czwartek, 27 czerwca 2013

Świetlik lekarski

Wracam do cyklu o ziołach. Ponieważ niedawno obchodziliśmy noc świętojańską, dzisiejszy post będzie o świetliku, ale nie mam tu na myśli świetlika świętojańskiego, czyli sympatycznego chrząszcza ;), ale świetlika łąkowego (Euphrasia rostkoviana). Nie wiem czy wiecie, ale ta jednoroczna roślina zaliczana jest do tzw. półpasożytów. Jego korzenie wrastają w korzenie innych roślin, aby czerpać z nich składniki pokarmowe. Sprytnie, prawda? 

Surowcem zielarskim jest ziele świetlika. Pewnie większość z Was kojarzy świetlik z kroplami do oczu i słusznie. Właściwie już w średniowieczu uważano go wręcz za ziele uzdrawiające oczy. Ziele świetlika wykazuje bowiem działanie przeciwzapalne, a także przeciwbakteryjne i przeciwalergiczne oraz ściągające. Właśnie dlatego odwar z ziela świetlika może być stosowany do okładów lub do przemywania oczu w stanach zapalnych spojówek, zarówno pochodzenia alergicznego, jak i bakteryjnego. Ponadto także w przypadku tzw. jęczmienia czy zapalenia brzegów powiek. 
Świetlik dobrze sprawdzi się również w przypadku łzawienia oczu na tle alergicznym, które często towarzyszy na przykład katarowi siennemu.   
Jest on jeszcze polecany w przypadku podrażnienia oczu, które może być wywołane różnymi czynnikami zewnętrznymi, jak na przykład dymem papierosowym czy promieniowaniem słonecznym.

Godny podkreślenia jest także kojący wpływ świetlika na zmęczone oczy, a wiem z doświadczenia, że to bardzo częsta dolegliwość w dzisiejszych czasach. No cóż... nastała era komputerów, na czym niestety cierpią najczęściej nasze oczy. Ale nie tylko o komputer tu chodzi. Często także przebywanie w sztucznie oświetlonych pomieszczeniach, oglądanie TV, czy długie czytanie daje się we znaki. Ja np. uwielbiam usiąść, zwłaszcza wieczorem, kiedy dzieciaki już zasną, nad jakąś dobrą książką ;) 

Warto więc przy wszelkim objawach zmęczenia oczu pamiętać właśnie o świetliku.

Jak prawidłowo sporządzić odwar z ziela świetlika?
Wystarczy zalać ziele świetlika (1 łyżkę) 1 szklanką letniej wody. Całość należy gotować na niewielkim ogniu, nie dopuszczając do wrzenia około 5 minut, a następnie odcedzić i odwar gotowy. Jeśli użyjemy go do przemywania oczu, warto posłużyć się w tym celu jałowymi gazikami. 

W aptekach nabyć można także gotowe preparaty ze świetlika w postaci kropli do oczu. Chyba największą popularnością cieszą się od dawna krople "Świetlik (Euphrasia)" z firmy Decymal. Jest to preparat homeopatyczny, ale naprawdę dobrze sprawdza się przy wszelkich podrażnieniach oczu. Koszt to niecałe 10 zł za opakowanie 5 ml, a więc bardzo przyzwoicie. Pamiętać jednak należy, że z racji na brak konserwantów w składzie, krople można używać maksymalnie 10 dni po otwarciu pojemnika. Zwracam na to uwagę, bo wiem, że nie zawsze pacjenci czytają ulotki, bądź napisy na opakowaniu, a farmaceuci też czasem zapominają poinformować.

Dla tych, którzy nie uznają homeopatii, alternatywą mogą być krople "ZUMA świetlik plus", których reklama jakiś czas temu pojawiła się w TV. Poza wyciągiem ze świetlika zawierają one w składzie dodatkowo wyciąg z rumianku o działaniu przeciwzapalnym, a także wyciąg z chabra bławatka oraz oczaru wirginijskiego. Cena podobna, bo niecałe 10 zł, ale za większe opakowanie - 10ml. Z racji na substancje konserwujące w składzie, krople "ZUMA" są bardziej ekonomiczne, bo można je używać do 30 dni po pierwszym otwarciu pojemnika.

Na koniec jeszcze chciałabym wspomnieć o tym, że działanie świetlika nie ogranicza się tylko do narządu wzroku. Ziele świetlika działa także żółciopędnie, pobudza wydzielanie soków żołądkowych oraz reguluje trawienie. Napar z ziela świetlika może być więc stosowany wewnętrznie, także przy schorzeniach układu pokarmowego, zaburzeniach trawienia czy przemiany materii.

sobota, 22 czerwca 2013

Diosmina, a choroby żył

Dziś na prośbę znacznej grupy czytelników bloga kilka słów o zastosowaniu preparatów z diosminą w leczeniu przewlekłej niewydolności żylnej. Choroby układu żylnego stanowią istotny problem współczesnej opieki zdrowotnej. Warto jednak wspomnieć, że pierwsze wzmianki o leczeniu żylaków kończyn dolnych znaleziono w tzw. papirusie Ebersa z... 1550 roku przed naszą erą, a więc problem niejako "stary jak świat" ;)

Przewlekła niewydolność żylna najczęściej związana jest z niewydolnością zastawek żylnych, które w normalnych warunkach zapobiegają cofaniu się krwi. Następstwem niewydolności zastawek jest zjawisko tzw. refluksu, czyli okresowego cofania się krwi w układzie żylnym. Prowadzi ono do  zastoju żylnego, nadciśnienia krwi w żyłach i wielu zmian patologicznych, które przedkładają się potem na objawy kliniczne. 

No właśnie... Jakie objawy mogą wskazywać, że nasze żyły są w złej kondycji? Pewnie większość z Was wymieniłaby żylaki i słusznie. Kiedyś uważano, że są one domeną babć, ale to nie do końca prawda, bo mogą pojawiać się i w młodym wieku. A czemu babć, a nie dziadków? Bo niestety pod tym względem znowu my kobiety mamy przechlapane :( Według statystyk kobiety chorują na żylaki niemal trzy razy częściej niż mężczyźni. Właściwie we wczesnym stadium żylaki są jedynie defektem kosmetycznym, ale z czasem dają o sobie znać i pojawia się ból, oraz pieczenie, nasilające się szczególnie podczas długiego stania.


poniedziałek, 17 czerwca 2013

Beta-karoten a opalanie

Witam po dłuższej przerwie chorobowej, którą mam nadzieję mi wybaczycie. 
Nareszcie mamy słoneczną pogodę :) I oby jak najdłużej. Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam słońce. Kiedy rano mnie budzą jego promienie od razu poprawia mi się humor i mam więcej energii na cały dzień. Przyznaję jednak, że czasy kiedy uwielbiałam godzinami wylegiwać się na jakiejś piaszczystej plaży nad Bałtykiem, minęły bezpowrotnie. Starzeję się najwyraźniej. ;) Dzisiejszy post dedykuję jednak amatorom opalania, bo wiem, że takich nie brakuje. O tym, że należy pamiętać o ochronie przeciwsłonecznej i stosować kremy z filtrami, wspominać zapewne nie muszę. 
Rozwijałam zresztą temat w ubiegłym roku.

Dziś słów kilka o beta-karotenie, który jest naszym sojusznikiem w opalaniu, a często o nim zapominamy. Co to takiego?
Beta-karoten to tzw. prowitamina A, czyli związek z którego powstaje w organizmie człowieka witamina A. Co ważne: nie musimy się martwić o przedawkowanie, bo organizm przetwarza na witaminę A tylko taką ilość beta-karotenu jaką potrzebuje, czyli zależnie od potrzeb. 
Co się więc dzieje z resztą? Nadmiar magazynowany jest głównie w tkance tłuszczowej, a także w skórze, gdzie pochłania promieniowanie słoneczne. Jednak uwaga! Przy nadmiernym spożyciu beta-karotenu, może pojawić się żółte zabarwienie skóry, zwłaszcza na dłoniach. Sama się o tym kiedyś przekonałam, gdy piłam  przez dłuższy czas codziennie jednego "Kubusia" ;) Ale to dawne czasy ;)

Jaką funkcję spełnia beta-karoten w naszym organizmie i co ma wspólnego z opalaniem? Beta-karoten wykazuje działanie ochronne przed promieniowaniem UV, nasila produkcję pigmentu oraz nie dopuszcza do negatywnego działania na skórę promieni ultrafioletowych. Jest on skutecznym antyoksydantem, wykazuje własności neutralizujące wolne rodniki, które powstają przy ekspozycji skóry na promieniowanie UVA.
Wolne rodniki, o których teraz tyle się mówi, odpowiadają także za niekorzystne zmiany w skórze pojawiające się z wiekiem, dlatego również mówi się o działaniu opóźniającym starzenie.

Warto wspomnieć także o tym, że beta-karoten redukuje negatywne skutki radio i chemioterapii, a także odgrywa rolę w profilaktyce przeciwmiażdżycowej oraz wzmacnia odporność organizmu. Nie zapominajmy również pozytywnym wpływie beta-karotenu na wzrok, jest on szczególnie polecany przy kłopotach z widzeniem o zmierzchu.

Większość z nas kojarzy beta-karoten z marchewką. I słusznie ;), ale źródłem beta-karotenu w codziennej diecie są także inne czerwone i żółte warzywa tj. pomidory, papryka oraz owoce, np. brzoskwinie, nektarynki czy morele. Beta-karotenu dostarczają nam również zielone warzywa liściaste, np. brokuł, sałata, szpinak. Wybór więc jest całkiem spory :) Ja nie toleruję jedynie szpinaku, co zostało mi jeszcze z dzieciństwa. ;) 
Pamiętajcie, że beta-karoten wchłania się najlepiej w obecności tłuszczu, dlatego do sałatek warzywnych warto dodawać niewielką ilość oliwy z oliwek. 

Alternatywą dla tych, którzy nie "lubują się" w warzywach (choć nie tak smaczną), są gotowe suplementy z beta-karotenem. 

Jak to zwykle w farmacji bywa - jest w czym wybierać. Większość preparatów zawiera sam beta-karoten, np. "Beta Karoten Chance" (dawka 10mg), "Beta-Karoten Naturkaps" (dawka 2mg), "Beta Karoten SUN" (dawka 6mg). Preparaty te jak widać różnią się dawką beta-karotenu, ale także ceną. 
Która więc dawka jest odpowiednia? Ciężko stwierdzić, choć uznaje się, że zapotrzebowanie dzienne na beta-karoten wynosi 6mg, ale przy założeniu, że jest on jedynym źródłem witaminy A w organizmie. Nie wyznaczono natomiast górnego limitu dziennego spożycia beta-karotenu. Ale... uwaga palacze!

Badania wykazały, że długotrwałe podawanie dużych dawek beta-karotenu  (20mg dziennie), może być szkodliwe dla osób palących. Paradoksalnie beta-karoten zwiększa wtedy ryzyko raka płuc, zamiast mu zapobiegać. Wydaje się to nieprawdopodobne, a jednak. Chodzi prawdopodobnie o oddziaływanie beta-karotenu z całą kaskadą wolnych rodników zawartych w dymie papierosowym. 

Wracając jednak do słońca, bo nie o papierosach, a o opalaniu miało być tym razem... Beta-karoten nie tylko chroni skórę przed promieniowaniem UV, ale także utrwala opaleniznę. Jeśli więc zamierzacie wybrać się na jakiś urlop i chcecie uzyskać trwałą opaleniznę, to dobrze jest na kilka tygodni wcześniej rozpocząć taką kurację beta-karotenem. Pamiętajcie jednak, że nie zastąpi on kremu z filtrem UV, tylko jest jego uzupełnieniem :) Ja lubię polecać specyfik z firmy Olimp "Beta-Solar" z racji na bardzo bogaty skład. Poza beta-karotenem zawiera on także inne naturalne antyoksydanty tj. witaminę E, selen, mangan i ekstrakt z zielonej herbaty, a także składniki wpływające na kondycję skóry, jak witaminę C oraz cynk. Warto podkreślić także zawartość kwasu hialuronowego odpowiadającego za odpowiednie nawilżenie skóry, choć jego dawka jest niewielka bo tylko 1mg. 

Na koniec wspomnę jeszcze tylko, że beta-karoten jest nie tylko składnikiem suplementów diety, ale także kremów. Przykładem może być "Krem antyoksydacyjny" z linii AA eco. Krem zawiera w składzie między innymi wyciąg z marchewki i przeznaczony jest do skóry suchej wymagającej regeneracji i dobrze rewitalizuje skórę. Osobiście go jeszcze nie wypróbowałam, ale o całej linii AA eco słyszałam już dużo pozytywnych opinii od klientów apteki. 

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Witaminy w suplementach diety

Często pytacie mnie w mailach o jakiś dobry preparat z witaminami, dziś więc kilka słów w tym temacie. Wszyscy wiemy, że witaminy są niezbędne do prawidłowego funkcjonowania organizmu. Teoretycznie zdrowa dieta bogata w warzywa i owoce jest w stanie dostarczyć organizmowi odpowiednie ich ilości, ale.... praktyka wygląda jednak niestety inaczej. 
Często żyjemy w stresie, zjadamy w pośpiechu, nasze posiłki są nieregularne, dominuje żywność wysoko przetworzona, fast-foody itp., a w efekcie niedobory witamin rzeczywiście stają się zauważalne. 

Przemysł farmaceutyczny jak zawsze wychodzi nam jednak naprzeciw i obecnie na rynku dostępne są różnorakie preparaty multiwitaminowe, często wzbogacone minerałami, a czasami także wyciągami ziołowymi, na przykład żeń-szeniem. Dziś można je kupić już nie tylko w aptekach, ale także sklepach i hipermarketach, bądź drogeriach jak np. "Rossmann". Pracując w aptece zauważyłam, że pacjenci lubią kupować preparaty witaminowe, bo właściwie każdy znajdzie coś dla siebie. Dostosowuje się je bowiem do indywidualnych potrzeb pacjenta i mamy na przykład witaminy dla dzieci, dla osób starszych 50+, sportowców, cukrzyków, kobiet w ciąży, dla odchudzających się itp. Producenci proponują nam także różnorodne postacie multiwitamin: tabletki, żelki (nawet dla dorosłych), lizaki, syropy, czy preparaty musujące. Jest więc w czym wybierać :) Ale czy rzeczywiście trzeba "faszerować się" takimi preparatami? 

Myślę, że nie ma co uogólniać i decyzja, czy suplementować witaminy i minerały, powinna być rozważana dla każdego pacjenta indywidualnie - uwzględniając jego wiek, płeć, schorzenia przewlekłe, ogólny stan zdrowia, sposób odżywania itp. 
Na pewno grupą narażoną na niedobory witamin są ludzie starsi. Dlaczego? Bo często cierpią oni na rozmaite problemy żołądkowo-jelitowe, czy też brak apetytu, a czasami w podeszłym wieku występuje problem upośledzonego wchłaniania składników pożywienia. 
Również dieta wegetariańska może prowadzić do znacznych niedoborów witamin, szczególnie witaminy B12, bądź witaminy D. 
Szczególną grupą są też pacjenci z chorobami nowotworowymi, bo ich organizm często osłabiony jest nie tylko samą chorobą, ale także radio - czy chemioterapią. Warto więc rozważyć u nich zastosowanie jakiegoś suplementu witaminowego, uwzględniając fakt, że szczególnie korzystne będą witaminy antyoksydacyjne : A, E, C.
To oczywiście tylko wybrane przykłady, które można by mnożyć...

Preparatów witaminowo-mineralnych mamy w aptekach całkiem sporo. Skład jest najczęściej podobny, choć zdarzają się i znaczące różnice. Ja chciałabym wam zwrócić uwagę na kilka istotnych moim zdaniem kwestii przy wyborze odpowiedniego suplementu.

Popularnym preparatem, szczególnie wśród młodych osób jest "Supradyn Intensia energy". Nie jest odstraszająca nawet jego wysoka cena, bo koszt miesięcznej kuracji czyli 30 tabletek, to w niektórych aptekach nawet 40 zł. Spoglądając na skład, w przypadku witamin z grupy B, producent podaje aż 300% zalecanej dziennej dawki, czyli sporo. Czy tak wysokie dawki mają sens? Owszem, witaminy z grupy B należą do witamin rozpuszczalnych w wodzie i ich nadmiar wypłukuje się z moczem, ale właściwie po co aż tyle..? Pewnie części z Was się wydaje, że im większa dawka tym lepiej, bo będzie silniejsza reakcja organizmu - ot zasada liniowości. Niestety jednak nie do końca funkcjonuje ona w biologii ;) Okazuje się bowiem, że jeśli jakaś substancja (na przykład witamina) działa korzystnie w pewnej dawce, to niekoniecznie jeśli podwoimy, czy potroimy tą dawkę (jak w przypadku "Supradynu") efekt będzie dwu - czy też trzykrotnie lepszy... Krótko mówiąc: za mało - niedobrze, ale za dużo - też niezbyt dobrze.
Ja więc nie jestem zwolenniczką aż tak dużych dawek witamin, bo nie widzę sensu kilkukrotnego przekraczania zalecanych dawek. Krótko mówiąc- nie ma co szaleć ;)  Zamiast "Supradynu" rekomenduję więc często młodym osobom na przykład "Vigor complete". Koszt miesięcznej kuracji jest o wiele mniejszy, bo wynosi kilkanaście zł, a skład jak dla mnie w zupełności spełnia swoją funkcję suplementacyjną. Podkreślić należy także wygodne dawkowanie odpowiednie dla zapominalskich, bo tylko raz dziennie ;)

Dużym powodzeniem wśród młodych osób i nie tylko, cieszą się preparaty witaminowe z żeń-szeniem, szczególnie "Bodymax plus". Nie wiem czy znacie natomiast podobny składem, ale zdecydowanie tańszy "Maxivit", oraz dedykowany kobietom "Maxivit dla niej". Myślę, że preparaty witaminowe z żeń-szeniem warto wziąć pod uwagę, jeśli czujecie się chronicznie zmęczeni i macie za mało energii, bądź też gdy spadła wasza zdolność koncentracji. 

Ponieważ o żeń-szeniu można by pisać godzinami, na pewno poświęcę mu osobny artykuł. Dziś tylko kilka najistotniejszych kwestii. 
Zawsze przy preparatach zawierających ekstrakt z żeń-szenia zwracajcie uwagę,  aby był to ekstrakt standaryzowany. Poza tym pamiętajcie o przeciwwskazaniach.
Stosowanie preparatów z żeń-szeniem nie jest zalecane u osób ze stanami lękowymi, u osób z bardzo wysokim nieuregulowanym ciśnieniem krwi, zaburzeniami rytmu serca, czy też znaczną miażdżycą naczyń serca lub mózgu. Jest on przeciwwskazany także u kobiet w ciąży oraz karmiących. Trochę szkoda, bo niekiedy karmiącym mamom zmęczonym opieką nad niemowlakiem i mającym na koncie nieprzespane noce przydałaby się jaką piguła usuwająca zmęczenie. Myślę tutaj chociażby o sobie. ;)

Na koniec jeszcze jeden aspekt preparatów multiwitaminowych, o którym się często zapomina. Producenci stawiają z reguły na bogactwo składu preparatu witaminowo-mineralnego i z jednej strony może i słusznie, ale.... kiedy mamy szereg witamin i minerałów w jednej tabletce, to niestety bardzo często problemem stają się ich wzajemne interakcje. Czasami są one korzystne, ale nie zawsze... Na przykład, nie jest dobre podawanie razem soli żelaza i cynku, ponieważ przy podawaniu większych dawek żelaza zmniejsza się przyswajalność cynku... a tymczasem w większości preparatów mamy i żelazo i cynk. Krótko mówiąc, są minerały, które "się nie lubią", a gdy się je łączy w jednej tabletce, to czasami bywa i tak, że się nie wchłaniają. Mamy więc bogactwo składu na ulotce suplementu, ale już niekoniecznie w organizmie;) 
Poza tym, warto sobie także uświadomić, że generalnie różnie może być z wchłanialnością minerałów. Przykładem - magnez, o którym tyle się ostatnio mówi. W większości suplementów wielowitaminowych (o ile nie wszystkich) występuje on w postaci tlenku magnezu, który wchłania się fatalnie. Jego dawka też z reguły nie jest porywająca, więc na pewno jeśli mamy już objawy niedoboru magnezu, taki specyfik nam nie pomoże. Trzeba wtedy postawić na dobry preparat magnezu.

Sami więc widzicie, że z tymi preparatami witaminowymi, to wcale nie jest tak kolorowo ;) Czasami pewnie warto "superpigułkę witaminowo - mineralną" zamienić na kilka preparatów przyjmowanych oddzielnie, zwłaszcza że, rzadko jest tak, że potrzebny  nam jest akurat cały zestaw witamin i minerałów. 

I jeszcze jedno, pamiętajcie, że witaminy często wchodzą w interakcje z innymi lekami. Przykładem jest witamina K (także obecna w większości suplementów), która zmniejsza skuteczność leków przeciwzakrzepowych. A więc... Tak jak pisałam wcześniej - zawsze należy indywidualnie rozważyć stosowanie preparatu witaminowego, bo można sobie zaszkodzić.



Warto również przeczytać:


czwartek, 6 czerwca 2013

Jak się pozbyć kurzajek?

Dziś zgodnie z Waszą sugestią kilka słów na temat brodawek, pospolicie zwanych kurzajkami. Brodawki to dość częsta przypadłość, która dotyczy szczególnie dzieci i młodzieży, choć mogą one występować także u dorosłych. Każdy, kto zetknął się z tym problemem, wie, że brodawki to takie grudkowe zmiany skórne, ale... chyba nie wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego czym są wywoływane. Często bowiem pacjenci przychodzący po poradę do apteki są zdziwieni, co to takiego i skąd się bierze.

Otóż, za powstawanie brodawek odpowiada zakażenie wirusem HPV (Human Papilloma Virus = ludzki wirus brodawczaka). Wyróżnić można wiele typów wirusa HPV, które odpowiadają za różne typy brodawek. Nie będę się tutaj wdawać w szczegółową klasyfikację brodawek, żeby Was nie zanudzać, ale dla porządku wymienię główne typy.

Są to:

1. Brodawki pospolite (zwykłe) - to grudki naskórkowe o szorstkiej powierzchni, okrągłe lub o nieregularnym kształcie,  najczęściej koloru skóry lub nieco ciemniejsze, pojawiające się głównie na dłoniach, łokciach, twarzy i owłosionej skórze głowy. Pamiętam gdy jako dziecko zastanawiałam się co to są te czarne punkciki na powierzchni brodawek, a mama mówiła, że to "korzenie" ;) Wiecie co to takiego tak naprawdę? Skrzepy krwi z kapilar.
Brodawki pospolite czasami występują wokół paznokci, mogą nawet wchodzić pod paznokieć, co jest bolesne. Takie brodawki są zazwyczaj trudne do usunięcia i często odpowiadają za zniszczenie macierzy paznokcia.

2. Brodawki płaskie młodocianych to najczęściej żółtobrązowe grudki o gładkiej powierzchni, które z reguły występują u dzieci i młodzieży. Bardzo szybko się rozprzestrzeniają, dlatego ważne jest ich szybkie leczenie.

3. Brodawki podeszwowe - występują najczęściej na podeszwach stóp, są płaskie lub lekko wyniosłe. Czasem tak głęboko wrastają w skórę, że stają się bolesne i utrudniają chodzenie.

4. Brodawki płciowe (kłykciny kończyste) - występują na błonie śluzowej narządów płciowych w postaci kalafiorowatych tworów, zakażenie następuje drogą kontaktów seksualnych


sobota, 1 czerwca 2013

Permen KING

Tak sobie pomyślałam, że sporo na moim blogu było już tematów dla kobiet, trochę o dzieciakach, a jakoś Panowie są "poszkodowani", mimo, że nie jest to przecież tylko 'babski' blog. Postanowiłam więc wziąć dziś na tapetę typowo męski preparat, a mianowicie "Permen KING", który pojawił się na rynku farmaceutycznym, po dość długim czasie królowania zwykłego "Permenu".

Pracując w aptece zauważyłam, że specyfiki tego typu są bardzo popularne wśród mężczyzn w pewnym wieku. Nie ma się co temu dziwić, bo zaburzenia sprawności seksualnej to częsty, choć niestety wstydliwy problem, który pewnie wielu mężczyznom spędza sen z powiek. Dysfunkcje seksualne u mężczyzn, związane są najczęściej ze spadkiem libido oraz z zaburzeniami erekcji i wytrysku. Statystyki są na tym polu niestety mało przyjemne, bo aż 40% panów powyżej 40 roku życia cierpi z powodu zaburzeń erekcji. 

Przyczyn wymieniać można sporo. Czasami problemy z erekcją są następstwem innych schorzeń, np. układu sercowo-naczyniowego (miażdżyca, nadciśnienie), czy zaburzeń neurologicznych (stwardnienie rozsiane, nefropatia cukrzycowa). Czasem związane są z przyjmowanymi lekami (np. przeciwdepresyjne, uspokajające), niekiedy z nadużywaniem alkoholu, choć warto tutaj zaznaczyć, że w małych dawkach alkohol pomaga w osiągnięciu erekcji, więc np. lampka wina przed jak najbardziej ;) 
Zaburzenia wzwodu to jednak problem nie tylko starszych panów. Problemy tego typu dosięgają także młodych mężczyzn, co przeważnie wynika z niskiej samooceny czy obawy przed ośmieszeniem. Życie w ciągłym stresie i pośpiechu także może pociągać za sobą problemy łóżkowe. 

Rynek farmaceutyczny obfituje w suplementy diety mające poprawiać sprawność seksualną. Czym wyróżnia się więc "Permen KING"? 


wtorek, 28 maja 2013

Katar alergiczny

Chyba większość z nas lubi wiosnę, bo przyroda budzi się do życia,  jest pięknie, wszystko kwitnie. Mi najbardziej podobają się kwitnące drzewa owocowe, szczególnie morele ;), ale... niestety wiosna nie dla wszystkich jest taką sielanką. Część osób co roku na wiosnę musi zmagać się z pyłkami roślin, które są bądź co bądź dość trudnym, a czasami nawet groźnym przeciwnikiem. Wszędobylskie pyłki mikroskopijnej wielkości bardzo łatwo wnikają bowiem do organizmu (głównie przez nos i gardło) i u osób nadwrażliwych mogą wywoływać objawy alergiczne, jak na przykład: katar, kaszel czy też zapalenie spojówek. Na czarnej liście pyłków, które szczególnie dają się we znaki alergikom, można znaleźć między innymi pyłki: leszczyny, topoli, olchy, dębu, brzozy czy wierzby, a także pyłki traw.




Osoby, których dotyczy problem alergii na pyłki, powinny znać okresy pylenia roślin i pamiętać, że różny jest czas kwitnienia (pylenia) tej samej rośliny w różnych regionach geograficznych Polski. Ponadto warto śledzić komunikaty o aktualnym i prognozowanym stężeniu pyłku roślin, które można znaleźć na internecie lub na antenie TVN Meteo. 
Nie od dziś wiadomo, że najlepszym sposobem walki z alergią jest ograniczenie bezpośredniego kontaktu z alergenem. Oczywiście nie da się wyeliminować pyłków z naszego otoczenia, jednak można ograniczyć przynajmniej częściowo kontakt z nimi. W suche i słonecznie dni stężenie pyłków jest największe. Warto o tym pamiętać i unikać wtedy spacerów tam, gdzie jest zielono. Gdy stężenie pyłków jest szczególnie duże, dobrym azylem dla alergika będzie dom, choć oczywiście nie zawsze da się zamknąć w czterech ścianach ;) W dzień najlepiej nie otwierać okien, a wietrzyć mieszkanie głównie nocą lub wczesnym rankiem, szczególnie po deszczu. Wychodząc na zewnątrz dobrze jest zakładać okulary przeciwsłoneczne, które ochronią nasze oczy.

Co jednak zrobić, jeśli już dopadnie nas katar alergiczny? 
Katar sienny (alergiczny) to nic innego jak stan zapalny błony śluzowej nosa. Staje się ona obrzęknięta i produkuje nadmierne ilości śluzu. Główne objawy alergicznego nieżytu nosa to: wyciek wodnistej wydzieliny z nosa, uczucie zatkania nosa, nasilony świąd oraz kichanie. Niestety są to w większości objawy bardzo uciążliwie i pacjenci często zgłaszają się z nimi do apteki. 

Jak więc można je załagodzić?

Na pewno warto nawilżać śluzówkę nosa i regularnie ją oczyszczać za pomocą wody morskiej. Na rynku aptecznym mamy tutaj całą gamę preparatów do higieny nosa np. "Marimer" czy "Sterimar". W przypadku kataru alergicznego polecane jest stosowanie wody morskiej wzbogaconej manganem. Mangan bowiem wykazuje działanie antyalergiczne i hamuje uwalnianie histaminy, która odpowiada za większość objawów alergicznych. W łagodzeniu objawów alergicznego nieżytu nosa pomocne mogą być też preparaty do stosowania miejscowego, zawierające substancję o działaniu przeciwalergicznym -kromoglikan disodowy. Przykładem jest aerozol donosowy "Cromohexal".

Obecnie jednak standardem przy alergicznym zapaleniu błony śluzowej nosa jest stosowanie donosowo glikokortykosteroidów, i to zarówno u dzieci jak i dorosłych. Preparatów jest tutaj sporo, np. "Buderhin", "Avamys", "Nasonex" czy "Fanipos". Wszystkie wydawane są z apteki na podstawie recepty i o ich stosowaniu zawsze decyduje lekarz. Z reguły są to preparaty dobrze tolerowane, a z uwagi na bardzo niską biodostępność, czyli część dawki, która przedostaje się do krążenia ogólnego, mogą być stosowane przewlekle. Efekty uboczne pojawiają się rzadko i najczęściej związane są z nieprawidłową aplikacją leku. Są to: tworzenie się strupów, wysuszenie błony  śluzowej nosa, czy krwawienia z nosa. 
Pamiętajcie, żeby zawsze donosowe preparaty sterydowe aplikować po dokładnym oczyszczeniu nosa za pomocą soli fizjologicznej lub roztworu wody morskiej. Warto podkreślić także, aby dozownik leku kierować w stronę bocznej ściany nosa, a nie na przegrodę nosową. Nie zawsze lekarze o tym mówią, a jest to bardzo ważne. I pamiętajcie, że pełne działanie kortokosteroidów donosowych rozwija się po kilku dniach stosowania, więc efekt nie będzie natychmiastowy. U części chorych poleca się rozpoczęcie kuracji na 7-10 dni przed nierozpoczęciem sezonu pylenia, aby uzyskać maksymalny efekt.

Czasami jednak leczenie miejscowe nie wystarcza i trzeba sięgnąć po doustne leki przeciwhistaminowe. Kiedyś wydawane były one z apteki tylko na podstawie recepty lekarskiej. Obecnie mniejsze ich opakowania nabyć można bez recepty, choć oczywiście przy długotrwałym stosowaniu warto mieć receptę, bo niektóre z tych leków są refundowane. 
Leki te podzielić można na kilka generacji:

Leki I generacji są obecnie rzadko stosowane, z uwagi na nasilone działania niepożądane ze strony ośrodkowego układu nerwowego tj. senność, otępienie, zaburzenia koordynacji ruchowej, a także trudności w oddawaniu moczu, czy zaburzenia ze strony przewodu pokarmowego. Kiedyś popularny był choćby "Diphergan" , dziś stosuje się go rzadko, podobnie zresztą jak "Clemastinum", czy "Ketotifen".

Większość preparatów stosowanych przy alergicznym nieżycie nosa, należy do II generacji leków przeciwhistaminowych. Leki te pozbawione są większości działań niepożądanych, charakterystycznych dla leków I generacji i zna je chyba każdy alergik ;)  Zaliczamy do nich między innymi:

  • cetyryzynę (preparaty: "Zyrtec", "Allertec", "Alerzina", "Amertil") Uwaga! Preparaty z cetyryzyną mogą powodować senność i zaburzenia koncentracji. Nie powinno się ich stosować przy prowadzeniu pojazdów czy obsłudze maszyn.

  • loradatynę (preparaty "Aleric", "Claritine", "Flonidan", "Loratan") Loratadyna także niekiedy może powodować senność, co zależy od predyspozycji organizmu. Każdy więc powinien sam sprawdzić reakcję swojego organizmu na ten lek.

Generalnie jednak, tak jak wszystko, tak i rynek leków stale się rozwija i dziś bardzo popularne są leki przeciwhistaminowe, przez niektórych klasyfikowane jako leki III generacji, a przez niektórych zaliczane do generacji II. 
Są to:

  • bilastyna ("Bilaxten" - na receptę)
  • feksofenadyna ("Telfexo" w dawce 120mg i 180mg - na receptę, ale  np. "Allegra" w dawce 120mg - bez recepty)
  • desloratadyna ("Aerius" - na receptę)
  • rupatadyna ("Rupafin" - na receptę)
  • lewocetyryzyna ("Xyzal"-na receptę, ale "Lirra Gem" - bez recepty)

Leki te skutecznie redukują wydzielinę z nosa, kichanie i świąd. Uważa się, że są one pozbawione efektu sedacji (senność, otępienie) i mogą być bezpiecznie polecane kierowcom, ponieważ nie obniżają sprawności psychofizycznej. Zawsze jednak warto indywidualnie ocenić reakcję organizmu na lek.

Pamiętajcie także o preparatach wapnia "dedykowanych" alergikom. Czasami w składzie mamy dodatkowo kwercetynę, która wspomaga działanie przeciwuczuleniowe. Przykładem jest "Calcium Duo Alergo" Polskiego Leku.

Warto poszukać związków o działaniu antyalergicznym także w świecie roślin. 
Przykładem jest chociażby pachnotka zwyczajna, która łagodzi objawy alergii na pyłki i roztocza, oraz katar sienny. Wyciąg z nasion pachnotki zwyczajnej wchodzi w skład preparatu "Allergocaps". Za 30 kapsułek trzeba zapłacić kilkanaście złotych, więc bardzo przyzwoicie.

Jak więc widać, jest wiele preparatów, które mogą pomóc przetrwać alergikom ciężkie chwile, gdy zaatakują pyłki ;) Zawsze jednak leczenie alergicznego nieżytu nosa powinno być dostosowane do danego pacjenta i uzależnione od rodzaju alergenu oraz nasilenia dolegliwości.


Warto również przeczytać:

piątek, 24 maja 2013

Desmoxan, czyli jak rzucić palenie

Dzisiejsza pogoda za oknami nie napawa optymizmem, ale mimo wszystko wybrałam się z dzieciakami na spacer. W drodze powrotnej spotkał nas deszcz, więc schowaliśmy się pod wiatę przystankową i ... moje nerwy zostały wystawione na próbę, bo niejaki jegomość w średnim wieku, siedząc na ławce przystanku ostentacyjnie palił papierosa. Jak widać, nie wszyscy wzięli sobie do serca zakaz palenia w miejscach publicznych... niestety :(

Dziś więc kilka słów o nałogu palenia, bo mimo wszystko to w dalszym ciągu problem bardzo powszechny. Statystyki są na tym polu niestety przygnębiające, zarówno w Polsce, jak i na świecie. Na koniec wspomnę o lekach, które mogą pomóc w rzuceniu nałogu.

Za fizyczne uzależnienie od papierosów odpowiada nikotyna i to ona jest główną przyczyną nałogowego palenia tytoniu. Nikotyna już po kilku sekundach od podania działa na układ nerwowy, zarówno autonomiczny, jak i ośrodkowy. Odpowiada ona za pobudzenie tzw. układu nagrody, stąd uczucie przyjemności jakie nam towarzyszy, gdy zaciągamy się dymem papierosowym. Ale pamiętajcie, że nikotyna jest silną trucizną i może spowodować ostre zatrucie objawiające się między innymi: nudnościami, wymiotami, zawrotami głowy, zaburzeniami akcji serca czy oddechu. 
Warto też uświadomić sobie, że papieros jest nie tylko źródłem nikotyny, ale dostarcza on palaczowi z dymem tytoniowym bardzo wielu substancji chemicznych, z których około 40 związków ma udowodnione działanie rakotwórcze. Po co więc świadomie narażać swoje zdrowie, sięgając każdego dnia po papierosa? Wiem, wiem.... niektórzy mają taki poranny rytuał, że zamiast śniadania to kawa i papierosek, ale uwierzcie, że nie warto tak zaczynać dnia. Nie warto, bo po pierwsze szkoda zdrowia, a po drugie szkoda pieniędzy. Nie wiem jak Wy, ale ja wolę zamiast "puszczać z dymem" tyle kasy, a w skali roku są to naprawdę spore sumy, wybrać się na jakąś ciekawą wycieczkę ;)


sobota, 18 maja 2013

Jak się pozbyć ciemieniuchy?

Dość dawno nie było na moim blogu wątków "dziecięcych", a przecież ostatnio moje życie upływa pod hasłem "dzieciaki" :), bo opieka nad moimi Szkrabami pochłania mnie niemal całkowicie. Dziś więc kilka słów na temat ciemieniuchy, która kiedyś uważana była za wynik nieodpowiedniej pielęgnacji niemowlaka i zaniedbań mamy. Czasy się jednak zmieniają i teraz podejście jest już zupełnie inne. Na szczęście :)

Ciemieniucha to częsta, aczkolwiek z reguły niegroźna przypadłość małych dzieci, która objawia się żółtawymi, łuszczącymi się zmianami na główce dziecka. Nazwa ciemieniucha pochodzi od "ciemiączka", bo właśnie obok niego najczęściej się umiejscawia. Czasami jednak zmiany są tak rozległe, że zaobserwować je można poza owłosioną skórą głowy, także za uszkami, niedaleko brwi, czy noska,  a nawet w okolicy pieluszkowej. 
Co jest przyczyną ciemieniuchy? Do końca nie wiadomo, ale uważa się, że jest ona wynikiem działania hormonów mamy, które jeszcze jakiś czas po porodzie krążą w organizmie dziecka. Prawdopodobnie to one odpowiadają za nadmierną aktywność gruczołów łojowych w skórze dziecka i tym samym ciemieniuchę. Niestety... My kobiety nie mamy lekko ;) - nie dość, że musimy znosić trudy ciąży i porodu, to jeszcze potem pośrednio na nas zwala się "winę" za takie przypadłości naszych Szkrabów jak ciemieniucha czy trądzik niemowlęcy. On też podobno występuje za sprawą hormonów mamy.

Wracając jednak do tematu.
Ciemieniucha pojawia się często w okolicy 3-6 tygodnia życia i z reguły ustępuje po ukończeniu 3 miesiąca życia dziecka. Czasami jednak nawraca i pojawia się u starszych niemowlaków,  a nawet 2 latków. Właściwie poza tym, że jest to defekt kosmetyczny, bo rzeczywiście nasilona ciemieniucha wygląda bardzo nieestetycznie, nie jest ona w żaden sposób uciążliwa dla dziecka. Na szczęście nie swędzi! Nie znaczy to jednak, że można ją ignorować. Warto sobie uświadomić, że utrudnia ona skórze oddychanie, a nie leczona może przerodzić się w naprawdę twardą skorupę na główce naszego słodkiego Bobasa. I wtedy już nie będzie łatwo się jej pozbyć. Polecam więc zacząć walkę z ciemieniuchą, gdy tylko się pojawi. Pamiętajcie jednak, aby przy usuwaniu łusek z główki naszego szkraba zawsze zachować delikatność. Nie wolno w żadnym wypadku ich zdrapywać, bo skóra głowy niemowlaka jest naprawdę bardzo, bardzo wrażliwa i niezmiernie  łatwo ją podrażnić. 

W jaki sposób szybko można pozbyć się ciemieniuchy? Z pomocą może nam przyjść oliwka dziecięca. Wiem, wiem... dziś już odchodzi się od stosowania oliwki, ale w przypadku ciemieniuchy może ona okazać się pomocna. Wystarczy 15-30 minut przed kąpielą posmarować główkę dziecka oliwką i  ewentualnie, aby lepiej zadziałała, nałożyć na ten czas bawełnianą czapeczkę. Później myjemy główkę delikatnym szamponem i delikatnie za pomocą miękkiej szczotki wyczesujemy łuski. 
Z domowych sposobów można zrobić peeling z namoczonych wcześniej w ciepłej wodzie płatków owsianych. Taką "papkę owsianą" nanosimy na skórę głowy, a następnie wykonujemy delikatny masaż, co daje efekt złuszczająco-zmiękczający :) Właśnie przypomniały mi się "racuchy owsiane", które były moim rarytasem podczas ciąży ;)

Czasami jednak to nie wystarcza i trzeba sięgnąć po gotowe preparaty z aptecznej półki. Co więc mamy do dyspozycji?

Jak dla mnie bezwzględnym numerem jeden w tej dziedzinie, który sprawdził się i przy pierwszym dziecku i teraz, jest Mustela bebe "Szampon w piance dla noworodków". Jest to bardzo delikatny szampon w formie pianki, który i zapobiega i skutecznie leczy ciemieniuchę. Już po dwukrotnym użyciu, łuszczące się zmiany skórne na główce Synka ustąpiły. Teraz używam go profilaktycznie do mycia główki mojego Szkraba i problem z ciemieniuchą nie nawraca. Szampon jest bardzo wydajny - przekonałam się o tym przy pierwszym dziecku, a poza tym ładnie pachnie i nie szczypie w oczka. Cena  dość przyzwoita - ja kupiłam na promocji za 25 zł :) choć cena regularna to ok. 35 zł. 

Jeśli ciemieniucha jest bardzo nasilona, to z gamy produktów Mustela, mamy do dyspozycji jeszcze krem "Mustela Stelaker". Sama nie musiałam po niego sięgać w przypadku moich Szkrabów, ale słyszałam bardzo pozytywne opinie na jego temat. Krem ma lekką konsystencję, nie klei się i nie pozostawia tłustej warstwy i rzeczywiście skutecznie walczy z ciemieniuchą, co potwierdziło kilka moich koleżanek, którym go zarekomendowałam. W składzie mamy miedzy innymi tłuszcz z owoców awokado. "Stelaker" to produkt hipoalergiczny i warto podkreślić, że nie ma w składzie parabenów ani barwników. Tubka 40ml kosztuje ok. 35 zł, a więc jeszcze dość znośnie. 

Droższa inwestycja to  "SVR Xerial" - krem na ciemieniuchę. Za tubkę 50 ml trzeba zapłacić nawet ok. 60 zł. W składzie mamy m.in. mocznik, który odpowiada za działanie zmiękczające i wspomaga usuwanie łuszczących się zmian, a także alantoinę, masło Karite oraz witaminę B5, które łagodzą podrażnienia. Preparat podobno jest skuteczny, tylko według mnie cena jest nieco za wysoka, zwłaszcza za tego typu specyfik.

Inny preparat na bazie mocznika to krem z serii AA  "Ja i Mama krem na ciemieniuchę". Opinie także słyszałam raczej pozytywne, cena bardzo przyzwoita, bo kilkanaście złotych, choć podobno zapach jest mało przyjemny, ale to akurat pewnie da się przeżyć. Ja osobiście jakoś nie miałam ani okazji, ani wyraźnej potrzeby wypróbować żadnego produktu z serii AA "Ja i mama", ale może kiedyś nadrobię zaległości ;)

Jest jeszcze specyfik z serii Skarb matki "Olejuszka", który w składzie ma między innymi olej z krokosza, oraz ekstrakty roślinne z liści brzozy i kwiatu lipy. Skład więc chyba najdelikatniejszy z wszystkich wymienionych tutaj produktów, ale występuje oleista i tłusta konsystencja, co mi akurat średnio odpowiada... Obawiam się, że tłuste byłoby wszystko wokół ;) i podobno zapach też jest niezbyt przyjemny, więc preparat ten nie będzie na pewno moim skarbem ;)

Mimo, że z reguły dość łatwo pozbyć się ciemieniuchy, czasami konieczna może okazać się konsultacja dermatologiczna. Na pewno warto zasięgnąć porady lekarza, jeśli mimo usilnych starań po kilku-kilkunastu dniach zmiany nie zanikają, lub rozrastają się na coraz to większe obszary, albo strupki stają się wilgotne i zaczyna się z nich wydzielać żółtawy płyn. Warto też skorzystać z pomocy lekarskiej wtedy, kiedy zachowanie dziecka świadczy o tym, że zmiany mu w jakiś sposób przeszkadzają, pieką czy swędzą. 


Warto również przeczytać:

wtorek, 14 maja 2013

Koper włoski

Zaparzając sobie dzisiaj herbatkę koperkową, postanowiłam, że koper włoski (Foeniculum vulgare) będzie bohaterem tego posta, a więc ... dziś kolejny artykuł z cyklu o ziołach. 
Koper włoski to jedna z najstarszych roślin leczniczych. Jego zdrowotne właściwości znane i wykorzystywane były już w starożytności. Roślina ta pochodzi z rejonu Morza Śródziemnego i tam też występuje w stanie naturalnym. Ech.... tak szczerze to marzy mi się już odpoczynek w jednym z krajów położonym w tym rejonie np. cieplutkiej Algierii (nieskażonej jeszcze turystyką masową) :) ale chyba przy dwójce dzieci to na razie nierealne. 
W Polsce koper włoski jest uprawiany w południowej, zachodniej i centralnej części kraju. Chyba każdy zna jego charakterystyczne baldachowate kwiaty i dość mocny, anyżowy zapach. Surowcem leczniczym kopru włoskiego są owoce (Fructus Foeniculi) oraz olejek koprowy (Oleum Foeniculi). 

Owoc kopru ze względu na: działanie wiatropędne, rozkurczowe i pobudzające  perystaltykę jelit oraz wydzielanie soku żołądkowego, stosuje się w lecznictwie głównie w dolegliwościach przewodu pokarmowego. Jest on pomocny przy wzdęciach, zaburzeniach trawienia, braku łaknienia, nieregularnych wypróżnieniach, a także stanach skurczowych żołądka i jelit. 

W łatwy sposób można sporządzić sobie w warunkach domowych napar z owoców kopru. W tym celu wystarczy 1 łyżkę owoców kopru włoskiego zalać 2 szklankami wrzącej wody i zaparzać pod przykryciem około 20 minut. Potem całość należy odstawić na 10 minut, a następnie odcedzić i pić mniej więcej pół szklanki takiego naparu kilka razy dziennie. Taki napar na pewno będzie skuteczny przy wzdęciach oraz załagodzi uczucie ciężkości po posiłku, więc jeśli macie tego typu problemy, pamiętajcie o koprze.

Pracując w aptece zauważyłam, że chyba większość pacjentów z problemem wzdęć sięga od razu po leki takie jak "Espumisan", "Esputicon", czy reklamowany przez Magdę Gessler "Ulgix wzdęcia". Wydaje mi się jednak, że warto pamiętać o alternatywie ziołowej. Dość dobra na problemy trawienne jest na przykład herbatka "Boldo fix" zawierająca w składzie koper włoski, miętę oraz rumianek.

Dla tych zaś, którzy nie lubią parzyć ziółek i nie mają przekonania do herbatek, polecić mogę w 100% naturalny preparat z firmy Aboca "Finocarbo plus" kapsułki. 
Zawiera on w swoim składzie węgiel drzewny o własnościach pochłaniających oraz unikalną kompozycję ziołowych ekstraktów, między innymi z kopru włoskiego, a także rumianku, kminku zwyczajnego, kminu rzymskiego oraz olejki eteryczne z mięty i kopru włoskiego. 
Dlaczego właśnie ten preparat? 
Tak różnorodny skład na pewno skutecznie złagodzi wzdęcia czy uczucie ciężkości po posiłku. Podkreślić należy także wygodę stosowania, bo jest to specyfik w formie kapsułek, łatwych do przełknięcia. 
Powiem wam szczerze, że sporo poczytałam o procesach produkcyjnych i technologicznych firmy Aboca, która jest we Włoszech zdecydowanym liderem w produkcji i sprzedaży preparatów roślinnych i naprawdę jestem pod wrażeniem. Wszystkie rośliny pochodzą z własnych, ekologicznych upraw firmy i wolne są od pestycydów, środków ochrony roślin i nawozów. Jako ciekawostkę podam fakt, że Aboca uprawia ponad 70 gatunków roślin leczniczych na ponad 1800 akrach pól w sercu Toskanii. Co ważne, w procesie produkcji nie stosuje się substancji wypełniających, utrwalających, barwiących, zapachowych ani konserwantów, mamy więc produkt rzeczywiście w 100% naturalny. 
Dla porównania weźmy sobie dowolny preparat Colfarmu z serii "Zioła w tabletkach" np. Melisa, gdzie poza ekstraktem z melisy mamy w składzie całą masę substancji pomocniczych tj. celuloza mikrokrystaliczna, sole magnezowe kwasów tłuszczowych, sól sodowa karboksymetylocelulozy, dwutlenek krzemu, sorbitol, kwasy tłuszczowe, guma arabska, karagen. Chyba więc nazwa "zioła w  tabletkach" jest zdecydowanie na wyrost, bo mamy w nich nie tylko zioła ;)), ale całą masę niekoniecznie potrzebnych substancji dodatkowych.

A wracając do kopru, to warto tutaj wspomnieć też o tym, iż jest to surowiec bardzo często wykorzystywany także w pediatrii, głównie jako środek antykolkowy. Z owoców kopru sporządza się pierwsze napoje (herbatki), które podać można dzieciom już od drugiego tygodnia życia. Herbatka koperkowa ułatwia usuwanie gazów jelitowych, które powodują bolesne skurcze i bóle brzuszka (niemowlęca kolka jelitowa), przez co działa przeciwbólowo i uspokajająco. Umożliwia ona dziecku (a także rodzicom) ;) spokojny sen. Mojego młodszego Synka na szczęście kolki ominęły :), jednak przy starszym przekonałam się jak męczące one bywają i dla dzieciaczka i dla rodziców. 

Owoc kopru wykazuje także słabe działanie uspokajające oraz pobudzające laktację. Jest składnikiem herbatek laktacyjnych np. "MioBio herbatka dla matki karmiącej", albo "Herbatka ziołowa dla matek karmiących wspomagająca laktację" Herbapolu Warszawa. Mi osobiście smakowo bardziej odpowiada ta druga ;), choć efekt jest przy obydwu podobny.

Działanie owocu kopru nie ogranicza się jednak do laktacji i przewodu pokarmowego. Pobudza on także wydzielanie śluzu w górnych drogach oddechowych (gardło, krtań, tchawica), a także przywraca prawidłowy ruch nabłonka rzęskowego, przez co ułatwia odkrztuszanie. O jego działaniu wykrztuśnym chyba często niestety zapominamy.

Innym często stosowanym składnikiem pozyskiwanym z kopru włoskiego jest olejek koprowy. Wykazuje on, podobnie jak owoc kopru, działanie wiatropędne i rozkurczowe na mięśnie gładkie przewodu pokarmowego, a także działanie sekretolityczne w obrębie dróg oddechowych ( zwiększa objętość wydzieliny, a zmniejsza jej gęstość, ułatwiając odkrztuszanie), stąd jego zastosowanie jest podobne do owoców kopru. Doustnie olejek koprowy powinien być jednak stosowany ostrożnie, bo w nadmiarze może powodować podrażnienie błon śluzowych przewodu pokarmowego, a nawet odurzenie. Nie należy stosować olejku koprowego w ciąży, ponieważ pobudza on skurcze macicy.

Warto wspomnieć, że olejek z kopru działa także przeciwbakteryjnie oraz przeciwpasożytniczo, dlatego zwalcza się przy jego pomocy niektóre choroby pasożytnicze (np. świerzb, wszawicę), stosując go zewnętrznie.
Jako ciekawostkę podam fakt, że olejek z kopru jest także składnikiem niektórych kosmetyków antycellulitowych z racji na fakt, iż poprawia mikrokrążenie skórne. Ciekawe, prawda?

Poza tym koper włoski jest jednym ze składników, znanej pewnie większości z Was oraz zyskującej coraz większą popularność tzw. 'maści końskiej', stosowanej przy bólach mięśniowo-stawowych. Ma on bowiem działanie przeciwskurczowe i łagodzące bóle reumatyczne.

I uwaga panowie ;) pewnie nie wszyscy z Was wiedzą, ale koper w świecie antycznym był znanym afrodyzjakiem:) Może warto zatem częściej używać go w kuchni...? ;)


Warto również przeczytać: