środa, 28 stycznia 2015

ABC sterydowych inhalacji wziewnych

Moi drodzy dziś będzie troszkę nietypowo, bo krótko i zwięźle. :) Ja to z natury jestem gadułą, więc krótkie artykuły na blogu to rzadkość, ale... niech będzie przynajmniej jakaś odmiana. ;)
Niestety pogoda za oknami jest jaka jest, a wszędobylskie wirusy szaleją. W aptece więc spotykam często rodziców... hmmm... a właściwie z reguły mamy - bo to one najczęściej biegają po lekarzach - z receptami na sterydy podawane wziewnie. Mamy małych alergików pewnie znają preparaty takie jak "Pulmicort", bądź tańszy zamiennik "Nebbud". Dla nich to chleb powszedni. Dziś jednak sterydy wziewne zalecane są nie tylko alergikom, ale także choćby przy zapaleniu oskrzeli, krtani itp. Osobiście trochę mnie przeraża już sama liczba recept na sterydy wziewne, jakie aplikuje się małym pacjentom, ale... na to wpływu my farmaceuci, nie mamy. A więc...

O czym należy pamiętać przy inhalacjach z "Pulmicortu" vel "Nebbudu" czyli ABC bezpiecznej i skutecznej inhalacji:

wtorek, 20 stycznia 2015

Morwa biała

Lubicie słodycze...? ;)
Ja niestety uwielbiam i w nawyk wpadła mi już poranna kawa w zestawie z ciasteczkiem. ;) To takie moje 'must have' każdego dnia. ;) 
Nie wszyscy jednak mogą sobie pozwolić na taką "ekstrawagancję". Mowa tutaj przede wszystkim o osobach cierpiących na cukrzycę, która dziś jest niestety już schorzeniem cywilizacyjnym. 
Taka mała ciekawostka. WHO szacuje, iż w 2030 roku liczba chorych na cukrzycę wyniesie ok. 380 mln. Przerażające, prawda...?

Cukrzycę charakteryzuje przewlekła hiperglikemia, czyli podwyższony poziom cukru we krwi. Jest to związane z zaburzeniem wydzielania i/lub działania insuliny - hormonu, który reguluje gospodarkę węglowodanową organizmu. Ale w cukrzycy mamy do czynienia nie tylko z zaburzeniami metabolizmu węglowodanów, ale również tłuszczów i białek. W efekcie prowadzi ona  do niewydolności wielu narządów: nerek, serca, narządu wzroku, nerwów, bądź naczyń krwionośnych. Nieleczona cukrzyca może więc być przyczyną groźnych powikłań. Właśnie dlatego tak ważna jest:

- po pierwsze: wczesna diagnostyka cukrzycy;
- po drugie: właściwe leczenie pod kontrolą diabetologa.

Pamiętajcie jednak, że kluczowe znaczenie w cukrzycy ma odpowiednia dieta. Wymaga ona dość dużo samozaparcia i rezygnacji z tego, co z reguły lubimy, czyli: słodyczy i alkoholu. ;) Ale gwarantuję, że jest to wykonalne - sama z racji na cukrzycę ciążową, skazana byłam na dietę i choć jestem łasuchem na słodycze, dałam radę. :) O samej cukrzycy ciążowej pisałam zresztą w dedykowanym artykule. 

Dziś natomiast kilka słów na temat morwy białej, która może odgrywać rolę wspomagającą w terapii cukrzycy. Zwłaszcza jeśli mamy do czynienia z cukrzycą typu II, która związana jest ze zmniejszeniem wrażliwości tkanek i narządów na insulinę.


środa, 14 stycznia 2015

Test na menopauzę

Zapewne większość studentów drży na słowo "test"... hihi. Sama pamiętam, że jakoś nie za bardzo lubiłam tą formę sprawdzania wiadomości. A test wielokrotnego wyboru to już zawsze spędzał mi sen z powiek. :) 
Obecnie w pracy także spotykam się z rozmaitymi testami, ale w innym sensie. Jak zapewne wiecie w aptece nabyć można testy ciążowe, owulacyjne, testy do wykrywania narkotyków, testy na Helicobacter pylori i masę innych - czyli - 'do wyboru do koloru'. ;) 

Ubiegłoroczną nowością jest... UWAGA!... test menopauzalny "Climea" :) Jest to test, który pomaga odpowiedzieć sobie na pytanie: mam menopauzę, czy nie...? Nie będę się tutaj rozpisywać czy coś takiego jest w ogóle potrzebne, bo zapewne zdania będą podzielone. 
Dodam tylko, że obecnie mamy dość jednoznaczną definicję menopauzy. WHO (World Health Organisation) podaje, że "menopauza to ostateczne ustanie miesiączkowania w wyniku utraty aktywności pęcherzykowej jajników, po którym przez okres 12 miesięcy nie wystąpiło już żadne krwawienie". Kryteria są więc dość jasne. 
Natomiast wracając to testu "Climea"...


czwartek, 8 stycznia 2015

Na pękające naczynka... Redblocker?

Z uwagi na niedawny okres świąteczno-noworoczny miałam kilka chwil na oglądanie TV, gdzie natknęłam się na reklamę suplementu diety "Redblocker" i postanowiłam, że nie mogę pozostać wobec niej obojętna. Zwłaszcza, iż dostałam już od Was kilka zapytań z prośbą o opinię na temat tego preparatu. 

"Redblocker" to właściwie cała linia produktów stworzona z myślą o skórze naczynkowej przez firmę Aflofarm. W jej skład wchodzą kosmetyki (o nich napiszę innym razem), a także preparat doustny, który właśnie wezmę dziś 'pod lupę'. 
Sama nazwa wydaje się dość lotna, osoby znające język angielski prawdopodobnie od razu skojarzą ją ze skuteczną walką z zaczerwienieniami na skórze. ;) 
Ale nazwa to tylko marketing - przejdźmy lepiej do konkretów, czyli składu. ;)

Prym wiodą tutaj diosmina i hesperydyna. Co to takiego? 
Otóż są to związki pochodzenia roślinnego, które wspomagają prawidłowe funkcjonowanie naczyń krwionośnych. Bardziej się wgłębiając w temat - chodzi o zmniejszenie przepuszczalności ścian naczyń krwionośnych (ich wzmocnienie), a także zwiększenie ich elastyczności, czyli przy cerze naczynkowej jak znalazł. ;)
Niestety to tylko pozory, ponieważ dawki obydwu substancji są raczej symboliczne: 50mg diosminy i 50mg hesperydyny to, chciałoby się rzecz, "tyle co kot napłakał". ;) Nie udało mi się dotrzeć do żadnych publikacji, które potwierdziłyby jakiekolwiek działanie diosminy w tak niskiej dawce na naczynia krwionośne. 
Dla porównania - większość preparatów z diosminą, które znajdziecie na aptecznych półkach, zawiera jej 500, bądź nawet 1000mg i są to już nie suplementy diety, a leki. Jednak nawet pośród suplementów nietrudno znaleźć taki z dawką 300 mg diosminy, a więc w "Redblockerze" szału nie ma. :(

Kolejny składnik to rutozyd znany pewnie większości z Was z takich 'topowych' produktów aptecznych jak "Rutinoscorbin" lub "Rutinacea". Jest to także związek flawonoidowy, który wykazuje właściwości uszczelniające naczynia krwionośne. Tutaj dawka właściwie jest standardowa i wynosi 50mg, natomiast nie wiem, czy wiecie, że rutozyd (inaczej rutyna) jest bardzo słabo przyswajalny przez organizm. Mój znajomy profesor z uczelni na Farmakognozji mawiał, że trzeba by zjeść na raz całe opakowanie "Rutinoscorbinu", żeby odczuć jakiś pozytywny efekt. ;) Oczywiście nie namawiam tutaj do tego.

Skład uzupełnia witamina C w ilości 80mg oraz ... niacyna (zwana witaminą PP), ale one raczej niewiele tutaj wniosą jeśli chodzi o pożądane efekty.
Ba... niacyna (czyli witamina PP) z racji na fakt, iż może rozszerzać drobne naczynia krwionośne, czasami wywołuje działania niepożądane tj. rumień twarzy, czy zaczerwienienie skóry. Średnio mi tu więc pasuje, bo przecież nam chodzi o walkę z zaczerwienieniami. :)
Generalnie więc jest to dość przeciętny preparat, jedyne co w nim jest przyzwoite, to cena oraz zalecane dawkowanie - 1 raz dziennie 1 tabletka. Tylko, że co z tego, jeśli z takim składem o efektach nie może być mowy.

"Redblocker" nie, a więc....


Jakie preparaty skutecznie wzmocnią pękające naczynka na nogach, bądź na twarzy?

sobota, 3 stycznia 2015

Witamina K - nowe zastosowanie

W ostatnim czasie bardzo dużym zainteresowaniem pacjentów cieszy się witamina K. Może nie ma aż takiego 'szału' jak z magnezem, ale ... "Witamina K2" z Solgara znika z aptecznej półki w błyskawicznym tempie, nawet pomimo dość sporej ceny. Czy wiecie dlaczego tak jest?

Postanowiłam zgłębić temat i uczynić witaminę K 'bohaterką' dzisiejszego artykułu. Myślę, że w pełni zasłużyła na to miano. 

wtorek, 30 grudnia 2014

Co ma szampan do depresji? ;)

Niebawem rok 2014 przejdzie do historii. Już jutro o północy przy huku petard i fajerwerków oraz kieliszku szampana przywitamy Nowy Rok. Co przyniesie...?
Tego nie wie nikt, ale życzę Wam wszystkim z całego serca oby głównie była to radość i szczęście.

A tak a propos szampana... czy wiecie, że przed wynalezieniem leków antydepresyjnych, to właśnie nim leczono depresję? Tylko uwaga - to co potocznie nazywamy szampanem, to najczęściej wino musujące, które z prawdziwym szampanem niewiele ma wspólnego. Już w 1911 r. nazwa szampan zastrzeżona została dla win z regionu Champagne we Francji. Do produkcji szampana używa się specjalnych odmian winogron: pinot-noir, pinot-meunier i chardonnay. 



Jak wygląda proces produkcji szampana? Najpierw przeprowadza się wstępną fermentację różnych win, a następnie je degustuje i w oparciu o walory smakowe tworzy pożądaną kompozycję, czyli tzw. kupaż. Takie wino zostaje zabutelkowane. Wcześniej dodaje się cukier i drożdże, a w wyniku wtórnej fermentacji cukier rozpada się na alkohol i dwutlenek węgla, czyli znane nam bąbelki.
W butelkach wino leżakuje od 3-5 lat. Po okresie leżakowania przeznaczone jest do sprzedaży.
Dodam tutaj, iż sporo win musujących jest produkowanych metodą szampańską, np. czeski sekt 'Bohemia', który swoją drogą bardzo mi smakuje. ;)
Obecnie produkcja szampana to sztuka sama w sobie, ale i miliardowy biznes. Bąbelki szampana dają nam poczucie luksusu, choć nie tylko, gdyż jak się okazuje, także ... zdrowie. ;)

Szampan a depresja

Jak wyżej wspominałam, kiedyś szampan był używany jako środek antydepresyjny. A jak wyglądało to w praktyce?
Przez pierwszy miesiąc zalecano trzy kieliszki szampana dziennie, jako kuracja wstępna. Następnie dla podtrzymania efektu kuracji - jeden kieliszek na dzień. Brzmi kusząco, prawda? ;)
Podobno Marilyn Monroe gdy miała 'chandrę' urządzała sobie kąpiel w szampanie, zużywając ponad 300 butelek tego trunku na wannę kąpieli. 
A co wspólnego ma szampan z depresją? 
Zawiera w składzie między innymi lit, który dziś jest jednym z leków stosowanych w farmakoterapii zaburzeń afektywnych. Właściwie sole litu wprowadzone zostały do lecznictwa w latach 50-tych XX wieku, czyli stosunkowo niedawno. Nie są one jednak standardem w leczeniu depresji. 

W aptekach znajdziecie lit jako lek "Lithium carbonicum" zawierający 250mg węglanu litu w jednej tabletce. Jest on jednak wydawany w aptekach wyłącznie na podstawie recepty lekarskiej.

I jeszcze mała ciekawostka - istnieją badania, że na terenach, gdzie w wodzie pitnej występuje wysokie stężenie litu jest mniej zachorowań na choroby psychiczne.

Myślę więc, że warto zadbać o odpowiedni poziom litu w organiźmie, niekoniecznie popijając codziennie szampana. :) Bogata w lit jest np. woda 'Zuber-2', ale niestety smakuje okropnie. :(  Ponadto pewną jego ilość zawiera woda mineralna 'Piwniczanka'. Można go również znaleźć w warzywach, np. ziemniakach czy pomidorach, choć niestety w śladowych ilościach.

Na dziś kończę ten luźny artykuł, a co do poprawy nastroju, to ja jednak wolę to zrobić poprzez zakupy, zwłaszcza, że zaczęły się wyprzedaże. ;)

Warto również przeczytać:

wtorek, 23 grudnia 2014

Życzenia Świąteczne

Moi Drodzy, życzę Wam pogodnych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia, upływających w ciepłej i rodzinnej atmosferze. Niech to będzie czas radości, oderwania się od codziennych trosk, ale również zadumy nad tym co minęło i nad tym co nas czeka. 


P.S. Już po świętach wracam na blog z kolejnym artykułem. :)

niedziela, 14 grudnia 2014

Sprawy organizacyjne

W związku z problemami zdrowotnymi zmuszona jestem w najbliższym czasie ograniczyć działalność na blogu.
W praktyce oznacza to, że na razie nie będą pojawiać się nowe artykuły, a na komentarze i Wasze maile będę odpowiadała ze sporym opóźnieniem. Bardzo Was przepraszam i proszę o wyrozumiałość.

sobota, 6 grudnia 2014

Pure Collagen - tabletka młodości

                                                     artykuł sponsorowany

Chyba każda kobieta marzy, by jak najdłużej pozostać młodą i piękną. ;) Niestety procesów starzenia nie da się w pełni zahamować, choć ... okazuje się, że można je nieco spowolnić. 
Najpierw jednak zastanówmy się, co jest głównym powodem powstawania zmarszczek na skórze? Jak zapewne wiecie głównym składnikiem budulcowym skóry są włókna kolagenowe i to od ich kondycji zależy wygląd naszej skóry. 
Niestety mniej więcej od 25 roku życia kolagen obecny w skórze ulega degradacji. Proces ten "nabiera rozpędu" po 40-stce i są źródła które podają, że wtedy to już utrata kolagenu wnosi około 1% rocznie. Sporo, prawda...? 
I to właśnie ubytek kolagenu odpowiada za te nieszczęsne zmarszczki, które co tu dużo mówić w pewnym wieku są nieuniknione. Mamy więc winowajcę, a to już pierwszy krok do sukcesu. :) Wszystko wydaje się takie proste - uzupełnimy kolagen i nasza skora znów stanie się jędrna i gładka. Każdy by tak chciał. Ale... nie jest to do końca takie proste..

Jak to właściwie jest z tym kolagenem? 
Pewnie większość z Was pamięta, że kolagen to białko, które składa się z małych cegiełek, czyli aminokwasów. Ale zapewne nie wszyscy wiedzą, że kolagen to białko na swój sposób wyjątkowe, bo po pierwsze ma bardzo nietypowy skład aminokwasowy (m.in. duże ilości glicyny, proliny, hydroksyprolinę, hydroksylizynę), a po drugie charakterystyczną strukturę.
Właściwie rozróżnić można 8 typów kolagenu, ale... najbardziej powszechny jest typ I, który występuje między innymi w skórze, tkance podskórnej, ścięgnach. 

Typ II kolagenu to natomiast główny składnik budulcowy chrząstki stawowej. 

Jak się więc nietrudno domyślić - preparaty z kolagenem podzielić można niejako na dwie grupy: preparaty na stawy, gdzie kolagen najczęściej występuje w towarzystwie innych składników oraz preparaty "anti-aging". 

Istnieje obecnie wiele metod dostarczania skórze brakującego kolagenu, począwszy od zastrzyków, poprzez kremy i płyny, a kończąc na tabletkach. Ten ostatni sposób wydaje się najbardziej interesujący, gdyż kolagen, jako naturalne białko, najłatwiej i najszybciej wchłania się właśnie z krwioobiegu.

Dziś chciałabym Wam przedstawić preparat "Pure Collagen" firmy Noble Medica, który na tle konkurencji wydaje się interesujący.


http://www.noblemedica.pl/glowna/8-pure-collagen.html


Główny składnik preparatu to kolagen z ryb morskich w dawce 200mg. To pochodzenie kolagenu jest niezmiernie ważne, co chciałabym tutaj podkreślić. Jeszcze kilka lat temu swoje tryumfy święcił kolagen wołowy - nie jest  to szczególnie zaskakujące, bo był to prosty i tani sposób jego pozyskiwania. Obecnie "na topie" jest jednak kolagen pozyskiwany z ryb. Dlaczego...? Powody są co najmniej dwa. Po pierwsze wykazuje on większą biodostępność niż kolagen wołowy, a po drugie mniejsze działanie alergizujące. 

Ale to nie wszystko - kolagen występuje w tym specyfiku w duecie. :) Właściwie jest to póki co jedyny kolagen w tabletkach, któremu towarzyszy elastyna  i to w takiej proporcji jak w skórze (94 % kolagenu i 6% elastyny). Kolagen odpowiada za jędrność skóry, natomiast elastyna to białko, które gwarantuje naszej skórze elastyczność i sprężystość. A więc sami przyznacie, że to bardzo zgrany duet. ;)

Skład preparatu uzupełniają witaminy: C i E. Witaminę C wszyscy kojarzymy pewnie z sezonem infekcyjnym, ale nie wiem czy wiecie, że odgrywa ona także istotną rolę w syntezie kolagenu. Poza tym jest silnym antyoksydantem, czyli "zmiataczem" wolnych rodników, podobnie jak witamina E. Wolne rodniki nie są bez winy, jeśli chodzi o starzenie organizmu i powstawanie zmarszczek, bo to właśnie one niszczą włókna kolagenowe i elastynowe w skórze właściwej. 
Warto dodać jeszcze, iż jest to lewoskrętna witamina C, a więc... wysoko przyswajalna. 

Kolejny składnik "Pure Collagen" to ekstrakt z pestek winogron, który także wykazuje działanie antyoksydacyjne, czyli dokłada swoje trzy grosze w walce z wolnymi rodnikami.

Producent deklaruje, że zaletą stosowania specyfiku jest nie tylko poprawa elastyczności i nawilżenia skóry, spłycenie drobnych zmarszczek, ale także rozjaśnienie przebarwień oraz przywrócenie cerze witalności i blasku. Wszystko to brzmi interesująco. :) A na dodatek taka kuracja kolagenowa na pewno będzie także skutecznym wsparciem dla stawów. Jeśli chodzi o stawy, to efekty powinny być odczuwane już przy pierwszym opakowaniu, natomiast na efekt "anti-aging" trzeba poczekać nieco dłużej. Z reguły pojawiają się one przy drugim opakowaniu. 

Jedno opakowanie zawiera 100 tabletek, a zalecana dzienna dawka na początku kuracji to 4 tabletki dziennie. Taką dawkę stosujemy do momentu uzyskania efektów, czyli uzupełnienia niedoboru kolagenu. Później można ją zmniejszyć do dawki podtrzymującej, czyli 1-2 tabletki dziennie, a efekty i tak powinny być coraz bardziej widoczne.

Więcej informacji na temat "Pure Collagen" znajdziecie na stronie producenta. Istnieje tam także możliwość zamówienia tego preparatu.

http://www.noblemedica.pl/glowna/8-pure-collagen.html

sobota, 29 listopada 2014

Ospa wietrzna

Pewnie zauważyliście, że wykazywałam ostatnio nieco mniejszą aktywność blogową, a to wszystko z powodu ospy. Starszy Synek zaraził się w szkole i niestety... nie były to lekkie dni dla nas obojga. Ospa na szczęście już za nami, a ja bogatsza o nowe doświadczenia postanowiłam napisać co nieco o ospie na łamach bloga. Na początek jak zawsze kilka słów tytułem wstępu.

Co to jest ospa wietrzna i jakie są jej przyczyny...?

Ospa to choroba zakaźna wywoływana przez wirusa ospy wietrznej i półpaśca (Varicella-zoster virus), objawiająca się charakterystyczną wysypką. Ospą bardzo łatwo się zarazić, ponieważ przenosi się ona drogą kropelkową oraz wraz z ruchem powietrza nawet na odległość kilkudziesięciu metrów. Co gorsza - osoba chora zaraża już kilka dni przed pojawieniem się charakterystycznej wysypki, a przestaje zarażać dopiero wtedy, gdy ostatnie pęcherzyki przyschną, co z reguły trwa około jednego tygodnia. 
Niestety okres wylęgania choroby, czyli czas od wtargnięcia wirusa do organizmu do wystąpienia pierwszych objawów jest długi - trwa bowiem około 10-21 dni. A więc po kontakcie z chorym - czeka nas 3 tygodnie nerwówki. ;) Sama się o tym przekonałam, bo dopiero 3 tygodnie po "wysypie" u starszego syna, pojawiły się pierwsze objawy choroby u młodszego dziecka. 

Jakie są objawy choroby...? 

Początkowe objawy choroby nie są jednoznaczne i przypominają zwykłe przeziębienie, czyli... gorączka, ból głowy oraz ogólne osłabienie. Tak też wyglądało to u mojego Synka. Z reguły w 2-giej dobie pojawia się charakterystyczna wysypka - plamki, grudki, które zamieniają się w pęcherzyki wypełnione płynem. U moich Szkrabów wysypka zaczęła się w okolicach szyi i dopiero jej kolejne rzuty przyniosły wykwity na niemal całeym ciele. Pojawieniu się wysypki towarzyszyło znaczne osłabienie organizmu. Ci, którzy mają dzieci pewnie wiedzą, że niezmiernie ciężko nawet przy przeziębieniu, zmusić je do pozostania w łóżku. Ospa jednak tego dokonała, co mówi samo przez się. ;)

Warto wiedzieć, iż ospowej wysypce towarzyszy bardzo nasilony świąd, a wiadomo - rozdrapane krosty grożą powikłaniami i powstawaniem trwałych blizn.

W jaki sposób można załagodzić przebieg choroby...?

Jeśli choroba ma łagodny przebieg, to po pierwsze należy dużo wypoczywać oraz w razie potrzeby stosować leki objawowe. Ponieważ troszkę się w tym temacie zmieniło od czasów, gdy my byliśmy dziećmi, postanowiłam zebrać najistotniejsze kwestie:

- Jeśli ospie towarzyszy wysoka gorączka, należy stosować leki obniżające temperaturę, ale UWAGA! W przypadku ospy nie stosujemy ibuprofenu, tylko paracetamol. Dlaczego...? Ibuprofen może bowiem powodować zwiększone ryzyko zapalenia tkanek miękkich wywołanych przez bakterie. Krótko mówiąc - stosowanie ibuprofenu pogarsza przebieg powikłań i sprzyja ich występowaniu. Różnie to jednak jest z tą gorączką - starszy syn gorączkował kilka dni, młodszy wcale, a więc jest to kwestia indywidualna. 

- Dawniej do smarowania ospowych wykwitów zalecano stosowanie pudrów płynnych, ale... takie postępowanie nie jest obecnie wskazane. Puder płynny zasycha bowiem i tworzy nieprzepuszczalną warstwę,a pod taką "kołderką" świetnie namnażają się bakterie. Pudry płynne, czyli wszystkie białe papki, odeszły więc do lamusa;)

Co więc może być więc alternatywą dla pudru płynnego..?

Według najnowszych zaleceń może to być oktenidyna. W aptekach zakupić można
opatrunek antybakteryjny "Octenilin" żel - który skutecznie łagodzi swędzenie, a także działając antybakteryjnie, przyspiesza gojenie i zapobiega powstawaniu blizn. Ja akurat nie kupowałam tego specyfiku, bo miałam w domu "Octenisept" w spray'u (zakupiony jeszcze do pielęgnacji pępka niemowlaka ;) ) i go wykorzystałam. Może nie jest tak wygodny jak żel, ale myślę, że tak samo skuteczny. :)



Moim odkryciem jest natomiast "PoxClin" - pianka chłodząca. Jest to preparat dedykowany dzieciom chorym na ospę wietrzną - takie są jego wskazania. Przyznam się Wam szczerze, że gdy stał na aptecznej półce, nie do końca wzbudzał moje zaufanie, bo ja do takich nowości i hitów raczej zawsze podchodzę z dystansem. Jak syn załapał ospę - postanowiłam jednak spróbować to cudo i naprawdę byłam bardzo zadowolona z efektu. Wiadomo - przy ospie chyba największą udręką jest swędzenie pojawiających się pęcherzy. Pianka "PoxClin" daje natychmiastowy efekt chłodzący i kojący, przez co szybko łagodzi świąd i zmniejsza odruch drapania. Mój Szkrab sam domagał się "piankowania". :) Jedyną wadą jest dość rzadka konsystencja preparatu, przez co sama aplikacja nie jest do końca wygodna. Skład wygląda interesująco, bo preparat zawiera m.in. żel z aloesu, wyciąg z ziela lawendy oraz kwiatów rumianku. 
Właściwie wspomniana pianka i "Octenisept" na większe bąble sprawiły, że po tygodniu ospa prawie poszła w zapomnienie.

Warto pamiętać także o fiolecie gencjanowym, tylko, że z nim jest z kolei trochę zabawy, bo plami wszystko wokół. Jednak "wodny roztwór fioletu gencjanowego" może być stosowany także na błony śluzowe - co jest warte podkreślenia, bo ... ospowe wykwity zdarzają się w różnych miejscach.

Jeśli świąd towarzyszący wysypce jest wyjątkowo uporczywy, można sięgnąć po leki przeciwhistaminowe, na przykład "Fenistil" krople. Powinny troszkę złagodzić dolegliwości. 

A jak to jest z kąpielą...?

Nie zaleca się długiego przesiadywania w wannie, bo zwiększa to możliwość nadkażenia pęcherzy. Natomiast dość dobry efekt daje krótka kąpiel w roztworze nadmanganianiu potasu. Nadmanganian potasu w postaci proszku zakupić można w aptece za kilka złotych, ale pamiętajcie, aby nie wsypywać od wanny całego opakowania, tylko kilka kryształków, które sprawią, że woda stanie się lekko różowa. 

Jeśli przebieg choroby jest wyjątkowo ciężki, mamy w odwodzie jeszcze lek przeciwwirusowy - "Heviran" - ale pamiętajcie, że o jego zastosowaniu zawsze powinien zdecydować lekarz. U dorosłych z ospą "Heviran" jest niemal w standardzie, bo w późniejszym wieku choroba z reguły ma gorszy przebieg, a powikłania są niezwykle groźne. U dzieci - w większości przypadków nie jest on potrzebny. 

To chyba wszystkie najistotniejsze kwestie na które trzeba zwracać uwagę. Pamiętajcie, że przeciwko ospie można się zaszczepić. Szczepionka nie daje 100% ochrony przed zachorowaniem, ale z pewnością złagodzi jej ew. przebieg.


Warto również przeczytać: