedłużać, bo temat jest naprawdę bardzo obszerny. Jeszcze tylko kilka słów o aspirynie, bo o nią często pytają pacjenci w aptece. 
Obecnie aspiryny nie zaleca się do stosowania  u dzieci poniżej 12 roku życia, pamiętajcie proszę o tym. 

Druga sprawa to pyralgina w czopkach, którą kiedyś stosowano u dzieci w przypadkach trudnej do zbicia gorączki i podkreślano jej wyjątkową skuteczność. Mimo, że ciągle zdarzają się w aptece pacjenci, którzy pytają o ten lek, pyralgina w czopkach została już wyrejestrowana w Polsce. Dostępne są jedynie postacie doustne, ale ze względu na działania niepożądane w ogóle nie zaleca się jej stosowania u dzieci.

Na dziś już kończę, ale w razie wątpliwości zapraszam do zadawania pytań ;)



sobota, 1 grudnia 2012

Gorączka u dzieci

Ponieważ sezon infekcji w pełni, postanowiłam, że dziś będzie trochę o gorączce, ponieważ jest ona bardzo powszechnym objawem chorób wieku dziecięcego i jedną z głównych przyczyn porad w ambulatoriach dziecięcych, a także w aptekach. Ja w mojej pracy często spotykam się ze zdesperowanymi rodzicami, którzy skarżą się, że stosowane leki nie pomagają i gorączka u dziecka nie ustępuje. 

Jak to z nią właściwie jest i kiedy należy skutecznie obniżać temperaturę ciała, a kiedy warto zaczekać...?

Po pierwsze - należy dokonać pomiaru temperatury ciała dziecka, w jednym z czterech miejsc: 
- pod pachą (tu prawidłowa temperatura to 36,6°C, aczkolwiek jest to pomiar najmniej dokładny z medycznego punktu widzenia)
- w jamie ustnej (prawidłowa temperatura 36,9°C, ja mam mieszane uczucia jeśli chodzi o tą technikę u dzieci)
- w odbytnicy (prawidłowa temperatura 37,1°C, jest to na pewno najdokładniejszy pomiar i zalecany szczególnie u noworodków i niemowląt)
- w uchu (prawidłowa temperatura 37,1°C, ale mimo, że nowoczesne termometry na podczerwień mają taką opcję, warto podkreślić, że ważna jest odpowiednia technika pomiaru, a zauważyłam, że rodzice często robią tutaj błędy, stąd mogą wyjść zafałszowane wyniki)

O gorączce mówimy, jeśli temperatura mierzona w odbytnicy przekracza 38°C. Często jest ona objawem rozpoczynającej się infekcji. Podkreślić należy, że zarówno zakażenia bakteryjne i wirusowe, jak i grzybicze czy pasożytnicze, mają zdolność podnoszenia temperatury ciała. Jeśli jednak wykluczone zostały choroby infekcyjne, a gorączka utrzymuje się dłuższy czas, wymaga ona dalszej diagnostyki, bo może być objawem poważniejszych chorób.
Powszechne są opinie, że gorączka jest objawem walki organizmu z infekcją i że nie należy jej zwalczać. I rzeczywiście - prawdą jest, że umiarkowana gorączka ma korzystny wpływ na przebieg zakażeń wirusowych i bakteryjnych oraz może nawet skracać czas choroby. Z reguły organizm dorosłego człowieka potrafi kontrolować gorączkę i rzadko przekracza ona niebezpieczny dla zdrowia i życia próg. Ostrożniejszym należy być jednak u dzieci, bo u nich układ termoregulacji nie jest jeszcze do końca sprawny. 

Oczywiście w aptece mamy całą gamę leków stosowanych do obniżania temperatury ciała u dzieci. Warto jednak pamiętać także o innych metodach: 
dla niemowląt na przykład zalecane jest odkrycie dziecka w łóżeczku, zdjęcie ciepłego ubrania, czy obniżenie temperatury w pokoju przez przewietrzenie. 

Niezależnie od wieku pacjenta na pewno podkreślić należy konieczność podawania odpowiedniej ilości płynów, bo w trakcie gorączki organizm poci się, tracąc wodę i elektrolity. Odpowiednie nawadnianie zapobiegnie odwodnieniu, które najszybciej postępuje właśnie u dzieci. 

Dużo mówi się o kąpielach chłodzących, ale tutaj zalecałabym ostrożność, szczególnie u dzieci wysoko gorączkujących, ponieważ może dojść do nasilenia obkurczenia naczyń krwionośnych, a co za tym idzie wzrostu ilości nagromadzonego w organizmie ciepła, a przecież nie o to nam chodzi. 
Jeśli jednak zdecydujemy się na kąpiel chłodzącą, to pamiętajmy, że temperatura wody powinna mieć o 1-2°C mniej niż temperatura ciała dziecka.
Można pokusić się również o okłady chłodzące np. na czoło, ale są one skuteczne raczej w połączeniu z podanym wcześniej lekiem przeciwgorączkowym. Obecnie mamy w aptekach także gotowe plastry chłodzące np. Ibum Ice czy Termostop Baby.

Jeśli gorączka nie jest bardzo wysoka można zastosować łagodniejsze preparaty dostępne w aptece bez recepty.
Dość mocno reklamowany jest ostatnio w TV syrop Lipomal. Można go bezpiecznie stosować już od 1-go roku życia, a w składzie ma głównie suchy ekstrakt z lipy. Na pewno wysokiej gorączki on nie obniży, ale myślę, że jako syropek wspomagający przeziębienie z kaszlem i niewysoką gorączką będzie OK. 

Pomocny w przeziębieniach, może okazać się również mniej reklamowany, ziołowy syrop "Pyrosal" Herbapolu, który także łagodnie obniża gorączkę, a także wykazuje działanie napotne. 

Dziś już będę kończyć, ale chciałabym następnym razem kontynuować ten wątek, jednak tym razem poświęcić go lekom przeciwgorączkowym u dzieci. Postaram się zwrócić uwagę na ich odpowiednie stosowanie, dawkowanie itp. 
Zainteresowanych zapraszam już dziś ;))


Warto również przeczytać:

Leki przeciwgorączkowe dla dzieci

Katar u dzieci

Sambucol skuteczny w walce z wirusami

poniedziałek, 26 listopada 2012

Krem ochronny na zimę dla Maluszka

Moi drodzy witam  po dłuższej i nieoczekiwanej przerwie. Niestety tak to jest czasami w życiu, że nie zawsze uda się zrobić to co się zaplanuje. Tak gwoli wytłumaczenia - przerwa spowodowana była problemami ciążowo- zdrowotnymi. W związku z tym przepraszam wszystkich (szczególnie tych stałych) czytelników bloga również za opóźnienia w odpowiadaniu na maile czy komentarze. Mam nadzieję, że już teraz uda mi się być w miarę na bieżąco.

Za oknem jeszcze zimy co prawda nie widać, bo temperatury stale dodatnie, ale myślę, że warto pomyśleć o jakimś kremie ochronnym dla Waszych dzieciaków, bo nigdy nie wiadomo, kiedy przyjdą mrozy. Ja tak szczerze to wolałabym, aby już było mroźno, bo wtedy moje dziecko zawsze mniej już choruje, ale niestety to nie ja o pogodzie decyduję ;)

Jeśli macie jakieś doświadczenia w "dziecięcych" kremach ochronnych na zimę, podzielcie się nimi. 
Ja wypróbowałam u mojego Szkraba kilka kremów i u mnie najlepiej sprawdza się na zimę Mustela Cold Cream. Kremik ten ma bardzo dobrą konsystencję, łatwo się rozprowadza i szybko wchłania, a mimo to wyśmienicie spełnia swoją funkcję i chroni delikatną skórę dziecka. Doskonale nawilża i zapobiega podrażnieniom, a także łagodzi wszelkie zaczerwienienia. Ma delikatny zapach, ale wydaje mi się, że nie jest on uciążliwy, tylko przyjemny - choć zapachy to oczywiście kwestia gustu. Na pewno wadą jest stosunkowo wysoka cena, ale krem jest naprawdę bardzo wydajny, więc myślę, że warto tutaj zainwestować. Jeśli Wasz maluszek ma bardzo wrażliwą cerę, poproście w aptece o próbkę - z tego co wiem, większość aptek nimi dysponuje.

Dziś było krótko, ale postaram się wkrótce nadrobić zaległości. ;)