piątek, 15 listopada 2013

SanoFerrin complex

                                                     artykuł sponsorowany

Sezon jesienny w pełni, a co za tym idzie w aptekach szczególnym powodzeniem cieszą się preparaty na przeziębienie i na odporność. Nie wiem, czy wiecie, że czasami zwiększona podatność na infekcje może wynikać z niedoboru żelaza w organizmie, dlatego tak ważna jest jego odpowiednia podaż w codziennej diecie.

Co jest głównym źródłem żelaza...? Przede wszystkim mięso (wątróbka i podroby), ponieważ zawiera ono tzw. żelazo hemowe, które dość dobrze wchłania się z przewodu pokarmowego. Żelazo pochodzenia roślinnego jest niestety dużo gorzej przyswajalne. Osobiście znam osoby, dla których posiłek bezmięsny, nie jest nic wart. Pewnie z żelazem nie mają oni problemów ;) Natomiast są grupy pacjentów szczególnie narażone na niedobór żelaza, a wiadomo - żelazo pomaga w produkcji czerwonych krwinek i hemoglobiny. 


Z myślą o takich pacjentach mamy w aptece wiele suplementów z żelazem dostępnych bez recepty lekarskiej. Dziś chciałabym Wam przedstawić jeden z nich: preparat "SanoFerrin complex" Firmy Biogened. Jest to produkt dla osób u których występuje zwiększone zapotrzebowanie na żelazo. 



Są to przede wszystkim wegetarianie, krwiodawcy, osoby nieracjonalnie odchudzające się, sportowcy, oraz osoby aktywne fizycznie. 
Warto pamiętać, że czasem niedobór żelaza wynika z jego nadmiernej utraty na skutek przewlekłych krwawień, np. kobiety obficie miesiączkujące, pacjenci z chorobą wrzodową, czy uporczywymi krwawieniami przy hemoroidach.
Wzrost zapotrzebowania na żelazo występuje także w okresie ciąży i karmienia piersią, ale w tej grupie przyjmowanie jakiegokolwiek preparatu żelaza powinno być raczej konsultowane z lekarzem.

Jeśli chodzi o skład preparatu "SanoFerrin complex" to na pierwszy rzut oka zwraca uwagę wysoka zawartość żelaza w jednej kapsułce, bo aż 16,8 mg. Na tle innych suplementów dawka ta jest całkiem spora. Żelazo występuje w preparacie w postaci glukonianu żelaza, czyli dość dobrze przyswajalnej soli. 
Na uwagę zasługuje fakt, że preparat zawiera obok żelaza witaminę C, która zwiększa jego przyswajanie, za co oczywiście duży plus. 
Skład preparatu uzupełnia kwas foliowy... w sumie nie ma się czemu dziwić, bo żelazo lepiej się wchłania w towarzystwie kwasu foliowego. Sam kwas foliowy natomiast także wspomaga procesy krwiotwórcze, biorąc udział w produkcji czerwonych krwinek. 
Poza tym preparat wzbogacono także o witaminy B12 i B6. Dlaczego akurat te witaminy? Ponieważ uczestniczą one w procesie powstawania czerwonych krwinek, a dodatkowo wpływają na zmniejszenie uczucia zmęczenia i znużenia. Ostatnim składnikiem preparatu, ale także istotnym, jest cynk. Odpowiada on nie tylko za zdrowy stan naszej skóry i włosów, ale także uczestniczy w wielu procesach metabolicznych ( w tym: metabolizmie żelaza). 

Na koniec kilka informacji praktycznych. Preparat jest w formie wygodnych do połykania kapsułek. Opakowanie 45 kapsułek to koszt kilkunastu zł, a więc bardzo przyzwoicie. Zalecane przez producenta dawkowanie to tylko 1 kapsułka dziennie - po jedzeniu. Dlaczego po jedzeniu, mimo, że wchłanianie żelaza jest najlepsze na czczo i pomiędzy posiłkami? Chodzi tutaj o zminimalizowanie działań niepożądanych. Niestety pacjenci przyjmujący preparaty żelaza często skarżą się na działania niepożądane ze strony układu pokarmowego (nudności, biegunki, zaparcia). Preparat przyjmowany po jedzeniu z reguły jest lepiej tolerowany. :)
I jeszcze jedna moja uwaga na koniec. Producent nie wspomina o tym w ulotce, ale nie zalecam popijać preparatu herbatą. Pewnie zapytacie dlaczego... Otóż zawiera ona pewne związki (taniny), które tworzą z żelazem nierozpuszczalne i niewchłanialne kompleksy. 

niedziela, 10 listopada 2013

Miód na przeziębienie

Wiele razy pisałam o ziołach, zapominając o innej naturalnej i smakowitej substancji, która posiada naprawdę niezwykłe właściwości. Miód, bo o nim mowa, jest produktem wytwarzanym przez pszczoły, ale nie tylko - również niektóre gatunki os. Jest to znany od wieków przysmak, który oprócz własności odżywczych, posiada również bardzo cenne własności lecznicze. O dobroczynnych własnościach miodu przekonani byli już starożytni Egipcjanie, którzy składali go w ofierze bogom i używali do balsamowania zwłok. Sama zaś Kleopatra ceniła sobie kąpiele w mleku z miodem. ;)

Dziś o zdrowotnych własnościach miodu chyba nie trzeba nikogo przekonywać. Pewnie część z Was stosowała przy przeziębieniu mieszankę: gorące mleko z czosnkiem, miodem i masłem. Smakuje okropnie, ale jest naprawdę skuteczna i szybko stawia na nogi. 
Czy stosowanie miodu przy infekcjach wynika tylko z długoletniej tradycji...? Aby się o tym przekonać postanowiłam poszperać trochę w publikacjach i okazuje się, że własności lecznicze miodu są już dość dobrze udokumentowane naukowo, czyli ... Kubuś Puchatek, który tak kochał miód wiedział, co dobre. ;)

Zapewne najcenniejszą właściwością miodu jest jego działanie przeciwbakteryjne i przeciwgrzybicze, choć... mamy trochę rozbieżności, jeśli chodzi o zakres stężeń niezbędnych do zaobserwowania takiego efektu. Właściwie jednak nie ma się co temu dziwić, bo własności antybakteryjne miodu są zależne od jego składu. Dużą aktywność przeciwdrobnoustrojową wykazują miody spadziowe ze spadzi iglastej, a także miód gryczany, czy lipowy. 


środa, 6 listopada 2013

ProLady Menopauza



                                                     artykuł sponsorowany

Nieco ponad 2 tygodnie temu - 18 października obchodziliśmy Światowy Dzień Menopauzy, ustanowiony przez WHO, czyli Światową Organizację Zdrowia oraz Międzynarodowe Towarzystwo Menopauzy. Święto to istnieje po to, aby zwrócić uwagę na problemy związane z przekwitaniem, któremu często towarzyszą uciążliwe  dla kobiety dolegliwości. 
Objawy, które w tym okresie szczególnie dają się we znaki kobietom to: uderzenia gorąca, zlewne poty, zaburzenia snu, nastrój depresyjny, nadmierna nerwowość, problemy z koncentracją, osłabienie pamięci, wzrost ryzyka złamań, czy suchość pochwy i związany z tym spadek libido. HTZ (hormonalna terapia zastępcza) stosowana wciąż jeszcze dość powszechnie do łagodzenia tych dolegliwości, nie jest pozbawiona poważnych działań niepożądanych, bo w dłuższej perspektywie zwiększa ona ryzyko raka piersi, udaru, czy zawału. 

Bezpieczniejszą alternatywą dla HTZ jest więc terapia z zastosowaniem preparatów pochodzenia roślinnego. 

Dziś zatem chciałabym Wam zaprezentować suplement "PROlady Menopauza" firmy Biogened. 




Głównym składnikiem preparatu jest wyciąg z ziela koniczyny czerwonej (koniczyny łąkowej) Trifolium pratense. Tak, tak... to ta pospolita roślina występująca dość powszechnie na łąkach i polanach. Któż z nas nie szukał w dzieciństwie czterolistnej koniczynki, podobno przynoszącej szczęście...? ;)
Nie wiem jednak czy wiecie, że koniczyna łąkowa jest bogatym źródłem tzw. fitoestrogenów. Co to takiego? Związki, które mają zbliżoną budowę do żeńskich hormonów płciowych (estrogenów) i naśladują ich działanie. Dzięki temu koniczyna łąkowa łagodzi zarówno fizyczne, jak i psychiczne objawy przekwitania, które wymieniałam we wstępie. Warto podkreślić także pozytywny wpływ koniczyny łąkowej na gospodarkę lipidową organizmu, (obniżenie poziomu cholesterolu całkowitego i triglicerydów), a także korzystny wpływ na gęstość mineralną kości, a wiadomo... domeną menopauzy jest wzrost ryzyka złamań związany z ubytkiem masy kostnej.
Chciałabym jeszcze zaznaczyć, że fitoestrogeny koniczyny czerwonej nie zwiększają ryzyka raka piersi, ani endometrium - co ma miejsce w przypadku HTZ i mogą być stosowane nawet przy zakrzepicy naczyń żylnych.
I jeszcze mała przewaga nad preparatami sojowymi - wyciąg z koniczyny łąkowej nie wykazuje działania alergizującego, co w dzisiejszych czasach jest szczególnie ważne, ponieważ o alergiach słyszy się coraz częściej.
A więc... niby pospolita, a jednak na swój sposób wyjątkowa, koniczyna łąkowa z pewnością jest warta uwagi w kontekście menopauzy.

Ale wróćmy do składu :) Poza wyciągiem z koniczyny łąkowej preparat "PROlady Menopauza" zawiera także wyciąg z ziela szałwii lekarskiej. Na pierwszy rzut oka wydaje się to dziwne, bo szałwię kojarzymy głównie z płukankami na gardło, ale warto pamiętać, że szałwia zmniejsza także nadmierną potliwość i może łagodzić pojawiające się w okresie przekwitania "zlewne poty". 
Uzupełnienie składu to wyciąg z melisy lekarskiej. Tu warto zaznaczyć działanie łagodnie uspokajające i relaksujące, co jest szczególnie ważne, bo w okresie przekwitania często występuje drażliwość, nadmierne pobudzenie nerwowe, czy trudności z zasypianiem. Melisa skutecznie łagodzi tego typu problemy.

Na koniec wzmianka o cenie. Opakowanie 30 kapsułek to koszt około 20 zł, co przy zalecanym dawkowaniu 1 raz dziennie po 1 kapsułce starcza na miesiąc kuracji, a więc całkiem przyzwoicie. 

Więcej informacji o produktach z serii ProLady znajdziecie na stronie: https://www.facebook.com/pages/Prolady/308717105941837

niedziela, 3 listopada 2013

Iladian - skuteczny probiotyk?

Dziś postanowiłam wziąć na tapetę kolejny produkt Aflofarmu: "Iladian". 
Jest to preparat doustny - wskazany do stosowania w celu odtworzenia prawidłowej flory bakteryjnej oraz właściwego pH pochwy, według producenta polecany między innymi w trakcie i po antybiotykoterapii. 

Popatrzmy na skład: już na opakowaniu producent umieścił informację, że preparat "zawiera aż 6 mld bakterii probiotycznych". 
Są badania, które mówią o tym, że aby probiotyk był skuteczny minimalna liczna kolonii bakteryjnych na dawkę to 5 mld CFU (colony forming units = jednostek tworzących kolonie), a więc warunek ten mamy spełniony, ale.... czy w ogóle mamy w preparacie bakterie probiotyczne...? 
No właśnie. Na stronie producenta można znaleźć informację, że preparat zawiera pałeczki kwasu mlekowego: Lactobacillus rhamnosus 2,5 mld CFU, Lactobacillus reuteri 2,5 mld CFU i Lactobacillus gasseri 1 mld CFU. 
A gdzie konkretna nazwa szczepu, która przypominam - musi mieć trzy człony? Nie ma. Lactobacillus rhamnosus to gatunek, a de facto jaki szczep mamy w preparacie - nie wiadomo. Dlaczego aż tak się tego czepiam...?
Bo poszczególne szczepy bakteryjne należące do tego samego gatunku, różnią się własnościami probiotycznymi. Tak naprawdę, każdy szczep wymaga oddzielnych badań w celu określenia jego własności probiotycznych oraz skuteczności. Wyniki badań dla jednego szczepu nie mogą być wykorzystane jako dowód skuteczności innego szczepu, nawet bardzo blisko spokrewnionego. 
Tak wygląda teoria, a co to oznacza w praktyce? 

środa, 30 października 2013

Tran a odporność

Ostatnio sugerujecie mi w mailach, bądź na dedykowanej podstronie, wiele tematów do nowych artykułów. Oczywiście bardzo się z tego cieszę, ale jak pewnie zdajecie sobie sprawę, nie jestem w stanie wszystkich ich jednocześnie opisać. Zatem w niektórych przypadkach trzeba będzie poczekać na artykuł o danym temacie/problemie nawet kilka tygodni lub nawet miesięcy. Mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe, w każdym razie będę starać się, by żaden z proponowanych tematów nie pozostał bez odzewu.

Dziś właśnie będzie kolejny taki artykuł 'na Wasze zamówienie' dotyczący tranu w kontekście odporności. Naleję sobie do pisania tylko szklaneczkę cydru, który w Polsce dopiero staje się popularny, a w krajach skandynawskich, czy anglosaskich już od długiego czasu cieszy się dużym powodzeniem. Na szczęście do Londynu niedaleko, więc mąż poleciał tam na zakupy, co prawda głównie ubranek dla dzieci, ale przywiózł również spory zapas angielskich cydrów. ;) W tym mojego ulubionego Strongbow'a w różnych wersjach smakowych. :)
Przy okazji ciekawostka - to co u nas nazywa się Somersby ani się nie umywa do prawdziwego cydru Somersby produkowanego w Danii czy Wlk. Brytanii. Nie wiem skąd wyniknęła taka polityka firmy Carlsberg, że sprzedaje na rynku polskim piwo z dodatkiem aromatu jabłkowego, zamiast 'czystego' cydru jabłkowego. Mam nadzieję, że kiedyś firma naprawi ten błąd. Póki co zostaje kupno Somersby w innych krajach, by poczuć orzeźwiający smak prawdziwego cydru.

Wracając jednak do tematu tranu - na początek trochę teorii. Nie wiem, czy wiecie, ale nazwa "tran" zastrzeżona jest dla oleju z wątroby dorsza atlantyckiego i innych ryb z rodziny dorszowatych. Tak się jednak składa, że znany wszystkim ( na szczęście nie osobiście;) ) rekin nie jest do niej zaliczany, a więc de facto olej z wątroby rekina to nie "tran", choć... często powszechnie tak się go też określa. Ja niezbyt lubię takie uproszczenie, bo tran i olej z wątroby rekina różną się składem, choć oczywiście są też podobieństwa. 


czwartek, 24 października 2013

Flegamina czy Mucosolvan?

Za oknami złota polska jesień, a mimo to w aptece często zdarzają się już pacjenci z prośbą o coś na przeziębienie, na katar, bądź kaszel. Myślę, że tematyka przeziębień będzie pojawiała się w sezonie jesienno-zimowym cyklicznie na moim blogu, ponieważ jest to obszerny problem i nie da się go opisać w jednym poście. 
Dziś starcie 'potentatów', czyli "Flegamina" kontra "Mucosolvan" w walce z mokrym kaszlem. Często pytacie mnie w aptece co lepsze. Postaram się więc odpowiedzieć na to pytanie, ale najpierw kilka słów tytułem wstępu. :)

Jak wiadomo kaszel to mechanizm obronny, mający na celu oczyszczenie dróg oddechowych z zalegającej wydzieliny lub ciała obcego. 
Wyróżniamy dwa rodzaje kaszlu:          
  • kaszel suchy czyli nieproduktywny
  • kaszel mokry czyli produktywny, któremu towarzyszy odkrztuszanie wydzieliny
Dziś skupmy się na kaszlu mokrym. 
Skąd się bierze wydzielina i problemy z odkrztuszaniem?  Ona nie pojawia się ot tak, bo zaatakowały nas wirusy ;) tylko ... określona ilość płynnego śluzu jest wydzielana w drogach oddechowych u każdej zdrowej osoby. Ta śluzowa wydzielina, a wraz z nią zanieczyszczenia, które dostały się do dróg oddechowych jest stale przesuwana dzięki ruchom rzęsek w kierunku krtani i odkrztuszana. Jest to niejako bariera ochronna, która utrudnia przedostanie się drobnoustrojów do dróg oddechowych. 
W wyniku infekcji wydzielina w drogach oddechowych staje się lepka i gęsta, praca rzęsek zostaje upośledzona i nie radzą sobie one z usuwaniem lepkiego śluzu na zewnątrz. Flegma zalega więc w drogach oddechowych, a pacjent ma problem z jej odkrztuszaniem i prześladuje go mokry kaszel. Dobrze jest wtedy wspomóc się jakimś środkiem, który ułatwi pozbycie się zalegającej wydzieliny. W aptece jest ich oczywiście cała masa, ale pacjenci chyba najczęściej sięgają po któryś lek z duetu:  "Flegamina" i "Mucosolvan". Co lepsze?


sobota, 19 października 2013

Lipa

Dziś kontynuacja tematyki zielarskiej. Z racji na fakt, iż sezon przeziębień przed nami, tym razem postanowiłam bohaterką uczynić lipę. W Polsce jest ona popularnym drzewem, które spotkać można zarówno w lasach, jak i parkach. Rozróżniamy dwa gatunki: Lipa drobnolistna (Tilia cordata) i Lipa szerokolistna (Tilia platyphyllos). Kwiaty lipy mają przyjemny, słodki zapach. Ja lubię się nim rozkoszować, bo niejako zwiastuje on lato, a to moja ulubiona pora roku :)
Właściwie już od niepamiętnych czasów lipa jest uważana za drzewo o magicznej mocy. Sławili ją najwięksi polscy poeci... Któż z nas nie pamięta fraszki "Na lipę" Jana Kochanowskiego? ;) 

Surowcem leczniczym jest kwiatostan lipy, który w postaci gorącego naparu zalecany jest między innymi przy przeziębieniach, grypie oraz wszelakich infekcjach układu oddechowego. Dlaczego? Wykazuje on działanie napotne, a co za tym idzie także łagodne działanie przeciwgorączkowe. Celowo napisałam, że "łagodne", ponieważ przy wysokiej gorączce na pewno kwiat lipy nie zastąpi jakiegoś mocniejszego środka typu paracetamol, czy ibuprofen.
Ale to nie wszystko. Kwiatostan lipy działa także przeciwzapalnie oraz osłaniająco i powlekająco na błony śluzowe, stąd efekt łagodzący kaszel i kojący ból gardła, a więc... jeśli dopadnie Was jesienne przeziębienie - gorący napar z lipy, najlepiej z sokiem malinowym, ciepłe skarpety i do łóżka. :) 


poniedziałek, 14 października 2013

Neomag forte - naturalny magnez?

Witajcie po weekendzie. Jak pisałam na FB, spędziłam go w Tatrach i muszę przyznać, że idealna pogoda sprawiła, że naładowałam baterie na następne tygodnie. Przy okazji mała podpowiedź dla osób planujących tam wycieczki z wózkiem - odpowiednich szlaków jest w Tatrach niestety mało, ja natomiast zdecydowanie polecam Dolinę Białej Wody. Warto przejść nią kilka kilometrów, droga jest idealna dla wózków, równa, a przede wszystkim ze wspaniałymi widokami na Młynarza, Żabią Czubę oraz Rysy i Wysoką. My, gdy zobaczyliśmy w Łysej Polanie tłumy 'walące' nad Morskie Oko, od razu zdecydowaliśmy się przejechać przez most graniczny i zaraz za nim wejść na równoległy szlak prowadzący docelowo na Polski Grzebień. Na szlaku spotkaliśmy dosłownie kilka osób, a idąc nim tylko dobiegający hałas i stukot końskich kopyt przypominał nam, że jedynie kilkadziesiąt metrów dalej - po drugiej stronie rzeki, biegnie zatłoczona droga nad Morskie Oko. 




Wracając jednak do tematu posta: podczas śniadania w pensjonacie niechcący usłyszałam, jak przy sąsiednim stoliku starszy pan polecał koledze Neomag forte, jako najlepszy preparat z magnezem, który pomoże zregenerować zmęczony organizm po trudach wycieczki. Widać tutaj, że reklama naprawdę działa, ale ja jako farmaceutka oczywiście nie mogłam przejść obok takich słów obojętnie. ;) Dziś więc moja krótka analiza tego specyfiku. :)


niedziela, 6 października 2013

Gdy boli ucho

Dziś zgodnie z sugestią jednego z Czytelników będzie kilka informacji jak sobie radzić z bólem ucha. 
Ból ucha to dolegliwość, która może być wywołana przez szereg czynników. Czasami są one całkiem banalne, jak na przykład zmiany ciśnienia podczas lotu samolotem. Mnie na przykład niestety zawsze przy starcie i lądowaniu dopada przenikliwy ból uszów i ich naprzemienne odtykanie i zatykanie. Żeby zminimalizować te mało komfortowe odczucia, warto przyjąć pozycje wyprostowaną i często przełykać ślinę, ssać cukierka czy żuć gumę. To naprawdę pomaga. Podobno pomocne jest też ziewanie, tylko jak tu ziewać na zawołanie? ;)  
Zdarza się jednak, że przyczyny bólu ucha są o wiele poważniejsze, na przykład zakażenia bakteryjne, grzybicze czy wirusowe, bądź uszkodzenia mechaniczne, czy po prostu czop woskowinowy. Właściwie ciężko zdiagnozować, bez zbadania przez lekarza specjalistę, co jest przyczyną dolegliwości. 

Warto zdać sobie sprawę z tego, że nieleczone prawidłowo zapalenie ucha może skutkować bardzo groźnymi powikłaniami, tj. zapaleniem opon mózgowo-rdzeniowych, ropniem mózgu czy zapaleniem błędnika. Właśnie dlatego tak ważna jest szybka i prawidłowa diagnoza lekarska. Ja generalnie zawsze zalecam pacjentowi z bólem ucha wizytę u lekarza - najlepiej laryngologa. Wiem jednak z doświadczenia, że często pacjent reaguje na takie zalecenie w sposób negatywny, tłumacząc, że "kolejki, terminy, brak czasu itp".

Jakie więc są domowe i apteczne sposoby na załagodzenie tej uciążliwej dolegliwości? Niektórzy zalecają wygrzewanie ucha, czy włożenie wacika z olejkiem kamforowym do ucha. Ja jednak zarówno do olejku kamforowego jak i samego wygrzewania podchodzę z dystansem z racji na fakt, iż wygrzewanie nasila w pewien sposób stan zapalny.

Na wielu forach internetowych przeczytać można, że do bolącego ucha dobrze jest włożyć listek zgniecionego wcześniej Geranium (czyli pospolitej "anginki"). Pamiętam jak byłam dzieckiem, to zawsze przy bólu ucha szła mi z pomocą babcia z geranium. ;) Hodowała je w kilku egzemplarzach, mimo, że na okiennym parapecie specjalnie dobrze się nie prezentowały. To jednak dość tradycyjny sposób i właściwie dziś zalecałabym na tym polu ostrożność, aby na przykład nie włożyć takiego listka za daleko itp. 


wtorek, 1 października 2013

Witamina D u niemowląt i dzieci

Niestety chyba już za nami długie, słoneczne dni. Wielkimi krokami zbliżają się jesienne słoty, a potem - oby mroźna i śnieżna - zima. Chciałabym więc przypomnieć Wam o witaminie D. Polecam uwadze posta jej dedykowanego.
Dziś jednak kilka słów o roli witaminy D w rozwoju dziecka. Wszyscy wiemy, że witamina D uczestniczy w procesie mineralizacji kości i odpowiednia jej podaż jest istotnym czynnikiem w profilaktyce krzywicy. 

Objawami charakterystycznymi dla krzywicy są: rozmiękanie lub spłaszczenie kości potylicy, opóźnienie zrastania ciemienia przedniego i wyrzynania zębów, wzrost potliwości okolicy czołowej (zwłaszcza przy karmieniu), a w stadium zaawansowanym deformacje klatki piersiowej, kończyn, bądź kręgosłupa. 
Większość tych objawów zdiagnozować może lekarz, ale polecam zwrócić uwagę choćby na potliwość główki i w razie wątpliwości zawsze zwrócić się do lekarza. U mojego starszego Synka właśnie ta potliwość główki zasugerowała zrobienie dodatkowych badań i okazało się, że suplementacja witaminy D w standardowo zalecanej dawce nie była wystarczająca, zatem trzeba było ją tymczasowo zwiększyć.
Nie wiem czy wiecie, ale niestety niektóre z objawów krzywicy mogą być nieodwracalne, dlatego tak ważna jest profilaktyka - a co za tym idzie witamina D i jej odpowiednia podaż w diecie czy suplementacja. 

Pamiętajcie, że zarówno niedobór witaminy D, jak i jej nadmiar są szkodliwe dla dziecka i mogą mieć poważne konsekwencje. Jakie mogą być objawy przedawkowania witaminy D...? Na pewno niepokój, drażliwość, zaparcia, zaburzenia łaknienia, zbyt szybkie zrastanie ciemienia przedniego, uszkodzenia nerek czy kamica nerkowa. Warto na te objawy zwrócić uwagę, choć nie są one może specyficzne.

Ponieważ zawartość witaminy D w kobiecym pokarmie nie jest wystarczająca, zgodnie z obecnymi zaleceniami (jeszcze z 2009 roku) wszystkie niemowlęta karmione piersią powinny od pierwszych dni życia otrzymywać witaminę D w dawce 400 j.m/dobę, minimum do ukończenia pierwszego roku życia. 
W ubiegłym roku odbyła się jednak w Warszawie konferencja naukowa "Witamina D - minimum, maksimum, optimum", gdzie zespół ekspertów różnych dziedzin medycyny opracował nowe wytyczne dotyczące suplementacji witaminy D dla poszczególnych grup wiekowych w populacji Europy Środkowej. Według tych wytycznych rekomendowana dawka dzienna witaminy D dla niemowląt do 6 miesiąca życia to 400 j.m. a powyżej 6 miesiąca życia 400-600 j.m. Oczywiście zawsze dawka taka może być modyfikowana przez lekarza pediatrę, ale nie w oparciu o zaobserwowane objawy, tylko stosowne badania. 

W aptekach znaleźć można wiele preparatów witaminy D dla niemowląt. Najpopularniejsze chyba są preparaty w formie wyciskanych kapsułek "twist-off", gdzie w 1 kapsułce mamy 400 j.m. witaminy D. Mała uwaga - do spożycia przeznaczona jest tylko zawartość kapsułki. Może dla niektórych to oczywiste, ale zdarzyła mi się pacjentka, która zapytała jak jej 5 miesięczny Synek ma niby taką kapsułkę połknąć. ;) 
I jeszcze jedno. Wyciskając zawartość kapsułki do buźki dziecka polecam zachować szczególną ostrożność, aby kapsułka nie wyślizgnęła się z ręki i nie wpadła do buźki maleństwa. Wiem z doświadczenia, że czasami o to nietrudno, a taka sytuacja w przypadku małego dziecka jest bardzo niebezpieczna. 



Preparatów z witaminą D w formie kapsułek "twist-off" jest w aptekach do wyboru, do koloru. U mnie chyba najlepiej sprawdził się preparat "VitaD", bo w jego przypadku naprawdę łatwo oderwać końcówkę kapsułki, by wycisnąć jej zawartość. Są natomiast takie preparaty, gdzie ta końcówka zamiast się odrywać, "ciągnie się", a jak w końcu się oderwie, to część zawartości się wylewa.