Dziś, zgodnie z życzeniem niektórych Czytelniczek, będzie o szczepieniach. Jest to bardzo kontrowersyjny temat, więc tym bardziej warto poświęcić mu sporo uwagi.
Szczepić, czy nie szczepić? Pewnie wielu rodziców zadaje sobie to pytanie zaraz po urodzeniu dziecka. I niestety coraz więcej osób wybiera jednak drugą opcję i nie szczepi swoich pociech. Rodzice konsolidują się wręcz w "grupy antyszczepionkowe". Jakie są tego przyczyny?
Na pewno znaczącą rolę odgrywa tutaj fakt, że niedoinformowani przez lekarzy rodzice czują się zagubieni w tematyce szczepień i szukają na ten temat informacji w internecie. Tam zaś nagłaśniane są przypadki odczynów poszczepiennych oraz krążą rozmaite irracjonalne teorie i mity o szkodliwości szczepień, o powiązaniu szczepień z autyzmem itp.
Ja jako mama dwójki dzieci (5-latka i kilkutygodniowego niemowlaka) doskonale rozumiem strach i obawy rodziców, bo wiadomo, że zdrowie Maluszka to priorytet.
Co więc jest prawdą a co mitem w tematyce szczepień?
Szczepionki powstały po to, aby chronić dzieci przed chorobami zakaźnymi, które w dalszym ciągu mogą być groźne. Dzięki szczepieniu uzyskuje się tzw. odporność nabytą przeciw zakażeniom bakteryjnym lub wirusowym. Przeciwnicy szczepień uważają, że skoro choroby na które szczepimy, już w zasadzie nie występują, to nie ma sensu szczepić. Zapominają jednak o tym, że to między innymi dzięki masowym szczepieniom udało się ograniczyć w znaczny sposób lub całkowicie wyeliminować wiele groźnych chorób oraz, że choroby na które szczepimy są o wiele groźniejsze, niż same szczepienia.
Pewnie kluczowe pytanie jakie się nasuwa to bezpieczeństwo szczepionek. Faktem jest, że szczepionki podlegają najbardziej restrykcyjnym procedurom rejestracji. Przed wprowadzeniem do obrotu są one bardzo skrupulatnie badane i przechodzą rygorystyczne kontrole, zarówno na poziomie produkcji, jak i zwalniania do obrotu. Pod kątem bezpieczeństwa sprawdzana jest każda seria. I owszem - zdarza się, że niektóre partie po wprowadzeniu do obrotu są wycofywane, ale są to przypadki rzadkie.
Prawdą jest też, że szczepionki, tak jak wszystkie leki, mogą wywoływać działania niepożądane. Trudno temu zaprzeczyć. Najczęściej jednak odczyny poszczepienne mają charakter łagodny i obejmują: miejscowy obrzęk czy zaczerwienienie kończyny w miejscu podania oraz gorączkę, czy niepokój u dziecka. Objawy te zwykle ustępują po paru dniach. Poważniejsze powikłania zdarzają się niezmiernie rzadko, o wiele rzadziej niż powikłania w przypadku chorób zakaźnych, które to są o wiele groźniejsze. Warto też podkreślić, że najczęściej poważne działania niepożądane występują u dzieci z wcześniejszymi, często wcześniej niezdiagnozowanymi chorobami, czy z dysfunkcją układu immunologicznego.
Są opinie, że MMR - trójskładnikowa szczepionka przeciwko odrze, śwince i różyczce może wywoływać autyzm. Skąd się wzięły? Kilkanaście lat temu brytyjski chirurg, specjalizujący się w chorobach układu pokarmowego Andrew Wakefield, opublikował na łamach prestiżowego zresztą czasopisma medycznego "The Lancet" teorię o powiązaniu autyzmu ze szczepionką MMR Opierał się on jedynie na analizie 12 przypadków chorych na autyzm dzieci, a mimo to jego teorie zyskały wielu zwolenników. Dopiero kilka lat późnej okazało się, że jego badania były oszustwem i teoria została obalona, a publikacja wycofana...
Skąd więc się wzięły skojarzenia szczepionki MMR z autyzmem? Jej pierwszą dawkę podaje się w 13-15 miesiącu życia, czyli wtedy kiedy pojawiają się pierwsze objawy autyzmu, ale taka zbieżność nie znaczy, że jedno wywołuje drugie. Zresztą przeprowadzono szereg badań klinicznych, które wykluczyły związek szczepionki MMR z autyzmem. Ja więc pod tym względem byłabym spokojna.
Przeciwnicy szczepień podkreślają i nagłaśniają także fakt, że niektóre szczepionki zawierają metale ciężkie tj. rtęć, które wykazują dużą toksyczność. Rzeczywiście w niektórych szczepionkach jako konserwant stosuje się thiomersal - związek etylortęci, ale nie jest on tak toksyczny jak metaliczna rtęć czy metylortęć i jest szybko eliminowany z organizmu. Niektórzy dopatrują się związku thiomersalu z występowaniem autyzmu, ale w krajach w których od dawna nie stosuje się szczepionek z thiomersalem liczba zachorowań na autyzm wcale się nie zmniejszyła. Mimo wszystko w wielu krajach wycofano się całkowicie z thiomersalu jako konserwantu w szczepionkach i myślę, że słusznie, bo tak naprawdę nie ma wiarygodnych badań, które wykazałyby jaka dawka thiomersalu jest bezpieczna. Lepiej więc dmuchać na zimne.
W Polsce większość szczepionek również nie zawiera już thiomersalu, ale są i takie, które jeszcze mają go w składzie m.in. szczepionka tężcowo-błoniczo-krztuścowa adsorbowana DTPw, która jest refundowana, szczepionka tężcowa adsorbowana TT, czy niektóre starsze serie Euvaxu B.
Zamieszanie wokół szczepionek jest więc spore, nie ukrywam, że sama mam czasami mieszane uczucia, zwłaszcza jak się zacznę wgłębiać w doniesienia o poważnych odczynach poszczepiennych, kończących się pobytem w szpitalu. Przyznaję też, że kalendarz szczepień jest bardzo napięty, szczególnie w pierwszym roku życia dziecka, co jest trochę przerażające. Samych szczepionek obowiązkowych jest sporo, a przecież są jeszcze te nieobowiązkowe, choć zalecane. Poza tym bardzo wcześnie Maluszek otrzymuje pierwsze szczepionki, bo przeciwko gruźlicy (BCG) i wirusowemu zapaleniu wątroby typu B, już 24 godziny po przyjściu na świat.
Jednoznaczna odpowiedź na pytanie, szczepić czy nie, nie jest więc wcale taka prosta. Myślę, że warto z lekarzem prowadzącym rozważyć wszelkie argumenty za i przeciw oraz wspólnie podjąć decyzję, uwzględniając ewentualne przeciwwskazania (bo są takowe), czy dodatkowe schorzenia naszej pociechy.
Ja mimo wszystko szczepię swoje pociechy zgodnie z kalendarzem szczepień. W przypadku moich dzieci zdecydowałam się na szczepionkę skojarzoną, a konkretnie Infanrix IPV+Hib, głównie ze względu na to, że jest ona pozbawiona rtęci, w przeciwieństwie do refundowanej przez nasze państwo szczepionki DTP. Poza tym, biorąc pod uwagę to, że każde wkłucie jest jednak dla Maluszka dużym stresem i wiąże się z bólem, myślę, że warto zainwestować w szczepionki skojarzone, które w dużym stopniu redukują liczbę wkłuć.
Pewnie niektórzy zapytają, czy wybrać Infanrix IPV+Hib, przy którym osobno podaje się szczepionkę przeciw WZW B (Euvax czy Engerix), czy Infanrix hexa, który obejmuje WZW B (żółtaczkę typu B).
Ja raczej preferuję Infanrix IPV+Hib, bo szczepiąc cały cykl Infanrixem hexa podaje się nadprogramowo dwukrotnie szczepionkę przeciw WZW B, co moim zdaniem niepotrzebnie obciąża organizm niemowlaka.
Co do szczepień dodatkowych, to warto rozważyć z pediatrą, czy i na które szczepienia warto się zdecydować i ewentualnie kiedy, bo oczywiście bombardować dziecko wszystkimi dostępnymi szczepionkami w pierwszym roku życia też nie jest za dobrze. Ja na pewno uzależniłabym to od tego, czy planujemy posyłać Maluszka do żłobka/przedszkola czy też nie. Wiadomo bowiem, że w takich skupiskach zagrożenie jest dużo większe.
O szczepieniu przeciwko rotawirusom pisałam wcześniej, więc zainteresowanych odsyłam TUTAJ.
Na koniec (co nie znaczy, że to mało istotne) nie sposób nie wspomnieć o aspekcie finansowym szczepień. Niestety w Polsce bezpłatne są tylko podstawowe i najtańsze szczepionki. Za jedną dawkę szczepionki skojarzonej Infanrix IPV+Hib trzeba zapłacić od około 100zł do nawet 190zł, a tylko w pierwszym roku życia podaje się ją aż 3 razy, co generuje spore koszty. Jedyne co mogę polecić, to rozejrzeć się w różnych aptekach, ponieważ ceny się naprawdę znacząco różnią, nawet o kilkadziesiąt zł.
Poza szczepieniami obowiązkowymi, są także szczepionki zalecane (przeciwko rotawirusom, pneumokokom, meningokokom). Dla większości małych pacjentów są one odpłatne i niestety nieziemsko drogie.
Dla przykładu cały cykl szczepień przeciwko rotawirusom szczepionką Rotarix (czyli dwie dawki) to koszt około 600-700zł :(
Sama często zadaję sobie pytanie: czemu tak drogo? Niestety nie umiem na nie odpowiedzieć, aczkolwiek doskonale rozumiem, że nie każdy może sobie pozwolić na takie wydatki. Przykre to, ale taka jest niestety polska rzeczywistość. Nie będę tutaj optymistką, ale pewnie nieprędko coś się w tej kwestii zmieni.
Co do Rotarixu to warto podkreślić, że np. w Czechach można go nabyć sporo taniej niż w Polsce, bo jedną dawkę dostaniemy za ok. 1300 Kč, czyli w przeliczeniu ok. 200zł, choć w lecie może być problem z jej transportem, bo wiadomo że szczepionki wymagają temperatury od 2-8°C.
Temat szczepień poza tym, że kontrowersyjny, jest również bardzo szeroki i nie sposób go wyczerpać w jednym poście, dlatego jeśli ktoś jest nim zainteresowany, zachęcam do zadawania pytań w komentarzach.
Warto również przeczytać: