środa, 30 października 2013

Tran a odporność

Ostatnio sugerujecie mi w mailach, bądź na dedykowanej podstronie, wiele tematów do nowych artykułów. Oczywiście bardzo się z tego cieszę, ale jak pewnie zdajecie sobie sprawę, nie jestem w stanie wszystkich ich jednocześnie opisać. Zatem w niektórych przypadkach trzeba będzie poczekać na artykuł o danym temacie/problemie nawet kilka tygodni lub nawet miesięcy. Mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe, w każdym razie będę starać się, by żaden z proponowanych tematów nie pozostał bez odzewu.

Dziś właśnie będzie kolejny taki artykuł 'na Wasze zamówienie' dotyczący tranu w kontekście odporności. Naleję sobie do pisania tylko szklaneczkę cydru, który w Polsce dopiero staje się popularny, a w krajach skandynawskich, czy anglosaskich już od długiego czasu cieszy się dużym powodzeniem. Na szczęście do Londynu niedaleko, więc mąż poleciał tam na zakupy, co prawda głównie ubranek dla dzieci, ale przywiózł również spory zapas angielskich cydrów. ;) W tym mojego ulubionego Strongbow'a w różnych wersjach smakowych. :)
Przy okazji ciekawostka - to co u nas nazywa się Somersby ani się nie umywa do prawdziwego cydru Somersby produkowanego w Danii czy Wlk. Brytanii. Nie wiem skąd wyniknęła taka polityka firmy Carlsberg, że sprzedaje na rynku polskim piwo z dodatkiem aromatu jabłkowego, zamiast 'czystego' cydru jabłkowego. Mam nadzieję, że kiedyś firma naprawi ten błąd. Póki co zostaje kupno Somersby w innych krajach, by poczuć orzeźwiający smak prawdziwego cydru.

Wracając jednak do tematu tranu - na początek trochę teorii. Nie wiem, czy wiecie, ale nazwa "tran" zastrzeżona jest dla oleju z wątroby dorsza atlantyckiego i innych ryb z rodziny dorszowatych. Tak się jednak składa, że znany wszystkim ( na szczęście nie osobiście;) ) rekin nie jest do niej zaliczany, a więc de facto olej z wątroby rekina to nie "tran", choć... często powszechnie tak się go też określa. Ja niezbyt lubię takie uproszczenie, bo tran i olej z wątroby rekina różną się składem, choć oczywiście są też podobieństwa. 


czwartek, 24 października 2013

Flegamina czy Mucosolvan?

Za oknami złota polska jesień, a mimo to w aptece często zdarzają się już pacjenci z prośbą o coś na przeziębienie, na katar, bądź kaszel. Myślę, że tematyka przeziębień będzie pojawiała się w sezonie jesienno-zimowym cyklicznie na moim blogu, ponieważ jest to obszerny problem i nie da się go opisać w jednym poście. 
Dziś starcie 'potentatów', czyli "Flegamina" kontra "Mucosolvan" w walce z mokrym kaszlem. Często pytacie mnie w aptece co lepsze. Postaram się więc odpowiedzieć na to pytanie, ale najpierw kilka słów tytułem wstępu. :)

Jak wiadomo kaszel to mechanizm obronny, mający na celu oczyszczenie dróg oddechowych z zalegającej wydzieliny lub ciała obcego. 
Wyróżniamy dwa rodzaje kaszlu:          
  • kaszel suchy czyli nieproduktywny
  • kaszel mokry czyli produktywny, któremu towarzyszy odkrztuszanie wydzieliny
Dziś skupmy się na kaszlu mokrym. 
Skąd się bierze wydzielina i problemy z odkrztuszaniem?  Ona nie pojawia się ot tak, bo zaatakowały nas wirusy ;) tylko ... określona ilość płynnego śluzu jest wydzielana w drogach oddechowych u każdej zdrowej osoby. Ta śluzowa wydzielina, a wraz z nią zanieczyszczenia, które dostały się do dróg oddechowych jest stale przesuwana dzięki ruchom rzęsek w kierunku krtani i odkrztuszana. Jest to niejako bariera ochronna, która utrudnia przedostanie się drobnoustrojów do dróg oddechowych. 
W wyniku infekcji wydzielina w drogach oddechowych staje się lepka i gęsta, praca rzęsek zostaje upośledzona i nie radzą sobie one z usuwaniem lepkiego śluzu na zewnątrz. Flegma zalega więc w drogach oddechowych, a pacjent ma problem z jej odkrztuszaniem i prześladuje go mokry kaszel. Dobrze jest wtedy wspomóc się jakimś środkiem, który ułatwi pozbycie się zalegającej wydzieliny. W aptece jest ich oczywiście cała masa, ale pacjenci chyba najczęściej sięgają po któryś lek z duetu:  "Flegamina" i "Mucosolvan". Co lepsze?


sobota, 19 października 2013

Lipa

Dziś kontynuacja tematyki zielarskiej. Z racji na fakt, iż sezon przeziębień przed nami, tym razem postanowiłam bohaterką uczynić lipę. W Polsce jest ona popularnym drzewem, które spotkać można zarówno w lasach, jak i parkach. Rozróżniamy dwa gatunki: Lipa drobnolistna (Tilia cordata) i Lipa szerokolistna (Tilia platyphyllos). Kwiaty lipy mają przyjemny, słodki zapach. Ja lubię się nim rozkoszować, bo niejako zwiastuje on lato, a to moja ulubiona pora roku :)
Właściwie już od niepamiętnych czasów lipa jest uważana za drzewo o magicznej mocy. Sławili ją najwięksi polscy poeci... Któż z nas nie pamięta fraszki "Na lipę" Jana Kochanowskiego? ;) 

Surowcem leczniczym jest kwiatostan lipy, który w postaci gorącego naparu zalecany jest między innymi przy przeziębieniach, grypie oraz wszelakich infekcjach układu oddechowego. Dlaczego? Wykazuje on działanie napotne, a co za tym idzie także łagodne działanie przeciwgorączkowe. Celowo napisałam, że "łagodne", ponieważ przy wysokiej gorączce na pewno kwiat lipy nie zastąpi jakiegoś mocniejszego środka typu paracetamol, czy ibuprofen.
Ale to nie wszystko. Kwiatostan lipy działa także przeciwzapalnie oraz osłaniająco i powlekająco na błony śluzowe, stąd efekt łagodzący kaszel i kojący ból gardła, a więc... jeśli dopadnie Was jesienne przeziębienie - gorący napar z lipy, najlepiej z sokiem malinowym, ciepłe skarpety i do łóżka. :) 


poniedziałek, 14 października 2013

Neomag forte - naturalny magnez?

Witajcie po weekendzie. Jak pisałam na FB, spędziłam go w Tatrach i muszę przyznać, że idealna pogoda sprawiła, że naładowałam baterie na następne tygodnie. Przy okazji mała podpowiedź dla osób planujących tam wycieczki z wózkiem - odpowiednich szlaków jest w Tatrach niestety mało, ja natomiast zdecydowanie polecam Dolinę Białej Wody. Warto przejść nią kilka kilometrów, droga jest idealna dla wózków, równa, a przede wszystkim ze wspaniałymi widokami na Młynarza, Żabią Czubę oraz Rysy i Wysoką. My, gdy zobaczyliśmy w Łysej Polanie tłumy 'walące' nad Morskie Oko, od razu zdecydowaliśmy się przejechać przez most graniczny i zaraz za nim wejść na równoległy szlak prowadzący docelowo na Polski Grzebień. Na szlaku spotkaliśmy dosłownie kilka osób, a idąc nim tylko dobiegający hałas i stukot końskich kopyt przypominał nam, że jedynie kilkadziesiąt metrów dalej - po drugiej stronie rzeki, biegnie zatłoczona droga nad Morskie Oko. 




Wracając jednak do tematu posta: podczas śniadania w pensjonacie niechcący usłyszałam, jak przy sąsiednim stoliku starszy pan polecał koledze Neomag forte, jako najlepszy preparat z magnezem, który pomoże zregenerować zmęczony organizm po trudach wycieczki. Widać tutaj, że reklama naprawdę działa, ale ja jako farmaceutka oczywiście nie mogłam przejść obok takich słów obojętnie. ;) Dziś więc moja krótka analiza tego specyfiku. :)


niedziela, 6 października 2013

Gdy boli ucho

Dziś zgodnie z sugestią jednego z Czytelników będzie kilka informacji jak sobie radzić z bólem ucha. 
Ból ucha to dolegliwość, która może być wywołana przez szereg czynników. Czasami są one całkiem banalne, jak na przykład zmiany ciśnienia podczas lotu samolotem. Mnie na przykład niestety zawsze przy starcie i lądowaniu dopada przenikliwy ból uszów i ich naprzemienne odtykanie i zatykanie. Żeby zminimalizować te mało komfortowe odczucia, warto przyjąć pozycje wyprostowaną i często przełykać ślinę, ssać cukierka czy żuć gumę. To naprawdę pomaga. Podobno pomocne jest też ziewanie, tylko jak tu ziewać na zawołanie? ;)  
Zdarza się jednak, że przyczyny bólu ucha są o wiele poważniejsze, na przykład zakażenia bakteryjne, grzybicze czy wirusowe, bądź uszkodzenia mechaniczne, czy po prostu czop woskowinowy. Właściwie ciężko zdiagnozować, bez zbadania przez lekarza specjalistę, co jest przyczyną dolegliwości. 

Warto zdać sobie sprawę z tego, że nieleczone prawidłowo zapalenie ucha może skutkować bardzo groźnymi powikłaniami, tj. zapaleniem opon mózgowo-rdzeniowych, ropniem mózgu czy zapaleniem błędnika. Właśnie dlatego tak ważna jest szybka i prawidłowa diagnoza lekarska. Ja generalnie zawsze zalecam pacjentowi z bólem ucha wizytę u lekarza - najlepiej laryngologa. Wiem jednak z doświadczenia, że często pacjent reaguje na takie zalecenie w sposób negatywny, tłumacząc, że "kolejki, terminy, brak czasu itp".

Jakie więc są domowe i apteczne sposoby na załagodzenie tej uciążliwej dolegliwości? Niektórzy zalecają wygrzewanie ucha, czy włożenie wacika z olejkiem kamforowym do ucha. Ja jednak zarówno do olejku kamforowego jak i samego wygrzewania podchodzę z dystansem z racji na fakt, iż wygrzewanie nasila w pewien sposób stan zapalny.

Na wielu forach internetowych przeczytać można, że do bolącego ucha dobrze jest włożyć listek zgniecionego wcześniej Geranium (czyli pospolitej "anginki"). Pamiętam jak byłam dzieckiem, to zawsze przy bólu ucha szła mi z pomocą babcia z geranium. ;) Hodowała je w kilku egzemplarzach, mimo, że na okiennym parapecie specjalnie dobrze się nie prezentowały. To jednak dość tradycyjny sposób i właściwie dziś zalecałabym na tym polu ostrożność, aby na przykład nie włożyć takiego listka za daleko itp. 


wtorek, 1 października 2013

Witamina D u niemowląt i dzieci

Niestety chyba już za nami długie, słoneczne dni. Wielkimi krokami zbliżają się jesienne słoty, a potem - oby mroźna i śnieżna - zima. Chciałabym więc przypomnieć Wam o witaminie D. Polecam uwadze posta jej dedykowanego.
Dziś jednak kilka słów o roli witaminy D w rozwoju dziecka. Wszyscy wiemy, że witamina D uczestniczy w procesie mineralizacji kości i odpowiednia jej podaż jest istotnym czynnikiem w profilaktyce krzywicy. 

Objawami charakterystycznymi dla krzywicy są: rozmiękanie lub spłaszczenie kości potylicy, opóźnienie zrastania ciemienia przedniego i wyrzynania zębów, wzrost potliwości okolicy czołowej (zwłaszcza przy karmieniu), a w stadium zaawansowanym deformacje klatki piersiowej, kończyn, bądź kręgosłupa. 
Większość tych objawów zdiagnozować może lekarz, ale polecam zwrócić uwagę choćby na potliwość główki i w razie wątpliwości zawsze zwrócić się do lekarza. U mojego starszego Synka właśnie ta potliwość główki zasugerowała zrobienie dodatkowych badań i okazało się, że suplementacja witaminy D w standardowo zalecanej dawce nie była wystarczająca, zatem trzeba było ją tymczasowo zwiększyć.
Nie wiem czy wiecie, ale niestety niektóre z objawów krzywicy mogą być nieodwracalne, dlatego tak ważna jest profilaktyka - a co za tym idzie witamina D i jej odpowiednia podaż w diecie czy suplementacja. 

Pamiętajcie, że zarówno niedobór witaminy D, jak i jej nadmiar są szkodliwe dla dziecka i mogą mieć poważne konsekwencje. Jakie mogą być objawy przedawkowania witaminy D...? Na pewno niepokój, drażliwość, zaparcia, zaburzenia łaknienia, zbyt szybkie zrastanie ciemienia przedniego, uszkodzenia nerek czy kamica nerkowa. Warto na te objawy zwrócić uwagę, choć nie są one może specyficzne.

Ponieważ zawartość witaminy D w kobiecym pokarmie nie jest wystarczająca, zgodnie z obecnymi zaleceniami (jeszcze z 2009 roku) wszystkie niemowlęta karmione piersią powinny od pierwszych dni życia otrzymywać witaminę D w dawce 400 j.m/dobę, minimum do ukończenia pierwszego roku życia. 
W ubiegłym roku odbyła się jednak w Warszawie konferencja naukowa "Witamina D - minimum, maksimum, optimum", gdzie zespół ekspertów różnych dziedzin medycyny opracował nowe wytyczne dotyczące suplementacji witaminy D dla poszczególnych grup wiekowych w populacji Europy Środkowej. Według tych wytycznych rekomendowana dawka dzienna witaminy D dla niemowląt do 6 miesiąca życia to 400 j.m. a powyżej 6 miesiąca życia 400-600 j.m. Oczywiście zawsze dawka taka może być modyfikowana przez lekarza pediatrę, ale nie w oparciu o zaobserwowane objawy, tylko stosowne badania. 

W aptekach znaleźć można wiele preparatów witaminy D dla niemowląt. Najpopularniejsze chyba są preparaty w formie wyciskanych kapsułek "twist-off", gdzie w 1 kapsułce mamy 400 j.m. witaminy D. Mała uwaga - do spożycia przeznaczona jest tylko zawartość kapsułki. Może dla niektórych to oczywiste, ale zdarzyła mi się pacjentka, która zapytała jak jej 5 miesięczny Synek ma niby taką kapsułkę połknąć. ;) 
I jeszcze jedno. Wyciskając zawartość kapsułki do buźki dziecka polecam zachować szczególną ostrożność, aby kapsułka nie wyślizgnęła się z ręki i nie wpadła do buźki maleństwa. Wiem z doświadczenia, że czasami o to nietrudno, a taka sytuacja w przypadku małego dziecka jest bardzo niebezpieczna. 



Preparatów z witaminą D w formie kapsułek "twist-off" jest w aptekach do wyboru, do koloru. U mnie chyba najlepiej sprawdził się preparat "VitaD", bo w jego przypadku naprawdę łatwo oderwać końcówkę kapsułki, by wycisnąć jej zawartość. Są natomiast takie preparaty, gdzie ta końcówka zamiast się odrywać, "ciągnie się", a jak w końcu się oderwie, to część zawartości się wylewa.


piątek, 27 września 2013

Probiotyki a infekcje intymne


Nie wiem czy wiecie, ale środowisko pochwy zdrowej kobiety zasiedla ponad 100 gatunków drobnoustrojów. Ciekawe jest to, że skład mikroflory pochwy zależy od szerokości geograficznej i ... rasy :), także właściwie u każdej kobiety jest inny. Z wyjątkiem kobiet po menopauzie,  w środowisku pochwy dominują  pałeczki kwasu mlekowego z rodzaju Lactobacillus. To właśnie one są niejako "strażnikiem" zdrowia kobiety i chronią przed infekcjami intymnymi. W jaki sposób...? 
Po pierwsze - dzięki produkcji kwasu mlekowego, zapewniają kwaśne pH w środowisku pochwy, które zapobiega wnikaniu drobnoustrojów, mogących wywołać infekcje. Po drugie - niektóre gatunki bakterii Lactobacillus wytwarzać mogą pewne substancje białkowe o działaniu przeciwbakteryjnym. I wreszcie po trzecie - konkurują one z bakteriami chorobotwórczymi o składniki odżywcze. Dobrze, że mamy do dyspozycji na co dzień takich "strażników", prawda?

Niestety jednak dość łatwo tą naturalną barierę ochronną zaburzyć, choćby przez kuracje antybiotykowe, stosowanie doustnych środków antykoncepcyjnych  częste zmiany partnerów seksualnych, bądź błędy higieniczne. I co wtedy?  Ano pole do popisu mają wówczas "nieproszeni goście" czyli bakterie patogenne, grzyby, pierwotniaki i... infekcja gotowa.
Właśnie dlatego warto pamiętać o probiotykach, które mogą być niesamowicie pomocne w odbudowie ekosystemu pochwy, a co za tym idzie zapobieganiu infekcjom. 

Długi czas w aptekach 'królował' "Lactovaginal", więc chyba nie ma kobiety, która by o nim nie słyszała. ;) Dziś jeśli chodzi o probiotyki ginekologiczne, mamy jednak w czym wybierać. Do dyspozycji są zarówno preparaty dopochwowe, jak i doustne.  Czym więc się kierować przy wyborze?
Po pierwsze polecam zwrócić uwagę na to, czy producent podaje na opakowaniu (w ulotce) nazwę konkretnego szczepu bakterii probiotycznych. Jeśli nie, to taki preparat raczej nie jest godny polecenia, ponieważ własności probiotyków są zależne od konkretnego szczepu! Dla ułatwienia wskazówka- nazwa szczepu jest trzyczłonowa, czyli mały przykład: nie wystarczy napisać Lactobacillus rhamnosus, tylko np. Lactobacillus rhamnosus 573.

Poza tym, oczywiście nie wszystkie szczepy mają odpowiednie badania, warto więc wybierać te preparaty, które zawierają szczepy o udokumentowanym działaniu. Wiem- przeciętnemu człowiekowi to nic nie mówi, dlatego teraz moja mała analiza. 
Z probiotyków dopochwowych godne polecenia są preparaty :

"inVag"- który zawiera 3 szczepy probiotyczne, których skuteczność  i bezpieczeństwo potwierdzono w badaniach klinicznych
Dodatkowo atutem jest oporność na środki plemnikobójcze tj. nanoxynol-9
"Gynophilus"- zawiera 1 szczep bakterii, ale także o udokumentowanym działaniu
i wspomniany wcześniej "Lactovaginal" .
Nie polecam natomiast takich na przykład preparatów jak "Floragyn", mimo, że preparat ma dodatkowe składniki, które mogą łagodzić infekcje, ponieważ producent nie wyszczególnia jakie szczepy są w składzie.

Pytacie mnie często  mailowo, jak to jest z probiotykami doustnymi, czy mają taką samą skuteczność w odbudowie flory, jak te przyjmowane dopochwowo. Okazuje się, że tak, choć pewnie niektórym wydaje się to nieprawdopodobne.
Ważne jest jednak, aby szczepy zawarte w preparacie były oporne na działanie soku żołądkowego i żółci-wtedy przechodzą przez przewód pokarmowy i docierają z okolic odbytu do pochwy:) No i oczywiście muszą to być szczepy, które wykazują powinowactwo do nabłonka pochwy i zdolność do jej kolonizacji;) dlatego nie wystarczy łykać sobie dowolny probiotyk- jaki z reguły stosuje się przy antybiotykoterapii, choć pewnie byłoby taniej.

Z "ginekologicznych" probiotyków doustnych polecić mogę takie preparaty jak:
"Provag", czy "Lacibios femina".

Nie wiem czy wiecie, ale jest jednak pewna różnica między probiotykami przyjmowanymi doustnie i dopochwowo. Uważa się, że preparaty dopochwowe działają szybciej, ale krótkotrwale, a probiotyki doustne wywołują bardziej długotrwały efekt kolonizacji pochwy, aczkolwiek ich działanie pojawia się z opóźnieniem. Wydaje mi się więc, że przy nawracających infekcjach w ramach profilaktyki warto wybrać probiotyk doustny, natomiast wtedy kiedy zależy nam na szybkim efekcie- dopochwowy. Ja często zalecam moim pacjentkom przy nawracających infekcjach zacząć od probiotyku dopochwowego (10 dni), a potem np. raz w miesiącu robić sobie kurację probiotykiem doustnym.

Pamiętajcie, że probiotyki ginekologiczne powinno się przyjmować 1-2 razy dziennie przez minimum 7 dni.
Preparaty doustne powinno się przyjmować w trakcie lub 30 min po posiłku. 
W tracie antybiotykoterapii zaś najlepiej przyjmować probiotyk doustny na godzinę przed lub 3 godziny po zażyciu antybiotyku. Ważne jest też, aby kurację taką kontynuować jeszcze minimum 7 dni po skończeniu antybiotyku. 

Na koniec mała ciekawostka. Nie wiem, czy wiecie, ale firma Holbex ma w swojej ofercie "tampony probiotyczne Ellen". Jest to w sumie jedyny taki produkt na rynku. Są to tampony nasączone kompleksem Lacto Naturel. Kompleks ten zawiera opatentowane szczepy bakterii probiotycznych, które wchodzą w skład mikroflory pochwy. Ich skuteczność potwierdzona została w badaniach klinicznych. Przyznam szczerze, że produkt wydaje się być ciekawy, ponieważ jak wiadomo w czasie menstruacji spada poziom pałeczek kwasu mlekowego w pochwie i rośnie pH, co zwiększa podatność na infekcje. Wiadomo natomiast, że podczas okresu bezzasadne jest stosowanie probiotyku dopochwowego, więc tampony Ellen wydają się być ciekawą alternatywą. Dodam jeszcze, że tampony Ellen dostępne są tak jak tradycyjne tampony w trzech rozmiarach - mini, normal i super. Każdy rodzaj wykazuje inny stopień chłonności wydzieliny menstruacyjnej, ale taką samą ilość bakterii probiotycznych. Wiem, że nie wszystkie Panie zdają się na tampony w "te" dni, ale dla zwolenniczek tamponów to na pewno fajna alternatywa:) z dodatkową korzyścią:)


Warto również przeczytać:


sobota, 21 września 2013

Konkurs na pożegnanie lata

Z okazji końca lata oraz nieuchronnie nadchodzących jesiennych słot, mam dla Was mały konkurs.
Tym razem nagrodą będzie krem ochronny do twarzy LIPO-INTENSIVE z serii Pharmaceris A, o wartości około 30 zł. Jest to krem rekomendowany do skóry wrażliwej i alergicznej na zimę, która zbliża się niestety wielkimi krokami.




Aby wziąć udział w losowaniu należy odpowiedzieć na trzy proste pytania oraz polubić moją stronę na Facebooku (przycisk znajduje się na górze strony po lewej stronie). Pytania są proste, ponieważ odpowiedzi na wszystkie z nich znajdziecie w tegorocznych artykułach na moim blogu. ;)

Oto one:

1) W skład jakiej popularnej maści wchodzi koper włoski?
2) Sok z której rośliny wykorzystać można do leczenia kurzajek?
3) Jaka witamina powstaje w skórze pod wpływem promieni słonecznych?

Odpowiedzi proszę przesyłajcie na mój adres e-mail: farmaceutka80@wp.pl, podając swoje imię i nazwisko oraz miejscowość zamieszkania. 
Spośród autorów prawidłowych odpowiedzi mój starszy Synek wylosuje jednego zwycięzcę.

Konkurs trwa do czwartku 26 września włącznie, a zwycięzcę ogłoszę w piątek, przy okazji publikacji nowego posta.

Dodatkowo osoba, która przyśle prawidłowe odpowiedzi jako pierwsza otrzyma ode mnie mini zestaw próbek kosmetyków :)

Warto również przeczytać:

wtorek, 17 września 2013

Katar, czyli co należy wiedzieć o kroplach nosa

Jest takie powiedzenie "Wszystko co dobre, szybko się kończy". Niestety lato praktycznie za nami i czy tego chcemy, czy nie - sezon na chorowanie zbliża się wielkimi krokami. Mój starszy Synek rozpoczął po wakacyjnej przerwie przedszkole i już po 3 dniach wrócił z katarem, z którym zmagaliśmy się cały ubiegły tydzień. Dziś więc kilka słów o katarze, ale raczej w kontekście prawidłowego stosowania leków podawanych "donosowo", bo zauważam niestety na tym polu dużo błędów.

Katar jest objawem zapalenia błony śluzowej nosa. Katar infekcyjny (towarzyszący przeziębieniu) szybko rozprzestrzenia się drogą powietrzno-kropelkową. Nie tylko bezpośredni kontakt z osobą zakatarzoną, ale nawet samo przebywanie w tym samym pomieszczeniu skutkować może zarażeniem.
Czynnikiem wywołującym katar z reguły są wszędobylskie wirusy, to ich inwazja powoduje szereg zmian w śluzówce nosa. Pojawia się stan zapalny, błona śluzowa nosa staje się przekrwiona i obrzęknięta, a jej komórki produkują zwiększoną ilość wydzieliny. Początkowo jest ona wodnista, ale z reguły z czasem staje się coraz bardziej gęsta. Często pojawiają się problemy z oddychaniem i uczucie "zatkanego nosa". Czasami wydzielina spływając po tylnej ścianie gardła powoduje kaszel. U mojego dziecka przy katarze jest to właściwie regułą. 

Ponieważ katar sam w sobie jest dość uciążliwą dolegliwością, pacjenci często sięgają po środki apteczne, aby skrócić czas jego trwania i w jakiś sposób załagodzić objawy. Pewnie wszystkim z Was znane jest powiedzenie, że "nieleczony katar trwa tydzień, a leczony siedem dni". Myślę, że coś w tym jest, bo wbrew pozorom walka z katarem do łatwych nie należy. Oczywiście w aptece mamy cały "arsenał" leków przeznaczonych do walki z katarem. 
Z doświadczenia wiem, że pacjenci nader często i chętnie sięgają po preparaty takie jak "Otrivin", "Nasivin", "Acatar", "Sudafed Xylospray" itp. Chyba nawet za chętnie. Dlaczego? Efekt działania tych preparatów rzeczywiście odczuwalny jest dość szybko. Znika uczucie "zatkanego nosa", łatwiej się oddycha, bo specyfiki te obkurczają naczynia krwionośne i zmniejszają obrzęk błony śluzowej, jaki towarzyszy katarowi, a więc ... niby wszystko super. 

Jest jednak jedno "ale", na które chciałabym Wam zwrócić tutaj uwagę. 

Pamiętajcie, że maksymalny czas stosowania tego typu preparatów to właściwie 5-7dni i na to chciałabym Was tutaj uczulić. Niestety nie wspominają o tym w reklamach telewizyjnych, a szkoda. Dziś na przykład widziałam reklamę TV "Otrivinu" i oczywiście tą kwestię zupełnie pominięto, za to podkreślono szybki czas działania i skuteczność preparatu. Reklama reklamą, ale niestety czasami także i farmaceuci zapominają przekazać pacjentowi tą istotną informację. 

Wszystko to skutkuje tym, że leki z tej grupy są jakże często nadużywane, co w efekcie prowadzi do uzależnienia... Przy długotrwałym stosowaniu tych preparatów efekt jest bowiem odwrotny od zamierzonego i katar nawraca. Dlaczego? Leki te zmniejszając przepływ krwi w śluzówce nosa powodują, że nie jest ona dobrze zaopatrywana w składniki odżywcze, staje się wysuszona. Reaguje ona na zaistniałą sytuację zwiększoną produkcją wydzieliny, na nowo pojawia się obrzęk i przekrwienie - często większe niż przed zastosowaniem leku... Skłania to pacjenta do sięgania po kolejne dawki kropli i tworzy się niejako błędne koło, a wtedy... uzależnienie gotowe. Ja w swojej praktyce aptecznej już niejeden raz zetknęłam się z pacjentem uzależnionym od tego typu specyfików - najczęściej od preparatu "Xylometazolin" w kroplach, bo to chyba najtańszy preparat z tego grona.  Nie wiem czy wiecie, że nadużywanie niewinnego "Otrivinu doprowadzić może nawet to zupełnego zaniku błony śluzowej nosa, czego nikomu nie życzę... Właśnie dlatego uczulam - leczenie "Otrivinem" i innymi tego typu wynalazkami powinno trwać maksymalnie kilka dni! Co więc mamy do dyspozycji w zamian? 

Na pewno wspomagać się można woda morską hipertoniczną, która dość dobrze udrażnia zatkany nos. Wiem jednak, że nie zawsze jesteśmy zadowoleni z jej działania, dlatego  wszystkim uzależnionym od kropli do nosa chciałabym przedstawić jeszcze inną alternatywę- spray do nosa "Fitonasal" z firmy Aboca. "Fitonasal" zawiera tylko naturalne składniki (prawoślaz lekarski, aloes, mirrę oraz olejki eteryczne), ale naprawdę świetnie udrażnia zatkany nos i ułatwia oddychanie- nie tylko przy infekcjach, ale także problemach alergicznych. Produkt ten nie zawiera substancji zwężających naczynia krwionośne i nie powoduje uzależnienia, dlatego nadaje się do częstego i długotrwałego stosowania. Dzięki obecności olejków eterycznych m.in. z z eukaliptusa i lawendy, nie tylko przepięknie pachnie, ale naprawdę szybko daje uczucie udrożnionego nosa- sama się o tym przekonałam kilka dni temu:) Dodatkowo dzięki składnikom żywicznym i śluzowym preparat nawilża błonę śluzową nosa i chroni ją przed podrażnieniami i drażniącymi czynnikami zewnętrznymi. I jeszcze jedna kwestia warta podkreślenia, "Fitonasal" ma postać mikroemulsji w spray'u, więc nie kapie z nosa:) Po jego aplikacji do nosa może wystąpić chwilowe uczucie pieczenia, dlatego nie zaleca się stosowania specyfiku u dzieci poniżej 8 roku życia. Dla dorosłych jednak to naprawdę fajne remedium na zatkany nos. Polecam spróbować:)

Czasami przy katarze warto wspomóc się także domowymi metodami, pomocne mogą tutaj być inhalacje z dodatkiem olejków (eukaliptusowego, sosnowego, rozmarynowego)...

Na koniec wspomnę, iż przy katarze zaleca się spożywanie dużej ilości płynów, co także rozrzedza wydzielinę. Można również wspomagać się metodą naszych 'babć', czyli miodem i czosnkiem ;) 

czwartek, 12 września 2013

Melisa lekarska

Dziś postanowiłam powrócić do tematyki ziół, a bohaterką tego posta uczynić melisę lekarską. :) To jedno z moich ulubionych ziół. Nie wiem jak Wy, ale ja lubię wypić sobie przed snem herbatkę z melisy, bo wyjątkowo mnie ona odpręża. Ale od początku...

Lecznicze własności tej rośliny znane i wykorzystywane były już w starożytności. Podobno starożytni kąpali się w naparze z melisy, aby nadać ciału przyjemny zapach oraz aromatyzowali wino jej liśćmi, a także stosowali liście melisy jako remedium po ukąszeniach owadów. Ze względu na charakterystyczny cytrynowy aromat, zielem melisy nacierano niegdyś nowo przygotowane ule, które miały zachęcić roje pszczół do ich zasiedlenia. Sprytnie, choć pewnie teraz pszczelarze mają już inne metody ;)

Obecnie melisa dość powszechnie występuje w klimacie śródziemnomorskim, raczej na zacienionych i wilgotnych terenach. Surowcem zielarskim jest liść melisy (Folium Melissae), rzadziej stosuje się ziele (Herba Melissae). 

Surowiec wykazuje przede wszystkim działanie uspokajające i nasenne, dlatego napary z melisy można z dobrym skutkiem stosować przy bezsenności (zwłaszcza na tle nerwowym), w stanach pobudzenia nerwowego, niepokoju, a także depresjach. Ze względu na działanie uspokajające i odprężające, napar z melisy łagodzi także bóle głowy oraz zaburzenia pracy serca związane z napięciem nerwowym. Oczywiście jeśli ktoś nie lubi parzyć ziółek (a wiem, że takich osób jest sporo, bo naród polski dość leniwy z natury jest) ;) to mamy na rynku aptecznym gotowe preparaty z wyciągiem z melisy. 
Tak naprawdę jednak ciężko znaleźć dobry preparat tylko i wyłącznie z melisą w składzie.

Firma Colfarm ma w swojej serii Zioła w tabletkach preparat "Melisa" - 30 tabletek to koszt około 7-8 zł. Wspominałam już w innym poście jednak, że nazwa "zioła w tabletkach" jest moim zdaniem mocno na wyrost, bo poza ekstraktem z melisy mamy w składzie całą masę substancji pomocniczych, których nasz organizm zapewne nie potrzebuje.

W mojej aptece szerokie grono fanów mają od zawsze "Meliski" Aflofarmu, chyba dzięki wdzięcznej nazwie. Obecnie dostępne są one zarówno w formie pastylek uspokajających do ssania, jak i drażetek, ale... w składzie pastylek na pierwszym miejscu znajduje się cukier (bo wiadomo - są do ssania, to muszą dobrze smakować) ;) Ilość ekstraktu z melisy jest jednak niewielka, bo w 1 pastylce mamy 53 mg, ilość magnezu właściwie znikoma - 19 mg jonów magnezu (i to jeszcze w formie węglanu, którego przyswajalność to ok 30%- czyli 7mg) :(, a więc tak jakby go nie było, dodatkowo wyciąg z szyszek chmielu i również cała masa dodatków. Tak więc jako cukierki jak najbardziej, natomiast na pewno w kwestii ukojenia nerwów niewiele zdziałają :)

Wiele natomiast jest preparatów, w których melisa występuje w towarzystwie innych wyciągów ziołowych o działaniu uspokajającym, ale... ziołowe preparaty uspokajające to raczej obszerny temat na osobnego posta.

Pewnie większość z Was kojarzy melisę właśnie z działaniem uspokajającym, choć liść melisy pobudza także wydzielanie soków trawiennych, działa rozkurczowo na mięśnie gładkie przewodu pokarmowego oraz żółciopędnie. Właśnie dlatego napar z melisy można stosować także w różnych zaburzeniach trawiennych, a także przy schorzeniach dróg żółciowych, oraz jako środek łagodzący nudności,wymioty, czy kolki.
Wyciąg z liści melisy jest jednym z wielu ziołowych składników preparatu "Iberogast". Jest to doustny płyn zawierający bogaty wachlarz wyciągów roślinnych, który podobno super sprawdza się przy różnorakich dolegliwościach trawiennych, a także schorzeniach jelit. 

Melisa ponadto łagodzi objawy zespołu napięcia przedmiesiączkowego, dlatego może warto przed miesiączką zamienić wieczorną herbatkę na "Melisa fix" ;)

Na koniec wspomnę jeszcze o tym, że melisa wykazuje także działanie przeciwwirusowe oraz przeciwzapalne. Okłady z naparu z melisy można stosować do łagodzenia dolegliwości po ukąszeniach owadów, a także w bólach reumatycznych oraz co ciekawe - przy opryszczce. Tak, tak... Myślę, że Ci, którzy zmagają się z opryszczką wargową, która jak wiadomo często nawraca, powinni bliżej zaprzyjaźnić się z melisą ;) 

Oczywiście i tutaj nie jest konieczne parzenie ziółek, bo mamy gotowe specyfiki z melisą do stosowania przy opryszczce, takie jak:
"Lips Help maść na opryszczkę" oraz "Lips Help sztyft" do pielęgnacji i ochrony ust w trakcie występowania opryszczki oraz do profilaktyki jej nawrotów. Na pewno melisa nie zadziała aż tak silnie jak acyklovir (czyli pospolity "Zovirax"), wtedy kiedy już pojawią się pęcherzyki, ale myślę, że w ramach profilaktyki warto mieć pod ręką taki sztyft do ust wzbogacony o melisę ;)

Pamiętajcie również o tym, że melisę można wykorzystać również w kuchni, zwłaszcza jej świeże liście o ciekawym, świeżym aromacie. Ja postanowiłam właśnie powiększyć o melisę moją kuchenną kolekcję ziół doniczkowych. ;)

I na koniec mała ciekawostka. Podobno w XVII wieku popularna była korzenna wódka z melisy "karmelitańska dusza", którą uważano za panaceum na wszelkie dolegliwości. Ciekawe jak smakowała ;) I szkoda, że w obecnych czasach nikt nie powrócił do jej produkcji ;)