poniedziałek, 9 marca 2015

Kamica nerkowa

Wreszcie udało się mi nadrobić trochę zaległości w komentarzach i mailach. Łatwo nie było, ale powoli wychodzę na prostą. :)  Mam nadzieję, że od teraz wpisy na blogu będą się pojawiać już regularnie... hihi... pewnie do następnego urlopu w tym roku. 
Po takiej przerwie ciężko o natchnienie do napisania nowego artykułu. Na szczęście temat nasunęła mi sytuacja w aptece, jaka całkiem niedawno miała miejsce. Otóż... miałam pacjentkę, która z racji na kamienie nerkowe kupowała "Rowatinex". Ponieważ lubię udzielać pacjentowi szerszej informacji wspomniałam o potrzebie przyjmowania zwiększonej ilości płynów i o konieczności przestrzegania odpowiedniej diety, a pacjentka... zapytała "robiąc przy tym oczy jak pięć złotych", co ma dieta do kamieni moczowych? Okazuje się, że ma i to bardzo dużo - dziś więc trochę informacji na ten temat. 
Najpierw kilka słów tytułem wstępu, czyli...

Co to takiego kamica nerkowa..?

Kamica nerkowa (moczowa) to choroba, której towarzyszy powstawanie złogów w nerkach lub drogach moczowych. Krotko mówiąc mamy do czynienia ze zjawiskiem wytrącania się związków chemicznych stanowiących prawidłowe lub patologiczne składniki obecne w moczu. 

sobota, 21 lutego 2015

Porost islandzki

Zastanawiałam się dość długo o czym by tu napisać, aby Was nie zanudzić i padło na... porost islandzki (Lichen islandicus), bo pewnie większość z Was zna taki preparat na gardło jak np. "Isla". 

Tutaj muszę się Wam przyznać, że ten artykuł zaczęłam pisać już wcześniej, ponieważ jak już wspominałam, obecnie jestem na urlopie, a w końcu na urlop jedzie się po to, żeby odpocząć. ;) Poza tym zagraniczny wypad z dwójką bądź co bądź małych dzieciaków to nie lada wyzwanie:) ale na szczęście udało się dotrzeć do celu kilka tys. km od Polski. ;)
W tym miejscu również chciałabym prosić Was o wyrozumiałość - na wszystkie maile i komentarze odpowiem z mniejszym lub większym opóźnieniem.

Ale wróćmy do tematu porostu islandzkiego. 
Tarczownica islandzka ( in. płucnica islandzka, porost islandzki) zaliczana jest do porostów, czyli organizmów symbiotycznych. Nie wiem jak Wy, ale jeszcze z podstawówki z biologii pamiętam takie hasło: glon+grzyb=porost :) proste, prawda..? Grzyb dostarcza glonom wodę i sole mineralne, a glony przeprowadzają proces fotosyntezy i wszyscy są zadowoleni. :)  Porost islandzki zaliczany jest do plechowców, czyli nie ma zróżnicowania na korzeń, łodygę i liść jak w przypadku roślin wyższych. Całość to tak zwana plecha- i to właśnie ona jest surowcem leczniczym. Więc przejdźmy do konkretów, czyli...

niedziela, 15 lutego 2015

Na zatoki

Chociaż mija dopiero połowa lutego, w wielu firmach trzeba już zaplanować urlop na cały rok. Mnie również to czeka w najbliższych dniach, ale ja akurat nie będę miała z tym problemu, zwłaszcza, że na pierwszy w tym roku dłuższy urlop wybieram się już w drugiej połowie przyszłego tygodnia. ;)
Gdy myślimy o urlopie, często przychodzą skojarzenia z górami, bądź plażą i morzem. A jak już myślimy o morzu, to niekiedy też o zatokach. ;) Pewnie większość z Was kojarzy naszą Zatokę Pucką, niektórzy może słyszeli o Zatoce Biskajskiej - największej w Europie. Dla mnie jako farmaceutki jednak pierwsze skojarzenie na hasło zatoki to zatoki przynosowe :) hihi... Zboczenie zawodowe. ;) 

W mojej aptece ciągle pojawiają się rzesze pacjentów, którzy przychodzą z prośbą o jakiś specyfik na zapalenie zatok. Dzisiejszy artykuł poświęcę więc w całości temu tematowi. Na początek tradycyjnie już kilka słów tytułem wstępu.

czwartek, 5 lutego 2015

Zwroty leków w aptece

Dziś będzie znów trochę nietypowo. Mam jednak nadzieję, że mi wybaczycie. ;) W aptece często spotykam się z tym, że pacjenci przychodzą zwrócić zakupiony wcześniej lek. Powody są różne... np. po przemyśleniu lek wydał się za drogi, po przeczytaniu ulotki pacjent doszedł do wniosku, że jednak lek może mu zaszkodzić i nie będzie go zażywał, bo żonie jednak nie o taki preparat chodziło itp. W sumie nie ma się co dziwić, że tak to wygląda. W niemal każdym sklepie mamy bowiem możliwość zwrotu nieużywanego towaru - czasami do 30 dni, a czasami nawet dłużej. :) Przykładowo w "Deichmannie" jest to z tego co pamiętam nawet aż 3 miesiące. 
No tak - tylko co innego, gdy sprawa dotyczy zwrotu zakupionej niedawno bluzeczki, torebki, czy butów, a inaczej jeśli chodzi o leki. Nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę, więc dziś kilka słów tytułem wyjaśnienia....

Wszystkie apteki obowiązuje ustawa Prawo farmaceutyczne. Tak, tak - w tym przypadku nie może być tak, żeby każda apteka rządziła się swoimi prawami - na szczęście ;)
I ta właśnie ustawa z dnia 6 września 2001 roku wyraźnie mówi, że "Produkty lecznicze i wyroby medyczne wydane z apteki nie podlegają zwrotowi". Koniec i kropka! Choć nie do końca... Tak jak od każdej reguły mamy tutaj wyjątki. Na szczęście tylko dwa:) Pacjent ma możliwość zwrotu do apteki leków i wyrobów medycznych, które obarczone były wadą jakościową lub zostały wydane w sposób niewłaściwy. 

środa, 28 stycznia 2015

ABC sterydowych inhalacji wziewnych

Moi drodzy dziś będzie troszkę nietypowo, bo krótko i zwięźle. :) Ja to z natury jestem gadułą, więc krótkie artykuły na blogu to rzadkość, ale... niech będzie przynajmniej jakaś odmiana. ;)
Niestety pogoda za oknami jest jaka jest, a wszędobylskie wirusy szaleją. W aptece więc spotykam często rodziców... hmmm... a właściwie z reguły mamy - bo to one najczęściej biegają po lekarzach - z receptami na sterydy podawane wziewnie. Mamy małych alergików pewnie znają preparaty takie jak "Pulmicort", bądź tańszy zamiennik "Nebbud". Dla nich to chleb powszedni. Dziś jednak sterydy wziewne zalecane są nie tylko alergikom, ale także choćby przy zapaleniu oskrzeli, krtani itp. Osobiście trochę mnie przeraża już sama liczba recept na sterydy wziewne, jakie aplikuje się małym pacjentom, ale... na to wpływu my farmaceuci, nie mamy. A więc...

O czym należy pamiętać przy inhalacjach z "Pulmicortu" vel "Nebbudu" czyli ABC bezpiecznej i skutecznej inhalacji:

wtorek, 20 stycznia 2015

Morwa biała

Lubicie słodycze...? ;)
Ja niestety uwielbiam i w nawyk wpadła mi już poranna kawa w zestawie z ciasteczkiem. ;) To takie moje 'must have' każdego dnia. ;) 
Nie wszyscy jednak mogą sobie pozwolić na taką "ekstrawagancję". Mowa tutaj przede wszystkim o osobach cierpiących na cukrzycę, która dziś jest niestety już schorzeniem cywilizacyjnym. 
Taka mała ciekawostka. WHO szacuje, iż w 2030 roku liczba chorych na cukrzycę wyniesie ok. 380 mln. Przerażające, prawda...?

Cukrzycę charakteryzuje przewlekła hiperglikemia, czyli podwyższony poziom cukru we krwi. Jest to związane z zaburzeniem wydzielania i/lub działania insuliny - hormonu, który reguluje gospodarkę węglowodanową organizmu. Ale w cukrzycy mamy do czynienia nie tylko z zaburzeniami metabolizmu węglowodanów, ale również tłuszczów i białek. W efekcie prowadzi ona  do niewydolności wielu narządów: nerek, serca, narządu wzroku, nerwów, bądź naczyń krwionośnych. Nieleczona cukrzyca może więc być przyczyną groźnych powikłań. Właśnie dlatego tak ważna jest:

- po pierwsze: wczesna diagnostyka cukrzycy;
- po drugie: właściwe leczenie pod kontrolą diabetologa.

Pamiętajcie jednak, że kluczowe znaczenie w cukrzycy ma odpowiednia dieta. Wymaga ona dość dużo samozaparcia i rezygnacji z tego, co z reguły lubimy, czyli: słodyczy i alkoholu. ;) Ale gwarantuję, że jest to wykonalne - sama z racji na cukrzycę ciążową, skazana byłam na dietę i choć jestem łasuchem na słodycze, dałam radę. :) O samej cukrzycy ciążowej pisałam zresztą w dedykowanym artykule

Dziś natomiast kilka słów na temat morwy białej, która może odgrywać rolę wspomagającą w terapii cukrzycy. Zwłaszcza jeśli mamy do czynienia z cukrzycą typu II, która związana jest ze zmniejszeniem wrażliwości tkanek i narządów na insulinę.


środa, 14 stycznia 2015

Test na menopauzę

Zapewne większość studentów drży na słowo "test"... hihi. Sama pamiętam, że jakoś nie za bardzo lubiłam tą formę sprawdzania wiadomości. A test wielokrotnego wyboru to już zawsze spędzał mi sen z powiek. :) 
Obecnie w pracy także spotykam się z rozmaitymi testami, ale w innym sensie. Jak zapewne wiecie w aptece nabyć można testy ciążowe, owulacyjne, testy do wykrywania narkotyków, testy na Helicobacter pylori i masę innych - czyli - 'do wyboru do koloru'. ;) 

Ubiegłoroczną nowością jest... UWAGA!... test menopauzalny "Climea" :) Jest to test, który pomaga odpowiedzieć sobie na pytanie: mam menopauzę, czy nie...? Nie będę się tutaj rozpisywać czy coś takiego jest w ogóle potrzebne, bo zapewne zdania będą podzielone. 
Dodam tylko, że obecnie mamy dość jednoznaczną definicję menopauzy. WHO (World Health Organisation) podaje, że "menopauza to ostateczne ustanie miesiączkowania w wyniku utraty aktywności pęcherzykowej jajników, po którym przez okres 12 miesięcy nie wystąpiło już żadne krwawienie". Kryteria są więc dość jasne. 
Natomiast wracając to testu "Climea"...


czwartek, 8 stycznia 2015

Na pękające naczynka... Redblocker?

Z uwagi na niedawny okres świąteczno-noworoczny miałam kilka chwil na oglądanie TV, gdzie natknęłam się na reklamę suplementu diety "Redblocker" i postanowiłam, że nie mogę pozostać wobec niej obojętna. Zwłaszcza, iż dostałam już od Was kilka zapytań z prośbą o opinię na temat tego preparatu. 

"Redblocker" to właściwie cała linia produktów stworzona z myślą o skórze naczynkowej przez firmę Aflofarm. W jej skład wchodzą kosmetyki (o nich napiszę innym razem), a także preparat doustny, który właśnie wezmę dziś 'pod lupę'. 
Sama nazwa wydaje się dość lotna, osoby znające język angielski prawdopodobnie od razu skojarzą ją ze skuteczną walką z zaczerwienieniami na skórze. ;) 
Ale nazwa to tylko marketing - przejdźmy lepiej do konkretów, czyli składu. ;)

Prym wiodą tutaj diosmina i hesperydyna. Co to takiego? 
Otóż są to związki pochodzenia roślinnego, które wspomagają prawidłowe funkcjonowanie naczyń krwionośnych. Bardziej się wgłębiając w temat - chodzi o zmniejszenie przepuszczalności ścian naczyń krwionośnych (ich wzmocnienie), a także zwiększenie ich elastyczności, czyli przy cerze naczynkowej jak znalazł. ;)
Niestety to tylko pozory, ponieważ dawki obydwu substancji są raczej symboliczne: 50mg diosminy i 50mg hesperydyny to, chciałoby się rzecz, "tyle co kot napłakał". ;) Nie udało mi się dotrzeć do żadnych publikacji, które potwierdziłyby jakiekolwiek działanie diosminy w tak niskiej dawce na naczynia krwionośne. 
Dla porównania - większość preparatów z diosminą, które znajdziecie na aptecznych półkach, zawiera jej 500, bądź nawet 1000mg i są to już nie suplementy diety, a leki. Jednak nawet pośród suplementów nietrudno znaleźć taki z dawką 300 mg diosminy, a więc w "Redblockerze" szału nie ma. :(

Kolejny składnik to rutozyd znany pewnie większości z Was z takich 'topowych' produktów aptecznych jak "Rutinoscorbin" lub "Rutinacea". Jest to także związek flawonoidowy, który wykazuje właściwości uszczelniające naczynia krwionośne. Tutaj dawka właściwie jest standardowa i wynosi 50mg, natomiast nie wiem, czy wiecie, że rutozyd (inaczej rutyna) jest bardzo słabo przyswajalny przez organizm. Mój znajomy profesor z uczelni na Farmakognozji mawiał, że trzeba by zjeść na raz całe opakowanie "Rutinoscorbinu", żeby odczuć jakiś pozytywny efekt. ;) Oczywiście nie namawiam tutaj do tego.

Skład uzupełnia witamina C w ilości 80mg oraz ... niacyna (zwana witaminą PP), ale one raczej niewiele tutaj wniosą jeśli chodzi o pożądane efekty.
Ba... niacyna (czyli witamina PP) z racji na fakt, iż może rozszerzać drobne naczynia krwionośne, czasami wywołuje działania niepożądane tj. rumień twarzy, czy zaczerwienienie skóry. Średnio mi tu więc pasuje, bo przecież nam chodzi o walkę z zaczerwienieniami. :)
Generalnie więc jest to dość przeciętny preparat, jedyne co w nim jest przyzwoite, to cena oraz zalecane dawkowanie - 1 raz dziennie 1 tabletka. Tylko, że co z tego, jeśli z takim składem o efektach nie może być mowy.

"Redblocker" nie, a więc....


Jakie preparaty skutecznie wzmocnią pękające naczynka na nogach, bądź na twarzy?

sobota, 3 stycznia 2015

Witamina K - nowe zastosowanie

W ostatnim czasie bardzo dużym zainteresowaniem pacjentów cieszy się witamina K. Może nie ma aż takiego 'szału' jak z magnezem, ale ... "Witamina K2" z Solgara znika z aptecznej półki w błyskawicznym tempie, nawet pomimo dość sporej ceny. Czy wiecie dlaczego tak jest?

Postanowiłam zgłębić temat i uczynić witaminę K 'bohaterką' dzisiejszego artykułu. Myślę, że w pełni zasłużyła na to miano. 

wtorek, 30 grudnia 2014

Co ma szampan do depresji? ;)

Niebawem rok 2014 przejdzie do historii. Już jutro o północy przy huku petard i fajerwerków oraz kieliszku szampana przywitamy Nowy Rok. Co przyniesie...?
Tego nie wie nikt, ale życzę Wam wszystkim z całego serca oby głównie była to radość i szczęście.

A tak a propos szampana... czy wiecie, że przed wynalezieniem leków antydepresyjnych, to właśnie nim leczono depresję? Tylko uwaga - to co potocznie nazywamy szampanem, to najczęściej wino musujące, które z prawdziwym szampanem niewiele ma wspólnego. Już w 1911 r. nazwa szampan zastrzeżona została dla win z regionu Champagne we Francji. Do produkcji szampana używa się specjalnych odmian winogron: pinot-noir, pinot-meunier i chardonnay. 



Jak wygląda proces produkcji szampana? Najpierw przeprowadza się wstępną fermentację różnych win, a następnie je degustuje i w oparciu o walory smakowe tworzy pożądaną kompozycję, czyli tzw. kupaż. Takie wino zostaje zabutelkowane. Wcześniej dodaje się cukier i drożdże, a w wyniku wtórnej fermentacji cukier rozpada się na alkohol i dwutlenek węgla, czyli znane nam bąbelki.
W butelkach wino leżakuje od 3-5 lat. Po okresie leżakowania przeznaczone jest do sprzedaży.
Dodam tutaj, iż sporo win musujących jest produkowanych metodą szampańską, np. czeski sekt 'Bohemia', który swoją drogą bardzo mi smakuje. ;)
Obecnie produkcja szampana to sztuka sama w sobie, ale i miliardowy biznes. Bąbelki szampana dają nam poczucie luksusu, choć nie tylko, gdyż jak się okazuje, także ... zdrowie. ;)

Szampan a depresja

Jak wyżej wspominałam, kiedyś szampan był używany jako środek antydepresyjny. A jak wyglądało to w praktyce?
Przez pierwszy miesiąc zalecano trzy kieliszki szampana dziennie, jako kuracja wstępna. Następnie dla podtrzymania efektu kuracji - jeden kieliszek na dzień. Brzmi kusząco, prawda? ;)
Podobno Marilyn Monroe gdy miała 'chandrę' urządzała sobie kąpiel w szampanie, zużywając ponad 300 butelek tego trunku na wannę kąpieli. 
A co wspólnego ma szampan z depresją? 
Zawiera w składzie między innymi lit, który dziś jest jednym z leków stosowanych w farmakoterapii zaburzeń afektywnych. Właściwie sole litu wprowadzone zostały do lecznictwa w latach 50-tych XX wieku, czyli stosunkowo niedawno. Nie są one jednak standardem w leczeniu depresji. 

W aptekach znajdziecie lit jako lek "Lithium carbonicum" zawierający 250mg węglanu litu w jednej tabletce. Jest on jednak wydawany w aptekach wyłącznie na podstawie recepty lekarskiej.

I jeszcze mała ciekawostka - istnieją badania, że na terenach, gdzie w wodzie pitnej występuje wysokie stężenie litu jest mniej zachorowań na choroby psychiczne.

Myślę więc, że warto zadbać o odpowiedni poziom litu w organiźmie, niekoniecznie popijając codziennie szampana. :) Bogata w lit jest np. woda 'Zuber-2', ale niestety smakuje okropnie. :(  Ponadto pewną jego ilość zawiera woda mineralna 'Piwniczanka'. Można go również znaleźć w warzywach, np. ziemniakach czy pomidorach, choć niestety w śladowych ilościach.

Na dziś kończę ten luźny artykuł, a co do poprawy nastroju, to ja jednak wolę to zrobić poprzez zakupy, zwłaszcza, że zaczęły się wyprzedaże. ;)

Warto również przeczytać: