Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 lipca 2017

Na pękające pięty

Lato w pełni, a więc sezon na sandałki trwa w najlepsze. Jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, warto więc zadbać o swoje stopy. :) Nie muszę chyba wspominać, że niezadbane paznokcie, czy zgrubiałe, popękane pięty, nie cieszą oka także postronnych obserwatorów. ;) Dziś więc kilka słów na temat preparatów do pielęgnacji pięt, czyli...

Jak zadbać o zgrubiałe i popękane pięty? 

Zacznijmy od tego, co jest przyczyną, że skóra na piętach ma tendencję do rogowacenia i dlaczego tworzą się zgrubienia?
Pewnie każdy z nas zdaje sobie sprawę, że stopy pełnią niezmiernie ważną funkcję, bo przenoszony jest na nie ciężar ciała, a ten potrafi być czasami spory. ;) Stojąca praca, a także nadwaga na pewno więc dokłada swoje trzy grosze. Poza tym przez większość roku nosimy zakryte obuwie, a więc naskórek narażony jest na rozmaite siły tarcia. Nie wiem, czy wiecie, że skóra na stopach jest grubsza niż skóra pozostałych części ciała, ponieważ osiąga grubość 4-5 mm, a dla porównania średnia grubość skóry powiek to ok. 0,5 mm. Poza tym ma mocno rozbudowany naskórek, zaś tkanka podskórna nie jest równo rozłożona. Wszystko to sprzyja zgrubieniom naskórka, czasami punktowym, a czasami nadmierne rogowacenie dotyczy tylko skóry pięt. No właśnie...

Dość często 'narośnięta' skóra na pięcie jest tylko problemem estetycznym, natomiast czasami to rogowacenie jest tak intensywne, że pojawiają się bolesne pęknięcia, ból i ryzyko rozwoju zakażenia. 

Jakie preparaty do pielęgnacji pięt mamy do dyspozycji w aptece? 

Można stwierdzić, że specjalistą w pielęgnacji stóp jest mocznik. Cóż to takiego? Mocznik występuje naturalnie w organizmie ludzkim, bo jest ubocznym produktem metabolizmu białek i związków azotowych. A jak działa mocznik zastosowany na skórę..? 
Okazuje się, że różnie w zależności od stężenia. 
W niskich stężeniach (do 3%) mocznik przyspiesza podziały komórkowe skóry, wspomagając jej regenerację.
W stężeniach do 10% działa nawilżająco i tutaj jego działanie często porównuje się do kwasu hialuronowego, a powyżej 10% wykazuje już własności złuszczające. 

Na silnie zgrubiałe pięty na pewno warto stosować specyfiki z wysokim stężeniem mocznika, który zadziała złuszczająco. Wymienię kilka przykładów:

"SVR Xerial 50 Extreme krem do stóp" - UWAGA! Tutaj stężenie mocznika jest ekstremalnie, bo aż 50%. Dodatkowo mamy w składzie m.in. kwas salicylowy. Taki duet to szybkie efekty, :) ale niestety cena preparatu dość wysoka. 

Pewną alternatywą mogą być preparaty takie jak:

"Oxedermil krem na pękające pięty" - w składzie 30% mocznik oraz kwas mlekowy, które zmiękczają i złuszczają naskórek oraz alantoina, która przyspiesza gojenie urazów, a także witamina E wzmacniająca barierę ochronną. Cena przystępna, działanie również. :)

"Cerkoderm 30" - aktywne połączenie 30% mocznika z kwasem glikolowym.

"Regenerum regeneracyjne serum do pięt" - preparat oparty na 30% moczniku, z dodatkiem witamin i olejku z drzewa herbacianego. Pewnie kojarzycie dość obrazową reklamę tego specyfiku. ;)

Oczywiście to tylko wybrane przykłady. Właściwie niemal każda firma, która produkuje preparaty do stóp ma w swojej ofercie krem na pięty, a więc wśród preparatów z Scholla, Gehwola, czy Anidy także znajdziecie z pewnością coś odpowiedniego. 

Jeśli Wasze pięty są nie tylko zgrubiałe, ale już popękane to warto pamiętać  że każde pęknięcie może stanowić otwarte wrota do zakażenia, a więc... należy je jak najszybciej wyleczyć. W aptekach znajdziecie kilka odpowiednich specyfików: 

1) "Dernilan maść" - to już długo obecny na rynku aptecznym specyfik produkowany przez Herbapol. W jego składzie nie znajdziemy mocznika, ale.. łagodzącą podrażnienia alantoinę, nikotynamid - czyli witaminę B3 która nie tylko nawilża, ale także łagodzi stan zapalny, a także kamforę i kwas salicylowy. Preparat nie tylko ułatwia usuwanie zrogowaciałego naskórka, ale także dobrze sprawdza się także przy bolesnych i głębokich pęknięciach. 

2) Witamina A - najlepiej w czystej postaci. Na chwilę obecną witamina A w kroplach z apteki wydawana jest na receptę, ale można ją zakupić bez recepty w postaci kapsułek. :) Po umyciu stóp należy rozgnieść kapsułkę i jej zawartość wetrzeć w skórę pięt, :) potem dobrze jest nasmarować stopy i pięty tłustym kremem i założyć bawełniane skarpetki na całą noc. Jest oczywiście też 'opcja leń' czyli gotowe maści z witaminą A. Tubkę można kupić w aptece za kilka złotych. Producentów jest co najmniej kilku. Z reguły stężenie witaminy A jest w granicach 400-800 jm. /1 g maści. Większe stężenie znajdziecie w maści "Retimax" - 1500 jm/1 g maści. 

3) Maść propolisowa - bo nie tylko przyspiesza gojenie ale także zapobiega nadkażeniu, czyli działa antyspetycznie. :)

Jeśli pęknięcia trudno się goją i powstała już rana można posiłkować się miodem manuka w tubce - mamy w aptece specyfik "Activon tube" :) w przypadku trudno gojących się ranek potrafi zdziałać cuda. 

Domowe SPA dla stóp

W codziennej pielęgnacji stóp pomocne mogą okazać się także kąpiele stóp. :) 

Oczywiście w aptekach znaleźć możenie gotowe specyfiki, np.  "Gehwol ziołowa sól do kąpieli stóp" o działaniu zmiękczającym na zrogowaciały naskórek, a także dezodorującym i dezynfekującym. :) W składzie naturalne olejki: lawendowy, rozmarynowy i tymiankowy, taka kąpiel to więc prawdziwa przyjemność. :)

Kąpiel i domowe SPA dla stóp można również przygotować samemu.

Na popękane pięty świetnie sprawdza się kąpiel i moczenie stóp w naparze z siemienia lnianego. Siemię lniane doskonale zmiękcza bowiem zrogowaciały naskórek. :)

Można również stosować kąpiele ziołowe do których wykorzystać można:
-nasiona kozieradki - o działaniu zmiękczającym
-ziele krwawnika i koszyczek nagietka - o działaniu przeciwzapalnym
-ziele nostrzyka, korzeń żywokostu z alantoiną o działaniu gojącym

Właściwie zioła można łączyć w dowolnej kompozycji. Aby kąpiel była przyjemniejsza można również dodać kilka kropli olejku np. miętowego. :)

Podobno świetnym panaceum na popękane pięty może być także olej kokosowy, ale tej metody nie testowałam. 

Szybkie SOS dla stóp

I na koniec dla miłośników nowinek jeszcze jedna informacja. Hitem bodaj ubiegłego lata były złuszczające skarpetki do stóp, jakie ma w ofercie firma Aflofarm ("Silcatil") a także konkurencyjna L'biotica. W tym roku w aptekach pojawiły się natomiast:

- "Zmiękczające plastry na pięty" L'biotica (z mocznikiem, olejem macadamia, masłem shea i witaminą E)

- "Plastry ratunkowe SOS na pięty" Dermo Pharma - w składzie mocznik, masło kakaowe i lanolina, a także kompleks czterech regenerujących olejków: jojoba, abisyński, z drzewa herbacianego i eukaliptusa. :)

Ciekawe, prawda..? 

Warto również przeczytać:


niedziela, 16 lipca 2017

Aktywny węgiel nie tylko na biegunkę.

Sezon wakacyjny w pełni, :) więc oby pogoda była mniej kapryśna i każdego dnia budziły nas promienie słońca, a nie strugi deszczu. 

Jak to zwykle w wakacje bywa, w aptekach często zjawiają się pacjenci, którzy kupują specyfiki w ramach 'wakacyjnej apteczki'. :) Często są to preparaty przeciwbiegunkowe, no bo wiadomo... biegunka w podróży to nic przyjemnego, więc lepiej się zabezpieczyć.  Jednym z takich specyfików jest tradycyjny 'węgiel leczniczy', czyli Carbo medicinalis. :) Węgiel  leczniczy, który większość z nas kojarzy z czarnymi tabletkami stosuje się w celach leczniczych głównie przy biegunce, czy zatruciach pokarmowych. Dlaczego? Jest to tzw.węgiel aktywowany, który wytwarza się z miazgi drzewnej w temperaturze około 900°C, a następnie aktywuje np. działaniem pary wodnej czy mocnych kwasów, żeby uzyskać największą powierzchnię adsorpcyjną. 1g węgla aktywowanego może mieć powierzchnię 1000 m2 lub większą. Ciekawe, prawda..? 

Jeśli chodzi o specyfiki przeciwbiegunkowe z węglem, jakie znajdziecie w aptece to mamy ich dość sporo. Przykładowe: 

"Carbo tabletki VP" - tabletki
"Węgiel leczniczy VP" - kapsułki
"Carbo activ" - kapsułki 

Mamy także syrop "Carbosal", ale uwaga. Jakiś czas temu nastąpiła zmiana składu. Kiedyś syropek ten miał w składzie węgiel aktywowany i opierał się na Sirupus simplex. Teraz... mamy w składzie ekstrakt z owoców czarnej jagody oraz witaminę C, a węgiel jest tylko jako barwnik. 

Uwaga! Warto pamiętać, że węgiel leczniczy podany z innymi lekami znacznie osłabia ich wchłanianie z przewodu pokarmowego, a co za tym idzie ich działanie. Konieczne jest więc zachowanie odpowiedniego odstępu czasowego. 

Nie wiem, czy wiecie, ale z racji na swoje silne własności adsorpcyjne węgiel leczniczy jest ostatnio coraz bardziej popularny w świecie kosmetycznym. :) Nawet można użyć określenia, że to taka perełka ostatnich miesięcy. W internecie w łatwy sposób można znaleźć np. przepis na maseczkę z węgla aktywnego:

2-3 tabletki węgla aktywnego należy dokładnie rozgnieść i wymieszać albo z glinką kosmetyczną albo z jogurtem naturalnym i gotowe, ;) a otrzymaną papkę nakładamy na twarz na około 10-15 minut. 
Zaleca się stosowanie takiej maseczki nie częściej niż 2 razy w tygodniu, aby nasza skóra nadmiernie się nie przesuszyła. Jakich efektów się można spodziewać..? 
Na pewno skuteczne oczyszczanie i usunięcie wszelakich zanieczyszczeń, toksyn i martwych komórek naskórka. Przyznam szczerze, że sama nie stosowałam, ale myślę, że niebawem się skuszę:) 

Dla leniuchów na aptecznych (i pewnie kosmetycznych) półkach znajdziecie gotowe produkty na bazie węgla aktywnego. Taki np. ma w swojej ofercie L'biotica. Jest to "Maska węglowa" w postaci nasączonej tkaniny. Według deklaracji producenta nie tylko oczyszcza skórę i zwęża pory, ale także reguluje wydzielanie sebum, intensywnie nawilża i odżywia skórę. Jest to więc raczej produkt dedykowany dla skóry z tendencją do wyprysków.

L'biotica ma w swojej ofercie jeszcze jeden ciekawy produkt - "Głęboko oczyszczające plastry na nos z węglem drzewnym". Deklarowane efekty to natychmiastowe usuwanie zaskórników, widocznie zwężone pory, oraz silne działanie oczyszczające. W teorii wygląda to ciekawie, a w praktyce..? Może ktoś stosował i ma ochotę podzielić się swoją opinią? 

Węgiel leczniczy i jego właściwości wykorzystuje się także w stomatologii. Okazuje się, że nie niszcząc szkliwa, świetnie pochłania zanieczyszczenia z zębów powstałe w wyniku spożywania kawy, herbaty, czy czerwonego wina. ;) Hihi.. coś dla mnie.. bo kawoszem jestem na całego. :) 
W internecie łatwo znaleźć przepis na wybielająca pastę do zębów z węglem aktywnym domowej roboty, :) ale oczywiście dla leniuchów też coś się znajdzie, czyli produkt gotowy. 

W mojej poprzedniej pracy rekordy popularności biła Pasta do zębów z węglem aktywnym "Beverly Hills Formuła", sama ją obecnie testuję. Teraz jest też w wersji do zębów wrażliwych. 

Pastę do zębów z węglem aktywnym o wdzięcznej nazwie "Black is white" ma też Curaprox, ale tutaj cena jest już dość wysoka. 

sobota, 29 października 2016

Jak uzyskać piękne rzęsy..?

Niemal każda kobieta marzy o tym, aby mieć piękne, długie i gęste rzęsy. Inwestujemy często w drogie tusze do rzęs, aby uzyskać spektakularny efekt i uwodzicielskie spojrzenie. Ostatnio coraz bardziej modne stają się odżywki do rzęs. Pewnie słyszeliście o cudownych specyfikach do rzęs, które potrafią już po kilku tygodniach stosowania zdziałać cuda. :) 
Wymienię kilka nazw: 

"Revitalash", "Long 4 Lashes serum przyspieszające wzrost rzęs", "L'biotica Active Lash"

Mamy jeszcze serum "Biotebal rzęsy XXL" ;)

Efekty są spektakularne, ale... w czym tkwi ich sekret..?

Jest jeden kluczowy składnik - bimatoprost. Ci, którzy leczą się na jaskrę pewnie od razu skojarzą tą nazwę. Co to takiego bimatoporst? Bimatoprost jest zaliczany do tzw. analogów prostaglandyn. Z racji na fakt, ze obniża ciśnienie wewnątrzgałkowe, wchodzi w skład kropli ocznych stosowanych w leczeniu jaskry, tj. choćby "Lumigan", "Bimican", "Treprovist". Stosowanie kropli zawierających bimatoprost poza działaniem leczniczym, czyli obniżaniem ciśnienia wewnątrzgałkowego, powoduje nadmierny wzrost rzęs (do  45 % chorych w pierwszy roku kuracji). No właśnie - ten efekt postanowili wykorzystać producenci odżywek do rzęs. Efekty z reguły super, to fakt, ale....

sobota, 27 lutego 2016

Pielęgnacja skóry naczynkowej

Któż z nas nie marzy o gładkiej cerze w jednolitym kolorze..? Niestety tylko nieliczni mają takie szczęście. Większość zmaga się z rozmaitymi niedoskonałościami. Czasami są to przebarwienia, czasami zmiany trądzikowe, a czasami rozszerzone naczynka krwionośne, rumień, czy wreszcie trądzik różowaty. Dziś na Waszą prośbę obiecany już wcześniej artykuł na temat cery naczynkowej i jej pielęgnacji. Na początek kilka słów tytułem wstępu, czyli...

Jakie są cechy charakterystyczne skóry naczyniowej..?

Cera naczynkowa charakteryzuje się okresowym lub stałym występowaniem tak zwanych "pajączków", czyli teleangiektezji. Co to takiego..? Rozszerzone naczynia włosowate, przeświecające przez naskórek. W skrajnych przypadkach jest to rumień, który pojawia się 'napadowo' lub ma charakter utrwalony. 

niedziela, 26 kwietnia 2015

Bioliq - oczyszczający żel do mycia twarzy

O tym, że reklama (zwłaszcza telewizyjna) ma istotny wpływ na to, co kupuje przeciętny klient apteki przekonałam się już niejeden raz. Niestety czasami rekomendacja w TV przez jakiegoś 'pseudospecjalistę' jest nawet ważniejsza niż rekomendacja farmaceuty. Przykre to, ale prawdziwe... 

Jakiś czas temu w TV pojawiła się reklama nowego produktu marki Bioliq. O jaki produkt chodzi...? Myślę, że nietrudno zgadnąć, że mowa o BIOLIQ oczyszczający żel do mycia twarzy. Wraz z pojawieniem się reklamy w mediach - od razu do aptek ruszyły rzesze pacjentów po ów produkt. Dziś więc postanowiłam uczynić go bohaterem artykułu - myślę, że na to miano w pełni zasługuje. Sama nie używałam i nie mam zamiaru go stosować, więc nie będzie to typowa recenzja, tylko raczej chłodne spojrzenie na ten specyfik okiem farmaceuty. ;) 

sobota, 27 lipca 2013

Pharmaceris M BUSTFIRM ujędrniający krem do pielęgnacji biustu

Dziś przyszła kolej na kolejną recenzję kosmetyczną :) Tym razem bohaterem posta będzie Pharmaceris M Bustfirm Ujędrniający krem do pielęgnacji biustu w okresie ciąży i karmienia.
O tym, że warto zwłaszcza w okresie ciąży i karmienia piersią, dbać o biust wie chyba każda kobieta. Nie ma co się temu dziwić, bo ładne piersi są przecież atrybutem kobiecości. Preparatów do pielęgnacji biustu jest na rynku całkiem sporo, ale tylko część jest przeznaczona dla kobiet w ciąży i matek karmiących. Warto o tym pamiętać. Ale do rzeczy... jak się sprawdził ów krem..?



Na uwagę zasługuje bardzo ładne, estetyczne opakowanie z pompką dozującą, co sprawia, że aplikacja preparatu jest wygodna i higieniczna. Krem jest właściwie bezzapachowy, co jest ważne szczególnie w okresie ciąży, kiedy czasami nawet przyjemny zapach potrafi podrażniać. Wiem to z własnego doświadczenia ;)
Na opakowaniu widnieje napis, że preparat jest hypoalergiczny, nie zawiera barwników, ani konserwantów. A co konkretnie mamy w składzie?

Warto tutaj wymienić olej z rzepaku, który działa łagodząco i przeciwzapalnie, oraz pobudza procesy regeneracji naskórka. Ale uwaga alergicy - czasami ten składnik może uczulać, więc polecam w przypadku tendencji do alergii zachować ostrożność. Poza tym preparat jest wzbogacony o składniki nawilżające. Alantoina wygładza, nawilża i zmiękcza skórę, a D-panthenol poza działaniem nawilżającym, łagodzi podrażnienia. W składzie preparatu widnieje także witamina E o własnościach antyoksydacyjnych, która zapobiega przedwczesnemu straszeniu się skóry. :) 
Martwi mnie jedynie obecność poliakrylamidu, bo jest to kontrowersyjny składnik wielu kosmetyków. Dlaczego? Poliakrylamid jest związkiem otrzymywanym  z akrylamidu, a ten z kolei ma własności toksyczne i został zakwalifikowany przez International Agnecy for Research on Cancer (Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem = IARC) jako substancja o potencjalnym działaniu rakotwórczym. Ktoś powie pewnie, że nie mamy w składzie przecież toksycznego akrylamidu, tylko poliakrylamid, który zgodnie z dyrektywami unijnymi jest bezpieczny. I całe szczęście, ale..... nie do końca niestety jest tak kolorowo, bo bardzo często poliakrylamidowi towarzyszą małe ilość akrylamidu :( Według raportu Komisji Naukowej ds. Produktów Leczniczych długotrwałe stosowanie kosmetyków z poliakrylamidem może być niebezpieczne. Na pewno więc warto unikać długiej ekspozycji na ten składnik. 
W testowanym kremie poliakrylamid jest prawie na końcu listy składników, więc jego ilości nie są duże, ale jednak znajduje się w składzie...  co na pewno jest pewnym minusem.

A jak wrażenia po stosowaniu preparatu?

Krem posiada delikatną, lekką konsystencję, która sprawia, że łatwo się rozsmarowuje i szybko wchłania. Nie pozostawia przy tym na skórze tłustego filmu, co jest uważam za sporą zaletę. Według mnie specyfik dobrze nawilża i ujędrnia skórę biustu, po jego aplikacji jest ona gładka i przyjemna w dotyku, a także bardziej napięta, a o to przecież chodzi. ;) Na pewno więc efekty działania są zauważalne. Cena preparatu jest w miarę przystępna, bo to ok. 40 zł. Dodam przy tym, że przy zalecanym stosowaniu dwa razy dziennie preparat starczył mi na około miesiąc.

Jeśli chodzi o stosowanie w okresie karmienia, to sporą wadą kremu jest to, że producent zaleca jego zmywanie każdorazowo przed karmieniem. Z własnego doświadczenia wiem, że to bardzo uciążliwe - zwłaszcza przy początkach karmienia piersią, kiedy Bobas je co 2-3 godziny ;)

Tyle o preparacie, który moim zdaniem byłby naprawdę wart polecenia, gdyby nie ten nieszczęsny poliakrylamid... który troszkę rzuca na niego negatywne światło.

sobota, 13 lipca 2013

Nadmierna potliwość

Choć pogoda ostatnio trochę kapryśna, to jednak mamy lato, więc pewnie niebawem znów nadciągnie fala upałów. Tym samym u niektórych osób pojawi się przykry problem nadmiernej potliwości. Warto pamiętać, że pocenie jest naturalnym procesem fizjologicznym i spełnia w naszym organizmie między innymi rolę termoregulacyjną. Samo w sobie nie jest uważane za patologię.
Problemem jest natomiast stan, w którym dochodzi do nadmiernej produkcji potu, co jest często przyczyną poczucia dyskomfortu. Nie ma się co temu dziwić, bo mokre dłonie czy stopy, albo "plamy" na koszulce pod pachami to przecież nic przyjemnego. 
Pot wydzielany jest przez gruczoły potowe, które rozmieszczone są na całym ciele. Wydaje się to nieprawdopodobne, ale liczbę gruczołów potowych szacuje się na 2-4 miliony, a ich największe zagęszczenie występuje w obrębie dłoni i stóp. 

Cóż właściwie jest przyczyną nadmiernej potliwości? 

Otóż nadmierna potliwość może mieć charakter pierwotny lub wtórny.
W przypadku nadpotliwości pierwotnej, czynnik ją wywołujący nie zawsze jest znany. Często są to bodźce emocjonalne (lęk, ból, strach, stres), gorączka, czy też podwyższona temperatura otoczenia. 
Nadpotliwość wtórna może natomiast mieć związek z niektórymi stanami fizjologicznymi tj. ciążą lub wysiłkiem fizycznym, a także być następstwem pewnych chorób (nowotworowych, neurologicznych, endokrynologicznych czy chorób zakaźnych takich jak gruźlica, malaria, czy HIV).

Najczęściej nadmierna potliwość dotyczy tylko określonych obszarów ciała np. dłoni, stóp, choć czasem może ona mieć charakter uogólniony. Przykładem jest nadmierna potliwość kobiet w okresie menopauzy.

Jak więc można załagodzić problem nadmiernej produkcji potu? 

Warto unikać alkoholu, kawy i ostrych przypraw, bo ich spożywanie zwiększa znacząco ilość wydzielanego potu. Ważny jest też odpowiedni strój. Polecam zrezygnować z ubrań z włókien sztucznych, a postawić na odzież z włókien naturalnych (bawełnianych), które są przepuszczalne dla powietrza. Ma to duże znaczenie szczególnie latem. Zwróćmy uwagę także na stosowne i przewiewne obuwie. I dbajmy o higienę, bo to ona powinna być priorytetem w walce z nadmierną potliwością. 
Pamiętajcie, że pot jest bezwonny. Dopiero po zetknięciu z bakteriami na skórze nabiera charakterystycznej, mało przyjemnej woni. Zatem systematyczny prysznic to już połowa sukcesu. ;) Nie wiem czy wiecie, że zimna woda hamuje pracę gruczołów potowych, a także obkurcza naczynia krwionośne, więc szczególnie w upalne dni taki chłodny prysznic jest jak najbardziej pożądany.
Ciekawostką jest fakt, że nadmierną potliwość zmniejsza picie naparu z liści szałwii. 


Ale dla tych, którym nie chce się parzyć ziółek, mamy gotowe specyfiki apteczne stosowane przy nadmiernej potliwości:

"Antyperspirant" tabletki - zawierają ekstrakt z liści szałwii i ekstrakt z pachnotki zwyczajnej, przeznaczone dla osób mających problem nadmiernej potliwości stóp, dłoni czy pleców.

"Perspi Block" tabletki -  zawierające w składzie m.in. wyciąg z liści szałwii, wskazane przy nadmiernej potliwości.

W aptekach znaleźć można ponadto całą gamę preparatów do użytku zewnętrznego, które wspomagają walkę z nadmiernym wydzielaniem potu.
Jeśli chodzi o potliwość stóp, to dość dobrze działa w tej kwestii zasypka "Proftin-M". Poza zmniejszeniem potliwości, chroni ona także przed infekcjami grzybiczymi. Cena jest całkiem przystępna, bo opakowanie 100g to koszt około 8-9 zł. 
Jeśli ktoś nie lubi preparatów w formie zasypki, nie musi się martwić, bo wybór jest naprawdę spory i z pewnością również znajdzie coś dla siebie ;)

Z kremów skutecznie działa "Vichy Podexine" krem przeciw nadmiernej potliwości stóp, ale tutaj cena jest sporo wyższa, bo ponad 30 zł za tubkę 50 ml. 

Ja lubię przy nadmiernej potliwości dłoni, stóp, czy pod pachami polecać długo już na rynku obecny preparat, jakim jest "Antidral". Jest to płyn, który dzięki zawartości chlorku glinu skutecznie zmniejsza aktywność gruczołów potowych. Aplikuje się go na noc, po dokładnym umyciu i osuszeniu skóry. Cena jest w przyzwoita, bo 50 ml to koszt w zależności od apteki około 20 zł. 
Tutaj uwaga! W przypadku wrażliwej skóry, specyfik ten może wywołać podrażnienia, dlatego w takich przypadkach warto stosować jakieś delikatniejsze preparaty.

Podobnym specyfikiem - także opartym na chlorku glinu jest nieco nowszy preparat "Odaban" w spray'u. Na pewno warto podkreślić łatwość jego aplikacji, która jest nieco bardziej higieniczna niż stosowanie preparatu "roll-on", ale... jak dla mnie jest to preparat drogi. Buteleczka 30 ml to koszt niemal 60 zł, choć opinie, z którymi się spotkałam, są pozytywne.

Warto tutaj wspomnieć jeszcze o tradycyjnych antyperspirantach przeznaczonych do stosowania pod pachami. 
Ich głównym składnikiem jest najczęściej chlorowodorek glinu. Pozostając na powierzchni skóry, pod wpływem wilgoci i temperatury tworzy on żel, który zwęża ujścia gruczołów potowych i skutecznie ogranicza ich czynność wydzielniczą. Dodatkowo hamuje on rozwój drobnoustrojów, które rozkładają pot, a przez to zapobiega powstawaniu przykrego zapachu. 
Należy jednak pamiętać o pewnych ograniczeniach w stosowaniu antyperspirantów. 
Po pierwsze ze względu na własności drażniące, nie należy ich stosować na świeżo wydepilowaną skórę. Może to bowiem spowodować uczucie pieczenia, czy swędzenia. Poza tym nie powinno się ich używać bezpośrednio przed pójściem na plażę, albo do solarium, bo dość łatwo wtedy o miejscowe przebarwienia skóry. Antyperspiranty są dziś bardzo popularne, zwłaszcza w upalne dni, gdyż działają znacznie dłużej niż pospolite dezodoranty. Są one szeroko rozpowszechnione, ponieważ nabyć je można także w drogeriach czy hipermarketach. Podkreślić jednak należy, że ich efekt jest odwracalny i  po zaprzestaniu systematycznego stosowania, wydzielanie potu powróci do stanu wyjściowego. Warstwa blokująca gruczoły potowe jest bowiem usuwana, wraz ze złuszczającym się naskórkiem.

Poza tradycyjnymi antyperspirantami, istnieją również tzw. blokery czy regulatory pocenia. Zawierają one bardzo wysokie stężenia soli glinu (nawet do 30%). Aplikuje się je na noc, koniecznie na suchą i czystą skórę, ale nie codziennie, tylko 2-3 razy w tygodniu. Ich skuteczność jest z reguły bardzo zadowalająca, choć dla osób z wrażliwą skórą, mogą okazać się zbyt drażniące. Przykładem jest "Etiaxil" roll-on, który nabyć można w aptekach. Przy problemie nadmiernej potliwości sprawdza się naprawdę dobrze, choć nie jest może najtańszy. Teraz jednak w aptekach bywają ciekawe promocje - czasem nawet 1+1 gratis. ;)

Na dziś tyle w tym temacie. W dobie szału na antyperspiranty polecam jednak pamiętać, że najlepszym sojusznikiem w walce z nadmierną potliwością jest higiena.


Warto również przeczytać:

środa, 1 maja 2013

Zestaw do pielęgnacji niemowląt Johnson's baby

Jak samopoczucie po wczorajszym meczu Borussi Dortmund? ;) Mam nadzieję, że humory dopisują. Zawsze to jakiś powód do radości, zwłaszcza na tle ostatnich niepowodzeń reprezentacji Polski. Ale nie będzie dziś o piłce ;)

Jakiś czas temu otrzymałam od firmy Johnson&Johnson zestaw kosmetyków Johnson's baby, celem wystawienia rzetelnej opinii po ich wypróbowaniu. Dziś zatem kilka słów o zestawie do pielęgnacji okolic pieluszkowych niemowlaka: kremie i chusteczkach. 




Chyba każdy zdaje sobie sprawę z tego, że skóra niemowląt jest bardzo delikatna i dlatego wymaga specjalnej pielęgnacji. Okolice pieluszkowe są niestety szczególnie podatne na podrażnienia, ze względu na nieustanny kontakt z moczem i nieco rzadszy z kałem ;) Niemniej jednak u noworodka, zwłaszcza karmionego piersią, liczba kupek na dobę także jest całkiem spora, czemu nie mógł się nadziwić mój mąż ;) Jeśli już wystąpią odparzenia, to czasami naprawdę ciężko się ich pozbyć, o czym sama się wielokrotnie przekonałam na przykładzie swojego starszego Synka. Wiele razy w ruch wtedy szła metoda niekonwencjonalna, czyli mąka ziemniaczana. Pisałam co nieco na ten temat w poście Pupa niemowlaka

Najlepiej więc zapobiegać odparzeniom, co możemy zrobić przez częstą zmianę pieluszki, wietrzenie pupci oraz odpowiednią higienę i pielęgnację. Ja osobiście, jeśli jestem w domu najczęściej staram się przemywać pupę mojego Synka ciepłą wodą, a nie chusteczkami. Przyznaję jednak, że czasami, np. na spacerze, czy podczas podróży, chusteczki do pupy są niezastąpione. Dziś ich asortyment, może nie tyle w aptekach,  ale w super i hipermarketach jest bardzo szeroki. Jest więc w czym wybierać :) 
Przy starszym Synku najbardziej przypadły mi do gustu chusteczki "Nivea baby Fresh&Pure". Mają one ładny zapach, są delikatne i miłe w dotyku, a przede wszystkim odpowiednio nasączone, nie za suche i nie za mokre. Tak się do nich przywiązałam, że nie widziałam potrzeby próbowania innych, więc do końca pozostałam im wierna.
Teraz przy młodszym Synku, postanowiłam, że nie będę monotematyczna w kwestii chusteczek. Na początek zakupiłam chusteczki "Huggies natural care" z aloesem i witaminą E i jak dla mnie są fatalne.  Mają okropny zapach i są tak mokre, że można je wykręcać. Zupełnie nieudany zakup. 
Później, będąc w Rossmanie postanowiłam spróbować chusteczek "Babydream mit Aloe Vera" i te z kolei, choć miłe w dotyku i mięciutkie, to jak na mój gust trochę za mało nasączone. Chyba jestem bardzo wybredna w tej kwestii. 

Do chusteczek "Johnson's baby gentle cleansing", które otrzymałam do testowania, podeszłam więc z dużą rezerwą i.... pozytywnie mnie zaskoczyły. Są bardzo delikatne, miłe w dotyku i idealnie nasączone tak, że pozwalają dobrze oczyścić okolicę pieluszkową. Dobrze wyjmują się z opakowania - bo z tym także czasami jest problem: jedna chusteczka pociąga drugą, ta kolejną itp ;)  Poza tym nie wysychają. Na uwagę zwraca także bardzo ładne i estetyczne opakowanie. Cena także przyzwoita, choć warto czekać na promocję. Moja ocena więc jak najbardziej pozytywna.

Każda mama wie, że do codziennej pielęgnacji pupy niemowlaka warto właściwie przy każdej zmianie pieluszki stosować jakiś krem ochronny i zapobiegający odparzeniom. Moim faworytem przy pierwszym dziecku był "Linomag"  w maści. Teraz jak dostałam do wypróbowania "Johnson's baby ochronny krem przeciw odparzeniom", podobnie jak przy chusteczkach podeszłam troszkę z rezerwą. Dlaczego? 
Pewnie tak jak większość z was słyszałam opinie, że kosmetyki Johnson's baby często uczulają itp. a mój Synek miał naprawdę bardzo delikatną skórę. Jak więc się sprawdził krem? Myślę, że całkiem OK. Na pierwszy rzut oka uwagę zwraca estetyczne opakowanie - krem jest w tubce, co pozwala na wygodę stosowania. Nie wiem jak Wy, ale ja nie lubię kremów w pojemniczkach czy pudełkach. Mam wrażenie, że ich aplikacja jest mniej higieniczna, bo wiąże się z ciągłym "mazianiem palcem", a higiena przy takim Maluszku to podstawa. 
A co jeszcze można powiedzieć o tym kremie? Ma on bardzo przyjemny i delikatny zapach, za co także należy się plus. Jego konsystencja jest bardzo lekka, co sprawia, że łatwo się rozprowadza na skórze. Gołym okiem zauważalne są jednak minimalnej wielkości grudki - pewnie związane z zawartością tlenku cynku, co mnie akurat troszkę drażni, ale... da się przeżyć. ;) Krem po aplikacji pozostawia na skórze delikatną ochronną warstwę, którą później w razie potrzeby łatwo się zmywa. Zupełnie inaczej niż na przykład po "Sudocremie", którego ciężko się potem pozbyć, bo jest o wiele gęstszy. Jak dla mnie krem na pewno dobrze chroni pupę Dziecka przed odparzeniami, natomiast nie potrafię na razie stwierdzić, czy także dobrze leczy istniejące odparzenia, bo mój Synek póki co ich nie miał. 
Na opakowaniu widnieje napis o potwierdzonej klinicznie hipoalergiczności oraz o tym, że jest to produkt rekomendowany przez Polskie Towarzystwo Alergologiczne. Wczytałam się trochę w skład i mamy niestety parabeny (konserwanty). Ja właściwie nie jestem na ich punkcie jakoś szczególnie przewrażliwiona, bo tych konserwantów wszędzie pełno i na dłuższa metę nie da się ich unikać. Oczywiście u dzieciaków bardziej wrażliwych mogą one wywoływać podrażnienia, świąd czy rumień. Warto na to zwrócić uwagę. U mojego dziecka żadnych efektów ubocznych na szczęście nie było.
Cena jest umiarkowana, ok. 16-17 zł, czyli podobnie jak np. Sudocrem, a nieco taniej niż Mustela, ale krem jest stosunkowo wydajny. 
Podsumowując - do codziennej pielęgnacji okolicy pieluszkowej, krem sprawdził się całkiem dobrze.

środa, 17 kwietnia 2013

Pharmaceris M FOLIACTI krem zapobiegający rozstępom

Dziś kolejna recenzja. Tym razem biorę na tapetę Pharmaceris M FOLIACTI krem zapobiegający rozstępom, który dzięki nawiązanej współpracy będąc jeszcze w ciąży, otrzymałam do wypróbowania. Jest to produkt rekomendowany dla kobiet w ciąży (ale uwaga - dopiero od 4-tego miesiąca), mam karmiących, a także wszystkich osób z tendencją do wahań wagi ciała. Preparat ma zapobiegać powstawaniu rozstępów, które często są zmorą przyszłych mam.




Co to są rozstępy? Rozstępy to wrzecionowate pasma, które przypominają wyglądem linijne blizny, a powstają najczęściej na skórze ud, brzucha, pośladków i piersi. Niestety statystycznie częściej pojawiają się one u kobiet niż u mężczyzn, ale nie ma co się dziwić ;) My kobiety zawsze mamy "przekichane" :( natura nas nie rozpieszcza. 
Dziś mamy kilka teorii powstawania rozstępów. Jako przyczyny często wymienia się czynniki hormonalne, genetyczne, zaburzenia funkcjonowania tkanki łącznej i szereg innych. Ciekawostką jest, że według niektórych źródeł  pewną rolę w powstawaniu rozstępów może mieć długotrwały niedobór cynku w organizmie. Przyczyn więc wiele, a chyba każda kobieta wie, jak żmudna jest walka z rozstępami. To niemal walka z wiatrakami niestety :( 
Właściwie kiedy rozstępy są już w drugiej fazie, tzw. zanikowej, czyli są białawe i wyraźnie zapadnięte w stosunku do otaczającej skóry, nie ma już możliwości ich likwidacji, a jedynie w pewnym stopniu można zmniejszyć ich widoczność. Właśnie dlatego lepiej zapobiegać powstawaniu rozstępów, niż później całe życie się z nimi zmagać. 

Ponieważ ciąża jest czynnikiem, który niejako predysponuje do powstawania rozstępów, na półkach aptecznych mamy szereg preparatów zapobiegających rozstępom właśnie dla kobiet w ciąży. Wybór jest więc niełatwy. Ja w poprzedniej ciąży postawiłam na "Podwójnie działający krem przeciw rozstępom" Mustela 9 miesięcy, tylko że to dość wysoka półka cenowa i wydaje mi się, że nie warto aż tak inwestować. Myślę, że przy rozstępach w ciąży geny odgrywają bardzo dużą rolę - ja akurat mam to szczęście, że po pierwszej ciąży ich nie miałam. Ale ciężko stwierdzić, czy to zasługa Musteli czy genów.
A jak sprawdził się Pharmaceris?

Na pewno na uwagę zasługuje bardzo estetyczne opakowanie, może nie jest to najważniejsza rzecz, ale ja akurat zwracam na to uwagę. Kosmetyk ma też pozytywną opinię Instytutu Matki i Dziecka, co również warto podkreślić. 
Priorytetem jest jednak dla mnie oczywiście skład kosmetyku. Pharmaceris M krem zapobiegający rozstępom zawiera między innymi kwas foliowy. Tak, tak... To nie pomyłka. Suplementacja doustna kwasu foliowego przed planowaną ciążą i w jej trakcie spełnia bardzo ważną rolę, ale na tym się nie kończy jego rola. W preparatach do użytku zewnętrznego przyspiesza on produkcję kolagenu i elastyny oraz zwiększa elastyczność skóry i jej podatność na rozciąganie. Inne składniki to: olej bawełniany oraz witamina E, które odżywiają skórę i zapewniają jej długotrwałe nawilżenie, a także alantoina, która działa regenerująco i wygładza skórę. Warto podkreślić również zawartość składników roślinnych. Należą do nich: ekstrakt z pniarka lekarskiego (gatunek grzyba), który ma działanie matujące, zapobiega błyszczeniu się skóry, ekstrakt z jęczmienia, który polepsza sprężystość skóry oraz escyna (z nasion kasztanowca), która działa przeciwobrzękowo, usprawnia przepływ krwi, poprawia dotlenienie tkanek, a także uszczelnia naczynia krwionośne. A co poza tym? Cała masa substancji dodatkowych oraz kompozycja zapachowa, która tym razem mi odpowiadała. Zapach jest bardzo subtelny i przyjemny :) 

Krem ma delikatną konsystencję, łatwo się rozsmarowuje i mimo tego, że szybko się wchłania, co jest jego dużą zaletą, dobrze nawilża skórę. W sumie efekt nawilżenia utrzymuje się dość długo - ja po aplikacji co najmniej kilka godzin miałam wrażenie jakby takiej delikatnej powłoczki na skórze ;) dzięki czemu wydawała się ona  gładsza i była miła w dotyku. Miałam również wrażenie, że krem łagodzi swędzenie skóry brzucha, co czasami zdarzało mi się w ciąży.

Niestety nie jestem w stanie określić jego skuteczności w zapobieganiu rozstępom, ponieważ stosowałam go przez niecałe ostatnie dwa miesiące ciąży, ale rozstępy tak jak i po pierwszej ciąży się nie pojawiły. Pewnie mam dobre geny ;)

Na koniec warto wspomnieć o cenie. Jest ona całkiem przyzwoita, zwłaszcza na tle Musteli, bo za opakowanie 150ml trzeba zapłacić około 35 zł. Krem jest przy tym dość wydajny. Jedyne moje zastrzeżenie, to trochę niewygodne opakowanie, brakuje mi pompki z dozownikiem, ale produkt oceniam pozytywnie biorąc pod uwagę jego stosunek jakości do ceny. 


Warto również przeczytać:

niedziela, 24 marca 2013

Balsamy do ust

Dziś postanowiłam zrobić mój prywatny ranking balsamów do ust. ;) Niektórzy mawiają, że usta to zwierciadło odbijające stan ducha. Myślę, że coś w tym jest. ;)
Kiedy nasze usta są gładkie i dobrze nawilżone, wyglądają zdrowo i są wtedy atrybutem kobiecej urody. Usta wymagają jednak specjalnej pielęgnacji. Dlaczego? Są delikatne i wrażliwe, silnie ukrwione, pokryte cienkim naskórkiem. Nie mają chroniącej przed zmianami temperatury warstwy tłuszczu. Nie są też chronione przed promieniowaniem UV, dlatego narażone na różne czynniki zewnętrzne, bardzo łatwo wysychają, pękają, bądź  pierzchną. Jak więc sprawić, żeby nasze usta były zmysłowe i piękne? 
Trzeba poświęcić im na codzień trochę czasu. W pierwszej kolejności można zastosować "domowe sposoby". Dobrze wygładza skórę ust, nakładanie na nie miodu. :) Wypróbowałam osobiście i muszę przyznać, że usta są potem nie tylko słodkie, ale także gładkie. Można zrobić sobie także specjalny peeling cukrowy, który również zapewni naszym ustom aksamitną gładkość.

Oprócz tych sposobów podstawą powinien być jednak odpowiednio dobrany kosmetyk do pielęgnacji ust.

W moim rankingu pierwsze miejsce zajmuje obecnie odkryty niedawno i to całkiem przypadkiem balsam do ust Palmer's COCOA BUTTER FORMULA czekoladowo-wiśniowy. Zakupiłam go zaintrygowana zapachem czekolada-wiśnia :) i jestem zachwycona. Jeśli chodzi o skład, to oparty jest na bazie czystego masła kakaowego, wzbogaconego witaminą E, która jest przez wielu nazywana "eliksirem młodości", a także innymi aktywnymi emolientami. Nie ma żadnych konserwantów ani barwników, więc za to daję duży plus. Balsam ma zniewalający zapach i smak, jak dla mnie bomba;) taka typowa wiśnia w czekoladzie - sama rozkosz dla  "słodyczoholików", do których się niewątpliwie zaliczam. Myślę, że niektórzy mogą mieć z tego powodu tendencję do zlizywania ;) zawsze to jakaś namiastka słodyczy, zwłaszcza jak ktoś nie może ich jeść, tak jak ja. Przede wszystkim jednak balsam bardzo dobrze pielęgnuje i nawilża usta. Po jego aplikacji nie są one tłuste, tylko błyszczące i to mi się podoba. Przy dłuższym stosowaniu wyraźnie też poprawia kondycję ust. Nie testowałam go przy dużych mrozach, ale powinien się również sprawdzić.



Cena jest przyzwoita, bo kilkanaście zł, a dodam, że balsam jest bardzo wydajny. Palmer's ma w ofercie jeszcze podobny balsam czekoladowo- miętowy i na pewno go spróbuję przy najbliższej okazji.

Drugie miejsce przyznaję, znanemu pewnie większości czytelniczek,  balsamowi "Tisane". Pamiętam, że w aptece, w której odbywałam staż, sprzedawał się on bez względu na porę roku jak świeże bułeczki. Wtedy był dostępny jedynie w pojemniczku, co mnie skutecznie do niego zniechęcało. Uważam osobiście, że taka aplikacja palcami jest mało higieniczna. Postanowiłam się jednak przełamać i jak spróbowałam, to na długo zagościł on w mojej torebce. Po pierwsze zachwycił mnie jego cudny słodki miodowy zapach. W składzie natomiast na uwagę zasługują na pewno miód, wosk pszczeli, witamina E oraz wyciągi roślinne z jeżówki, melisy i ostropestu plamistego. 
Co mają zioła do balsamu? Ano całkiem sporo. Melisa wykazuje działanie przeciwwirusowe, jeżówka zaś zwiększa odporność tkanek na infekcje, dlatego balsam dobrze się sprawdza jako kosmetyk do pielęgnacji ust w początkowej fazie opryszczki. Ostropest odpowiada natomiast za własności regenerujące.  Już po pierwszej aplikacji usta stają się gładkie, co niewątpliwe jest sporą zaletą. Muszę przyznać, że balsam rzeczywiście doskonale i długotrwale nawilża suche, zniszczone usta,  skutecznie je regeneruje oraz chroni przed czynnikami zewnętrznymi. Cena także przystępna. 
Jakiś czas temu producent wyszedł naprzeciw bardziej wymagającym klientkom i wprowadził produkt w postaci pomadki, aby aplikacja stała się łatwiejsza, ale konieczna w tym przypadku była zmiana składu. I różnica jest już zauważalna. Tisane w pomadce nie sprawdza się już według mnie tak dobrze, jak jego "starsza wersja", dlatego ja pozostaję wierna "pierwowzorowi".

Trzeci produkt, który chciałabym Wam przedstawić to "Blistex Intensive" regenerujący balsam do ust. Jak tylko seria "Blistex" pojawiła się u mnie w aptece, to klientki, które znały produkty wcześniej (w USA są one bardzo popularne), reagowały bardzo entuzjastycznie i dało się słyszeć z ich ust "No, nareszcie dostępne w Polsce". Z całej gamy mi najbardziej przypadł do gustu właśnie "Blistex intensive". Produkt świetnie się sprawdza zarówno zimą, jak i latem (ponieważ zawiera filtry UV), działa kojąco oraz chłodzi spękane usta, skutecznie leczy drobne pęknięcia, nawilża i regeneruje. Jest również przydatny na popękane kąciki ust. Jak dla mnie jest to więc naprawdę dobry produkt za bardzo przyzwoitą cenę.


Warto również przeczytać:


czwartek, 14 marca 2013

Pharmaceris M LACTI-INTIMA

Przyszła pora na pierwszą recenzję, dotyczącą otrzymanych jakiś czas temu kosmetyków linii Pharmaceris M, o czym pisałam tu. 
Padło na Pharmaceris M LACTI-INTIMA żel do higieny intymnej. 



Żel przeznaczony jest do codziennej pielęgnacji okolic intymnych w okresie ciąży, połogu oraz karmienia.
Wiadomo, że czas ciąży i połogu wymaga specjalnej pielęgnacji okolic intymnych. Kobiety w ciąży są szczególnie narażone na różnego rodzaju infekcje pochwy (bakteryjne jak i grzybicze), które nieleczone mogą mieć poważne konsekwencje, zarówno dla matki i dziecka w jej łonie.
Dlaczego...?
"Szalejące" w ciąży hormony, powodują zaburzenia naturalnej fory bakteryjnej pochwy, co jest elementem sprzyjającym zakażeniom. Również okres połogu to czas szczególnej podatności na infekcje intymne. Wiadomo natomiast, że lepiej zapobiegać niż leczyć, dlatego warto do higieny okolic intymnych stosować w tym czasie sprawdzone preparaty. 
Ja przez długie lata byłam wierna emulsji "Laktacyd" ale jak pisałam powyżej,  niedawno miałam okazję wypróbować osobiście żel do higieny intymnej Pharmaceris M LACTI-INTIMA. Sama byłam ciekawa jak się sprawdzi, bo akurat jeśli chodzi o kosmetyki do higieny intymnej, jestem bardzo wymagająca.

Na pierwszy rzut oka na uwagę zasługuje estetyczne opakowanie (o pojemności 300ml) z dozownikiem, bo bardzo ważna jest dla mnie wygoda stosowania i już za to daję mały plus :) Jak pewnie każda przyszła mama zwracam uwagę na bezpieczeństwo stosowania. Na opakowaniu żelu mamy informację, że został on przebadany z udziałem kobiet w ciąży, w czasie połogu i karmiących i uzyskał pozytywną opinię Instytutu Matki i Dziecka. 
Producent wyraźnie też zaznacza, że produkt nie zawiera parabenów, konserwantów, mydła, alergenów, kompozycji zapachowej i barwników. I chwała mu za to! Wiadomo, że składniki te nie są pożądane w kosmetykach do pielęgnacji tych jakże wrażliwych stref kobiecego ciała, zwłaszcza w okresie ciąży i porodu.

Co więc mamy w składzie?

Na pewno ważnym składnikiem jest kwas mlekowy, który zapewnia utrzymanie odpowiedniego pH w obrębie okolic intymnych, zmniejszając przy tym ryzyko infekcji i podrażnień. 
Mamy także wyciąg z kwiatu wiciokrzewu  (Lonicera caprifolium i Lonicera Japonica), który ma działanie przeciwbakteryjne i przeciwgrzybicze, dając ukojenie i uczucie świeżości. 
Jednym ze składników jest olej canola. Nazwa tajemnicza, a co to takiego? To naturalny olej pozyskiwany z nasion rośliny Brassica napus i Brassica campestris, o wysokiej zawartości  tokoferoli (witaminy E) i fitosteroli. Wykazuje on działanie  przeciwzapalne i łagodzi podrażnienia, zaczerwienienia oraz objawy pieczenia, a także pomaga w procesie gojenia ran i regeneracji skóry.
Dodatkowo, takie składniki jak gliceryna czy alantoina, dzięki własnościom nawilżającym, zapobiegają wysuszaniu śluzówki, koją i łagodzą podrażnienia. 

Patrząc na skład, specyfik wydawał się naprawdę wart polecenia. A jak było w praktyce? 

Moje wrażenia po około miesiącu stosowania są naprawdę bardzo pozytywne. Preparat jest przede wszystkim bardzo delikatny, co dało się zauważyć już przy pierwszym użyciu. I za to również należy się pochwała. Nie wywołuje podrażnień, nie wysusza, a wręcz przeciwnie - działa łagodząco, także w przypadku drobnych infekcji, a taka mi się właśnie przytrafiła. Ma bardzo przyjemną konsystencję przezroczystego żelu i naturalny lekki zapach, który jednak mi osobiście nie przypadł do gustu, choć myślę, że powodem mogła być moja ciążowa nadwrażliwość na wszelkie zapachy. 

Jeśli chodzi o cenę to jest to produkt ze średniej półki, za opakowanie o pojemności 300ml trzeba zapłacić około 20 zł, ale warto podkreślić, że jest on bardzo wydajny, bo stosunkowo niewielka ilość wystarcza do jednokrotnego użycia. Podsumowując, uważam, że jest to preparat godny polecenia, a jego cena jest adekwatna do jakości. Ja na pewno zafunduję sobie jego kolejne opakowanie. 


Warto również przeczytać:


poniedziałek, 26 listopada 2012

Krem ochronny na zimę dla Maluszka

Moi drodzy witam  po dłuższej i nieoczekiwanej przerwie. Niestety tak to jest czasami w życiu, że nie zawsze uda się zrobić to co się zaplanuje. Tak gwoli wytłumaczenia - przerwa spowodowana była problemami ciążowo- zdrowotnymi. W związku z tym przepraszam wszystkich (szczególnie tych stałych) czytelników bloga również za opóźnienia w odpowiadaniu na maile czy komentarze. Mam nadzieję, że już teraz uda mi się być w miarę na bieżąco.

Za oknem jeszcze zimy co prawda nie widać, bo temperatury stale dodatnie, ale myślę, że warto pomyśleć o jakimś kremie ochronnym dla Waszych dzieciaków, bo nigdy nie wiadomo, kiedy przyjdą mrozy. Ja tak szczerze to wolałabym, aby już było mroźno, bo wtedy moje dziecko zawsze mniej już choruje, ale niestety to nie ja o pogodzie decyduję ;)

Jeśli macie jakieś doświadczenia w "dziecięcych" kremach ochronnych na zimę, podzielcie się nimi. 
Ja wypróbowałam u mojego Szkraba kilka kremów i u mnie najlepiej sprawdza się na zimę Mustela Cold Cream. Kremik ten ma bardzo dobrą konsystencję, łatwo się rozprowadza i szybko wchłania, a mimo to wyśmienicie spełnia swoją funkcję i chroni delikatną skórę dziecka. Doskonale nawilża i zapobiega podrażnieniom, a także łagodzi wszelkie zaczerwienienia. Ma delikatny zapach, ale wydaje mi się, że nie jest on uciążliwy, tylko przyjemny - choć zapachy to oczywiście kwestia gustu. Na pewno wadą jest stosunkowo wysoka cena, ale krem jest naprawdę bardzo wydajny, więc myślę, że warto tutaj zainwestować. Jeśli Wasz maluszek ma bardzo wrażliwą cerę, poproście w aptece o próbkę - z tego co wiem, większość aptek nimi dysponuje.

Dziś było krótko, ale postaram się wkrótce nadrobić zaległości. ;)

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Mediderm

Kiedyś obiecałam. że wspomnę o kosmetykach do skóry atopowej, bo atopowe zapalenie skóry jest jednym z najczęściej występujących zaburzeń, dotykającym blisko 20% dzieci. Sama jestem mamą chłopca, który zmaga się z AZS... Niestety.
Wiadomo, że w przypadku chorych na AZS, ale także łuszczycę czy egzemę, ważna jest codzienna pielęgnacja skóry i stosowanie emolientów, czyli preparatów  o działaniu nawilżającym i natłuszczającym.
Dziś chciałabym wspomnieć o kosmetykach z linii Mediderm, jako że, w mojej aptece cieszą się one bardzo duzym wzięciem i pozytywnymi opiniami pacjentów. Na pewno są to produkty mniej znane, niż pospolite Emolium, Oilatum czy Oillan, więc co je wyróżnia? 
Produktem najczęściej kupowanym u mnie w aptece jest Mediderm krem, który występuje w gramaturze 100g, 500g i ...uwaga;) ... 1kg. Jego podłoże tworzą wazelina biała i parafina ciekła, które zapewniają długotrwałe nawilżenie i natłuszczenie skóry, a także hamują utratę wody przez skórę, a o to chodzi w emolientach. Krem dzięki delikatnej konsystencji bardzo szybko się wchłania (sama sprawdzałam) i nie brudzi odzieży czy pościeli... 
Warto wspomnieć również, że produkt nie zawiera w składzie parabenów, barwników, substancji zapachowych ani laurylosiarczanu sodu (pospolitego SLS) - detergentu o silnym działaniu drażniącym i dlatego może być stosowany od pierwszego miesiąca życia. Nie wiem, czy czytacie opakowania kosmetyków, ale tak naprawdę zdecydowana ich większość (co gorsza - nawet tych do skóry atopowej i przeznaczonych dla naszych milusińskich) jest naszpikowana parabenami, zawiera substancje takie jak PEG, a czasami nawet substancje bardzo niebezpieczne dla zdrowia :(  Tak więc tutaj zdecydowany plus za skład Medidermu. Zawsze jednak pamiętajcie o stosowaniu emolientów nie tylko w okresie zaostrzeń AZS ale także w okresach remisji czyli wyciszenia choroby.

Jakie jeszcze preparaty z linii Mediderm mamy do dyspozycji?  Są dwa preparaty do mycia, które jednocześnie chronią, nawilżają i odżywiają sucha skórę:
1) Mediderm shower - emulsja pod prysznic
2) Mediderm bath - emulsja do kąpieli

Można by więc rzec, że producent nas rozpieszcza, bo w zależności od warunków lokalowych, każdy znajdzie coś dla siebie. Oba preparaty nie zawierają SLS, parabenów, substancji zapachowych ani barwników i mogą być, podobnie jak krem, stosowane od pierwszego miesiąca życia. Ponoć świetnie się sprawdzają. Podkreślić należy również bardzo przyzwoitą cenę właściwie wszystkich preparatów z tej linii ;) 
Warto jeszcze wspomnieć, że produkty te sprawdzają się również dobrze do codziennej pielegnacji skóry osób starszych, bo po 65 roku życia suchość skóry jest bardzo częstym problemem.

Zanim zakupicie jakiś preparat do pielęgnacji skóry atopowej czy z łuszczycą, warto poprosić w aptece o próbki, aby sprawdzić czy skóra nie zareaguje nadwrażliwością. Próbki to naprawdę fajna rzecz, może nie zawsze farmaceutki same zaproponują, ale na pewno sami możecie popytać ;)


Warto również przeczytać:

Protopic - czy na pewno bezpieczniejszą alternatywą dla sterydów?

Kosmetyki do pielęgnacji skóry trądzikowej

Sposoby na trądzik

piątek, 13 lipca 2012

Kosmetyki do pielęgnacji skóry trądzikowej

Dziś, tak jak ostatnio obiecałam, będzie troszkę o kosmetykach do cery trądzikowej. 
Jak pisałam poprzednio, w przypadku cery problemowej, bardzo ważna jest jej odpowiednia pielęgnacja. Nie wolno więc myć twarzy zwykłym mydłem, co robi chyba spora część nastolatków. Polecam używać żelu czy pianki do mycia twarzy do cery trądzikowej. Większość firm kosmetycznych ma w swoim asortymencie takie produkty. U mnie bardzo dobrze sprawdziła się seria Pharmaceris T. Polecam do codziennego mycia twarzy piankę Puri-Sebostatic. Skutecznie łagodzi ona zmiany trądzikowe i normalizuje wydzielanie sebum, a do tego jest bardzo delikatna. Rekomendować mogę rónież tonik Puri-Sebotonique i aktywny krem przeciwtrądzikowy Sebostatic noc. Krem ten zawiera kwas azelainowy (o którym wspominałam w poprzednim artykule) i dobrze redukuje istniejące zmiany trądzikowe. Skóra już po kilkukrotnym użyciu jest naprawdę oczyszczona, zregenerowana i rozjaśniona. Gdyby jednak po pierwszym zastosowaniu wystąpiło podrażnienie i zaczerwienienie, to nie martwcie się. Na pewno ustąpi ;) i już po kilkukrotnym użyciu będzie ok. Ja używałam jeszcze z tej serii kremu intensywnie nawilżającego na dzień Sebomatt-Moistatic, bo przy skórze trądzikowej należy pamiętać o jej odpowiednim nawilżeniu, gdyż nadmiernie przesuszona reaguje zwiększonym wydzielaniem sebum. Krem ma lekką konsystencję, a nawilżenie naprawdę jest odczuwalne.




Próbowałam również kiedyś kosmetyków z serii Iwostin Purritin i mimo że w aptece słyszę o nich sporo pozytywnych opinii, to ja nie byłam zadowolona. Żel do mycia twarzy spowodował u mnie ogromne podrażnienie skóry, pewnie za sprawą olejku z drzewa herbacianego, który był w składzie ;) Jakiś czas temu zmieniono skład kosmetyków z serii Purritin i olejku z drzewa herbacianego nie ma już w składzie, ale ja i tak chyba już się nie przekonam do tej serii...

Co jeszcze? Próbowałam też kosmetyki z AA Therapy do cery trądzikowej i również efekt był średni, a chyba zdecydowaną zaleta była niska cena, co jest zauważalne w porównaniu do np. Pharmacerisu ;)

Jakiś czas temu w aptece odwiedził mnie przedstawiciel i przedstawił nową serię kosmetyków do skóry trądzikowej ACNAID, o dość ciekawym i innowacyjnym składzie. Mają oni trzy produkty:

Acnaid Cleanser 200ml - Mleczko oczyszczająco-kondycjonujące do skóry trądzikowej. Jego formuła oparta jest na ekstrakcie z białej herbaty i ma działanie kojące, antyoksydacyjne i łagodzące, jest to produkt idealny do pielęgnacji cery mieszanej, bardzo delikatny, dlatego może być też stosowany w okolicach oczu.

Acnaid Liquid Soap 300ml - Żel myjacy do skóry tradzikowej, oparty na ekstrakcie z lilii wodnej (działanie antybakteryjne, przeciwzapalne, antyoksydacyjne) i kilku jeszcze składnikach, które minimalizują rozwój mikroorganizmów mogących zaostrzyć zapalne wykwity trądzikowe. Jest to preparat dedykowany do cery mieszanej i tłustej, który nie tylko idealnie oczyszcza skórę, ale także usuwa mikroorganizmy powodujące podrażnienia.  Nie polecałabym tego preparatu jednak do bardzo wrażliwej na podrażnienia skóry.

Acnaid Gel 303 "PointGel" - Żel punktowy do skóry trądzikowej. Skłąd preparatu bardzo ciekawy i innowacyjny, bo jest to połączenie 4% nadtlenku wodoru (najwyższe stężenie na rynku w preparatach przeciwtrądzikowych)  o silnym działaniu przeciwbakteryjnym oraz 0,5 % kwasu salicylowego (działanie złuszczające, przeciwzapalne, regulujące wzrost i różnicowanie komórek, komedolityczne czyli rozpuszczające zaskórniki). W składzie mamy również panthenol, który ma działanie nawilżające, przeciwzapalne, łagodzące podrażnienia i czyni skórę bardziej elastyczną i delikatną. Jest to preparat bezpieczny w każdym wieku, z reguły dobrze tolerowany i może być stosowany nawet w ciąży, skuteczny w zmianach o charakterze zapalnym i niezapalnym.

Sama nie próbowałam osobiście jeszcze tej serii preparatów, ale na pierwszy rzut oka wydają się być OK. Jeśli ktoś próbował, proszę o opinię na blogu ;)

poniedziałek, 21 maja 2012

Jak się pozbyć cellulitu?

Witam po pięknym, słonecznym weekendzie... Nie wiem jak Wy, ale ja wypoczęłam ;) Taka piękna pogoda przypomina mi, że trzeba się troszkę wziąć za siebie, bo zbliża się sezon bikini ;) Również do apteki coraz częściej przychodzą pacjentki z prośbą o zarekomendowanie jakiegoś skutecznego specyfiku na cellulit. 
Czy mamy jakiś super środek na tą przypadłość? Zacznę może od tego, co to takiego jest cellulit. Kiedyś traktowany był jako defekt kosmetyczny, natomiast obecnie cellulit uznaje się za chorobę tkanki podskórnej o charakterze metabolicznym, która polega na patologicznym przeroście komórek tłuszczowych (tzw. adipocytów). Powiększone komórki tłuszczowe zgromadzone w ciasnych przegrodach tkanki łącznej, powodują powstawanie zagłębień w skórze i uciskają na naczynia krwionośne i limfatyczne. Wywołuje to zaburzenia mikrokrążenia płynów w skórze i tkance podskórnej oraz obrzęki i nagromadzenie się produktów przemiany materii... Tkanki otaczające ulegają deformacji, a skóra staje się nierówna i przypomina swym wyglądem skórkę pomarańczy, co chyba jest zmorą większości kobiet: młodych i dojrzałych, szczupłych i otyłych. Przyczyny cellulitu mogą być różne, ale jedną z głównych są hormony ;) 

Rozwój cellulitu jest z reguły kilkuetapowy. Można wymienić następujące stadia cellulitu: 
- lekkie - nie można go zobaczyć gołym okiem, efekt skórki pomarańczowej jest widoczny dopiero po ujęciu skóry w fałdę, zmiany skórne nie są bolesne, 
- średniozaawansowane - zagłębienia skóry widoczne są podczas napinania mięśni w pozycji stojącej, pojawiają się wtedy dodatkowe zaczerwienienia i jasne pasma, w badaniu palpacyjnym wyczuwa się drobne grudki i bardzo drobne guzki,
-zaawansowane - rowki i uwypuklenia oraz pasma zaczerwienień i rozjaśnień widoczne w spoczynku, także na łydkach, zmiany skórne są bolesne przy ucisku. 

Pamiętajcie Drogie Panie, że leczenie cellulitu zawsze powinno przebiegać na kilku płaszczyznach, nie wystarczy tylko smarować się niby cudownymi kosmetykami, na które czasami skuszone reklama wydajemy fortunę...  ;) Właśnie ostatnio widziałam na przystanku autobusowym reklamę nowego specyfiku na cellulit, a mianowicie Ujędrniający żel antycellulitowy NIVEA Q10 plus ;) 
Według reklamy wyraźnie zmniejsza on oznaki cellulitu w 3 tygodnie, ale raczej nie wierzcie w takie bzdury. Moim zdaniem, aby zmniejszyć cellulit konieczne jest połączenie kilku elementów. 
Przede wszystkim ważna jest odpowiednia dieta, złożona z bogatych w warzywa i owoce posiłków i dużej ilości płynów. Warto natomiast wykreślić z jadłospisu produkty przetworzone i pełne konserwantów, barwników i aromatów, ograniczyć sól i słodycze (proponuję zastąpić biały cukier miodem) oraz używki (alkohol, kawa). Bardzo ważnym natomiast składnikiem diety antycellulitowej powinien być błonnik, zarówno ten rozpuszczalny w wodzie, który spowalnia wchłanianie tłuszczu (występuje w cytrusach i jabłkach), jak i nierozpuszczalny w wodzie, chroniący przed zaparciami (ciemny ryż, gruboziarniste pieczywo, kasze). 

Apropos jabłek to w weekend będąc w Warszawie miałam okazję spróbować   napój piwny Sommersby ;) Nie jest to co prawda typowy cider (które uwielbiam), ale mieszanka piwa i soku jabłkowego, w smaku jednak naśladująca słodki cider. Z braku laku i trudnej dostępności ciderów w Polsce  (co mnie niezmiernie dziwi) może być ;) 

Wracając do głównego tematu - bardzo ważna jest również aktywność fizyczna. Sporty takie jak jazda na rowerze, bieganie, szybkie marsze poprawiają krążenie i przepływ limfy ;) co ułatwia usuwanie toksyn z organizmu, jednak ważna jest tutaj regularność. Na pewno przydałoby się też byłoby zafundować sobie jakiś aerobik, bo przyspieszymy w ten sposób spalanie tłuszczu. Jeśli ktoś jest zwolennikiem jogi, to również poprawi dzięki niej sprężystość i elastyczność skóry. Warto pokusić się też o zmianę nawyków sprzyjających powstawaniu cellulitu (wysokie obcasy, obcisłe ubrania, długotrwałe siedzenie za kierownicą, czy za biurkiem, gorące kąpiele). 

A co poza tym...? Mamy oczywiście całą gamę kosmetyków na cellulit, ale pamiętajcie, że ich aplikacja powinna być poprzedzona dobrze wykonanym masażem, który odpowiada za rozbijanie tkanki tłuszczowej, pobudzanie krążenia i przepływu limfy w skórze, co przyspiesza eliminację toksyn. Masaż powinno się wykonywać po kąpieli lub prysznicu o naprzemiennej temperaturze wody, co pobudza krążenie, bądź gołą ręką, bądź też np. myjką z trawy morskiej. Zawsze zaczynamy masaż od kostek, przesuwając się kolistymi ruchami w kierunku ud. Po takim masażu na pewno skuteczność preparatu antycellulitowego będzie zdecydowanie lepsza. I jeszcze taka jedna uwaga, w przypadku skóry skłonnej do pajączków nie należy stosować preparatów z kofeiną czy teofiliną, bo rozkurczają one naczynia, co osłabia ich ścianę ;) O substancjach aktywnych stosowanych w najpopularniejszych kosmetykach antycellulitowych będzie następnym razem ;) ponieważ jest to dość szeroki temat.

Jakie jeszcze mamy możliwości? Na pewno każdy wie, że jest całe mnóstwo metod leczenia cellulitu z zastosowaniem zabiegów kosmetycznych, jednak pamiętajcie, że nie wystarczy taki jednorazowy zabieg, na który pewnie niejedna z Was chętnie by się skusiła, ale konieczne będzie minimum kilkukrotne jego powtórzenie. Często są to bardzo duże koszty, które niestety przekraczają możliwości finansowe większości z nas ;) Tym mało optymistycznym akcentem kończę na dziś ;) i zapraszam na następny artykuł, który będzie kontynuacją moich dzisiejszych wywodów. 



Warto również przeczytać:

Cellulit c.d.

Hydrominum

Detocell i Cellasene