sobota, 27 lipca 2013

Pharmaceris M BUSTFIRM ujędrniający krem do pielęgnacji biustu

Dziś przyszła kolej na kolejną recenzję kosmetyczną :) Tym razem bohaterem posta będzie Pharmaceris M Bustfirm Ujędrniający krem do pielęgnacji biustu w okresie ciąży i karmienia.
O tym, że warto zwłaszcza w okresie ciąży i karmienia piersią, dbać o biust wie chyba każda kobieta. Nie ma co się temu dziwić, bo ładne piersi są przecież atrybutem kobiecości. Preparatów do pielęgnacji biustu jest na rynku całkiem sporo, ale tylko część jest przeznaczona dla kobiet w ciąży i matek karmiących. Warto o tym pamiętać. Ale do rzeczy... jak się sprawdził ów krem..?



Na uwagę zasługuje bardzo ładne, estetyczne opakowanie z pompką dozującą, co sprawia, że aplikacja preparatu jest wygodna i higieniczna. Krem jest właściwie bezzapachowy, co jest ważne szczególnie w okresie ciąży, kiedy czasami nawet przyjemny zapach potrafi podrażniać. Wiem to z własnego doświadczenia ;)
Na opakowaniu widnieje napis, że preparat jest hypoalergiczny, nie zawiera barwników, ani konserwantów. A co konkretnie mamy w składzie?

Warto tutaj wymienić olej z rzepaku, który działa łagodząco i przeciwzapalnie, oraz pobudza procesy regeneracji naskórka. Ale uwaga alergicy - czasami ten składnik może uczulać, więc polecam w przypadku tendencji do alergii zachować ostrożność. Poza tym preparat jest wzbogacony o składniki nawilżające. Alantoina wygładza, nawilża i zmiękcza skórę, a D-panthenol poza działaniem nawilżającym, łagodzi podrażnienia. W składzie preparatu widnieje także witamina E o własnościach antyoksydacyjnych, która zapobiega przedwczesnemu straszeniu się skóry. :) 
Martwi mnie jedynie obecność poliakrylamidu, bo jest to kontrowersyjny składnik wielu kosmetyków. Dlaczego? Poliakrylamid jest związkiem otrzymywanym  z akrylamidu, a ten z kolei ma własności toksyczne i został zakwalifikowany przez International Agnecy for Research on Cancer (Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem = IARC) jako substancja o potencjalnym działaniu rakotwórczym. Ktoś powie pewnie, że nie mamy w składzie przecież toksycznego akrylamidu, tylko poliakrylamid, który zgodnie z dyrektywami unijnymi jest bezpieczny. I całe szczęście, ale..... nie do końca niestety jest tak kolorowo, bo bardzo często poliakrylamidowi towarzyszą małe ilość akrylamidu :( Według raportu Komisji Naukowej ds. Produktów Leczniczych długotrwałe stosowanie kosmetyków z poliakrylamidem może być niebezpieczne. Na pewno więc warto unikać długiej ekspozycji na ten składnik. 
W testowanym kremie poliakrylamid jest prawie na końcu listy składników, więc jego ilości nie są duże, ale jednak znajduje się w składzie...  co na pewno jest pewnym minusem.

A jak wrażenia po stosowaniu preparatu?

Krem posiada delikatną, lekką konsystencję, która sprawia, że łatwo się rozsmarowuje i szybko wchłania. Nie pozostawia przy tym na skórze tłustego filmu, co jest uważam za sporą zaletę. Według mnie specyfik dobrze nawilża i ujędrnia skórę biustu, po jego aplikacji jest ona gładka i przyjemna w dotyku, a także bardziej napięta, a o to przecież chodzi. ;) Na pewno więc efekty działania są zauważalne. Cena preparatu jest w miarę przystępna, bo to ok. 40 zł. Dodam przy tym, że przy zalecanym stosowaniu dwa razy dziennie preparat starczył mi na około miesiąc.

Jeśli chodzi o stosowanie w okresie karmienia, to sporą wadą kremu jest to, że producent zaleca jego zmywanie każdorazowo przed karmieniem. Z własnego doświadczenia wiem, że to bardzo uciążliwe - zwłaszcza przy początkach karmienia piersią, kiedy Bobas je co 2-3 godziny ;)

Tyle o preparacie, który moim zdaniem byłby naprawdę wart polecenia, gdyby nie ten nieszczęsny poliakrylamid... który troszkę rzuca na niego negatywne światło.

czwartek, 18 lipca 2013

Co na biegunkę?

Sezon wakacyjny w pełni, więc korzystając z okazji wszystkim "urlopowiczom" życzę udanego wypoczynku i słonecznej pogody :) 
Niestety czas wyjazdów wakacyjnych, zwłaszcza do krajów o nieco odmiennej florze bakteryjnej, może niekiedy skutkować pojawieniem się niezbyt komfortowego problemu - biegunki. Wszyscy zaś wiemy, że może ona zepsuć nawet najwspanialsze wakacje. Dziś więc kilka słów o tym, jak radzić sobie z biegunką, oczywiście nie tylko w podróży.

Na początek trochę teorii. ;) Według definicji WHO o biegunce mówimy, gdy częstość oddawania stolca jest większa niż 3 razy na dobę i ma on półpłynną lub płynną konsystencję. 

Jak wiadomo, przyczyny biegunki mogą być rozmaite. Bardzo często związana jest ona z zakażeniem wirusowym (rotawirusy), rzadziej bakteryjnym (bakterie Salmonella, Shigella), ale czasami wywołać ją może po prostu nieodpowiednia dieta, ciężkostrawne pokarmy, czy zaburzenia trawienia. Niekiedy zdarza się też, że biegunka ma tło emocjonalne. Wtedy jej przyczyną jest stres, czy strach. Ja pamiętam, że zmagałam się z biegunką przed egzaminem maturalnym ;) ale kiedy to było ;)
Spośród innych przyczyn warto wymienić także przyczyny hormonalne (np. przy nadczynności tarczycy) oraz alergiczne (spotykane najczęściej u dzieci).

Pamiętajcie także, że biegunka jest częstym działaniem niepożądanym występującym przy stosowaniu niektórych grup leków np. antybiotyków - zwłaszcza o szerokim spektrum działania, niektórych leków stosowanych przy nadkwaśności, czy hormonów tarczycy.
Biegunki towarzyszą również niektórym niezakaźnym chorobom jelit tj. wrzodziejące zapalenie jelita grubego lub choroba Leśniewskiego-Crohna, ale to dość obszerny temat na osobny artykuł.

Przyczyn biegunki może być więc sporo, jak i sporo jest leków przeciwbiegunkowych dostępnych w aptece, ale...  leki przeciwbiegunkowe, mimo, że w większości są dostępne bez recepty, zawsze powinny być wybierane rozsądnie. Nie każdy preparat jest bowiem odpowiedni dla każdego pacjenta.

Właściwie w większości przypadków u osób dorosłych biegunka ma łagodny przebieg i najpóźniej po kilku dniach ustępuje samoistnie. Groźnym powikłaniem każdej biegunki może być jednak odwodnienie organizmu, dlatego podstawą leczenia zawsze powinno być nawadnianie organizmu, poprzez podaż płynów i elektrolitów. W aptece dostać można bez recepty wiele preparatów nawadniających. Ja lubię polecać preparat "Floridral". Dlaczego? Łączy on w sobie działanie elektrolitów i probiotyku, co jest bardzo korzystne. Jedna porcja preparatu składa się z dwóch saszetek. Saszetka A zawiera 5 miliardów żywych bakterii Lactobacillus rhamnosus GG, o udowodnionej klinicznie skuteczności w leczeniu biegunek, a saszetka B zawiera składniki do sporządzenia płynu nawadniającego, w którego skład wchodzą elektrolity. Dodam jeszcze, że preparat ma delikatny, bananowy smak. 
Nie wiem czy wiecie, ale w zastępstwie aptecznych płynów nawadniających zastosować można domowy sposób. Do filiżanki soku dodać należy łyżeczkę cukru i łyżeczkę soli i taki napój pić małymi porcjami.

Poza ryzykiem odwodnienia istnieje jeszcze jeden aspekt biegunki, o którym nie zawsze pamiętamy. Otóż w czasie trwania biegunki upośledzone jest wchłanianie leków stosowanych przewlekle. Problem pojawia się więc zwłaszcza u osób starszych, którzy często stosują długotrwale leki na najrozmaitsze schorzenia, ale nie tylko. Polecam zachować także ostrożność, przy stosowaniu antykoncepcji hormonalnej, bo przy biegunce może ona okazać się nieskuteczna. 

Jak wygląda leczenie biegunki? 
Z moich obserwacji wynika, że przeciętny klient apteki w przypadku biegunki najczęściej sięga po "Stoperan", który powszechnie uważany jest za bezpieczny, skuteczny i szybko działający lek, przy biegunkach różnorakiego pochodzenia. Ile w tym prawdy? Substancją czynną "Stoperanu" jest loperamid, który wiąże się ze specjalnymi receptorami w jelitach, przez co zwiększa napięcie mięśni gładkich. Daje to szybki efekt zapierający i choć o to nam chodzi, to ... pamiętać należy, iż wypróżnianie jest formą oczyszczania organizmu. Zastosowanie leku zawierającego loperamid ("Stoperan", "Laremid", "Imodium") owszem - skutecznie zapobiega odwodnieniu, bo przecież chroni przed utratą wody i soli mineralnych, ale ma jeszcze drugą stronę medalu. Otóż w jelitach zatrzymywane są także bakterie, toksyny bakteryjne czy złuszczony nabłonek śluzówki jelit, co nie jest korzystne i czasami może pogorszyć stan chorego. Polecam więc zachować ostrożność przy stosowaniu tego preparatu. Sięgajcie po "Stoperan", kiedy naprawdę występuje sytuacja awaryjna  i zależy wam na szybkim efekcie działania, a więc np. w podróży, czy wtedy kiedy dostęp do WC jest utrudniony.

Lubianym przez pacjentów preparatem na biegunki jest także "Nifuroksazyd"- kiedyś wydawany tylko na podstawie recepty lekarskiej, dziś dostępny w wolnej sprzedaży albo jako "Nifuroksazyd" w tabletkach albo "Endiex" w kapsułkach. Pamiętajcie jednak, że jest to lek przeciwbakteryjny i będzie on skuteczny tylko w stanach biegunkowych o podłożu bakteryjnym, natomiast nie zadziała na wirusy, a tymczasem.... statystycznie częściej biegunki są wywoływane właśnie wirusami. Na pewno jednak warto go mieć w wakacyjnej apteczce, zwłaszcza podczas wyjazdów do krajów o odmiennej florze bakteryjnej i niskim standardzie higienicznym. 

Ja w kwestii biegunek jestem raczej tradycjonalistką i lubię polecać preparaty, które nie działają może tak błyskawicznie jak "Stoperan", ale moim zdaniem są bezpieczniejsze, czyli ... dawno obecny na rynku farmaceutycznym węgiel leczniczy (Carbo medicinalis) oraz "Smectę" Oba leki zaliczane są do środków adsorpcyjnych, ponieważ wiążą w przewodzie pokarmowym różne substancje, w tym: toksyny, bakterie, a także wiele trucizn. Są one szybko wydalane z organizmu, ponieważ preparaty te nie hamują normalnych ruchów jelit, co jest niezmiernie korzystne zwłaszcza w bakteryjnych zakażeniach przewodu pokarmowego. Warto jednak wspomnieć  że oba środki mogą  w istotnym stopniu wpływać na szybkość i stopień wchłaniania innych leków. Pamiętajcie więc o odstępie czasowym przy przyjmowaniu tych leków z innymi. 

Węgiel leczniczy występuje w aptekach najczęściej w postaci tabletek ("Carbo medicinalis VP" z Polfy Rzeszów), a także kapsułek ("Carbo Activ" z Aflofarmu, "Carbosal" firmy Gorvita).  Nie wiem czy wiecie, ale w leczeniu biegunki zaleca się stosować węgiel w jednorazowej dawce 4g (ok 10-13 tabletek), najlepiej w formie wodnej papki przygotowanej z rozkruszonych tabletek. Wtedy efekt działania jest silniejszy.
Jako ciekawostkę podam fakt, że GORVITA ma w swoim asortymencie pod nazwą "Carbosaltakże węgiel aktywowany w postaci syropu o smaku coli. Nigdy nie próbowałam, ale swoją drogą ciekawa jestem połączenia węgla z colą ;)

"Smecta" natomiast występuje w sprzedaży w postaci proszku do samodzielnego sporządzenia zawiesiny. Przyznam szczerze, że smakuje okropnie, co na pewno jest dużym minusem, bo przy zatruciach często jednak występuje odruch wymiotny. Jakiś czas temu jednak pojawił się na rynku preparat w formie smakowej - według producenta pomarańczowy ;) Nie próbowałam, ale mam nadzieję, że taka wersja jest chociaż ciut lepiej tolerowana. "Smecta" poza własnościami adsorpcyjnymi wykazuje też działanie powlekające oraz osłaniające przewód pokarmowy, o czym warto pamiętać. Działania niepożądane po podaniu leku w zasadzie nie występują, dlatego jest to preparat bezpieczny we wszystkich grupach wiekowych. 

I na koniec jeszcze kilka słów o surowcach roślinnych wykorzystywanych w leczeniu biegunek. O owocach borówki czernicy pewnie większość z was słyszała, bo często stosuje się je przy problemach biegunkowych u dzieciaków. Nie wiem jednak czy wiecie, że skuteczne w leczeniu biegunek mogą być także inne surowce: kora dębu, kłącze pięciornika kurze ziele, kłącze rdestu wężownika, czy liść jeżyny fałdowanej. Zawierają one specjalne związki (tzw. garbniki), które po podaniu doustnym działają ściągająco na błonę śluzową jelit, utrudniając przenikanie wody do światła jelit i dzięki temu hamują rozrzedzanie treści jelitowej. Przy okazji surowców roślinnych chciałabym jeszcze wspomnieć o preparacie "Taninal" Herbapolu Wrocław. Zawiera on właśnie połączenie garbników z białkiem i także może być pomocny w leczeniu biegunek oraz zatruć pokarmowych.



Warto również przeczytać:

sobota, 13 lipca 2013

Nadmierna potliwość

Choć pogoda ostatnio trochę kapryśna, to jednak mamy lato, więc pewnie niebawem znów nadciągnie fala upałów. Tym samym u niektórych osób pojawi się przykry problem nadmiernej potliwości. Warto pamiętać, że pocenie jest naturalnym procesem fizjologicznym i spełnia w naszym organizmie między innymi rolę termoregulacyjną. Samo w sobie nie jest uważane za patologię.
Problemem jest natomiast stan, w którym dochodzi do nadmiernej produkcji potu, co jest często przyczyną poczucia dyskomfortu. Nie ma się co temu dziwić, bo mokre dłonie czy stopy, albo "plamy" na koszulce pod pachami to przecież nic przyjemnego. 
Pot wydzielany jest przez gruczoły potowe, które rozmieszczone są na całym ciele. Wydaje się to nieprawdopodobne, ale liczbę gruczołów potowych szacuje się na 2-4 miliony, a ich największe zagęszczenie występuje w obrębie dłoni i stóp. 

Cóż właściwie jest przyczyną nadmiernej potliwości? 

Otóż nadmierna potliwość może mieć charakter pierwotny lub wtórny.
W przypadku nadpotliwości pierwotnej, czynnik ją wywołujący nie zawsze jest znany. Często są to bodźce emocjonalne (lęk, ból, strach, stres), gorączka, czy też podwyższona temperatura otoczenia. 
Nadpotliwość wtórna może natomiast mieć związek z niektórymi stanami fizjologicznymi tj. ciążą lub wysiłkiem fizycznym, a także być następstwem pewnych chorób (nowotworowych, neurologicznych, endokrynologicznych czy chorób zakaźnych takich jak gruźlica, malaria, czy HIV).

Najczęściej nadmierna potliwość dotyczy tylko określonych obszarów ciała np. dłoni, stóp, choć czasem może ona mieć charakter uogólniony. Przykładem jest nadmierna potliwość kobiet w okresie menopauzy.

Jak więc można załagodzić problem nadmiernej produkcji potu? 

Warto unikać alkoholu, kawy i ostrych przypraw, bo ich spożywanie zwiększa znacząco ilość wydzielanego potu. Ważny jest też odpowiedni strój. Polecam zrezygnować z ubrań z włókien sztucznych, a postawić na odzież z włókien naturalnych (bawełnianych), które są przepuszczalne dla powietrza. Ma to duże znaczenie szczególnie latem. Zwróćmy uwagę także na stosowne i przewiewne obuwie. I dbajmy o higienę, bo to ona powinna być priorytetem w walce z nadmierną potliwością. 
Pamiętajcie, że pot jest bezwonny. Dopiero po zetknięciu z bakteriami na skórze nabiera charakterystycznej, mało przyjemnej woni. Zatem systematyczny prysznic to już połowa sukcesu. ;) Nie wiem czy wiecie, że zimna woda hamuje pracę gruczołów potowych, a także obkurcza naczynia krwionośne, więc szczególnie w upalne dni taki chłodny prysznic jest jak najbardziej pożądany.
Ciekawostką jest fakt, że nadmierną potliwość zmniejsza picie naparu z liści szałwii. 


Ale dla tych, którym nie chce się parzyć ziółek, mamy gotowe specyfiki apteczne stosowane przy nadmiernej potliwości:

"Antyperspirant" tabletki - zawierają ekstrakt z liści szałwii i ekstrakt z pachnotki zwyczajnej, przeznaczone dla osób mających problem nadmiernej potliwości stóp, dłoni czy pleców.

"Perspi Block" tabletki -  zawierające w składzie m.in. wyciąg z liści szałwii, wskazane przy nadmiernej potliwości.

W aptekach znaleźć można ponadto całą gamę preparatów do użytku zewnętrznego, które wspomagają walkę z nadmiernym wydzielaniem potu.
Jeśli chodzi o potliwość stóp, to dość dobrze działa w tej kwestii zasypka "Proftin-M". Poza zmniejszeniem potliwości, chroni ona także przed infekcjami grzybiczymi. Cena jest całkiem przystępna, bo opakowanie 100g to koszt około 8-9 zł. 
Jeśli ktoś nie lubi preparatów w formie zasypki, nie musi się martwić, bo wybór jest naprawdę spory i z pewnością również znajdzie coś dla siebie ;)

Z kremów skutecznie działa "Vichy Podexine" krem przeciw nadmiernej potliwości stóp, ale tutaj cena jest sporo wyższa, bo ponad 30 zł za tubkę 50 ml. 

Ja lubię przy nadmiernej potliwości dłoni, stóp, czy pod pachami polecać długo już na rynku obecny preparat, jakim jest "Antidral". Jest to płyn, który dzięki zawartości chlorku glinu skutecznie zmniejsza aktywność gruczołów potowych. Aplikuje się go na noc, po dokładnym umyciu i osuszeniu skóry. Cena jest w przyzwoita, bo 50 ml to koszt w zależności od apteki około 20 zł. 
Tutaj uwaga! W przypadku wrażliwej skóry, specyfik ten może wywołać podrażnienia, dlatego w takich przypadkach warto stosować jakieś delikatniejsze preparaty.

Podobnym specyfikiem - także opartym na chlorku glinu jest nieco nowszy preparat "Odaban" w spray'u. Na pewno warto podkreślić łatwość jego aplikacji, która jest nieco bardziej higieniczna niż stosowanie preparatu "roll-on", ale... jak dla mnie jest to preparat drogi. Buteleczka 30 ml to koszt niemal 60 zł, choć opinie, z którymi się spotkałam, są pozytywne.

Warto tutaj wspomnieć jeszcze o tradycyjnych antyperspirantach przeznaczonych do stosowania pod pachami. 
Ich głównym składnikiem jest najczęściej chlorowodorek glinu. Pozostając na powierzchni skóry, pod wpływem wilgoci i temperatury tworzy on żel, który zwęża ujścia gruczołów potowych i skutecznie ogranicza ich czynność wydzielniczą. Dodatkowo hamuje on rozwój drobnoustrojów, które rozkładają pot, a przez to zapobiega powstawaniu przykrego zapachu. 
Należy jednak pamiętać o pewnych ograniczeniach w stosowaniu antyperspirantów. 
Po pierwsze ze względu na własności drażniące, nie należy ich stosować na świeżo wydepilowaną skórę. Może to bowiem spowodować uczucie pieczenia, czy swędzenia. Poza tym nie powinno się ich używać bezpośrednio przed pójściem na plażę, albo do solarium, bo dość łatwo wtedy o miejscowe przebarwienia skóry. Antyperspiranty są dziś bardzo popularne, zwłaszcza w upalne dni, gdyż działają znacznie dłużej niż pospolite dezodoranty. Są one szeroko rozpowszechnione, ponieważ nabyć je można także w drogeriach czy hipermarketach. Podkreślić jednak należy, że ich efekt jest odwracalny i  po zaprzestaniu systematycznego stosowania, wydzielanie potu powróci do stanu wyjściowego. Warstwa blokująca gruczoły potowe jest bowiem usuwana, wraz ze złuszczającym się naskórkiem.

Poza tradycyjnymi antyperspirantami, istnieją również tzw. blokery czy regulatory pocenia. Zawierają one bardzo wysokie stężenia soli glinu (nawet do 30%). Aplikuje się je na noc, koniecznie na suchą i czystą skórę, ale nie codziennie, tylko 2-3 razy w tygodniu. Ich skuteczność jest z reguły bardzo zadowalająca, choć dla osób z wrażliwą skórą, mogą okazać się zbyt drażniące. Przykładem jest "Etiaxil" roll-on, który nabyć można w aptekach. Przy problemie nadmiernej potliwości sprawdza się naprawdę dobrze, choć nie jest może najtańszy. Teraz jednak w aptekach bywają ciekawe promocje - czasem nawet 1+1 gratis. ;)

Na dziś tyle w tym temacie. W dobie szału na antyperspiranty polecam jednak pamiętać, że najlepszym sojusznikiem w walce z nadmierną potliwością jest higiena.


Warto również przeczytać:

wtorek, 9 lipca 2013

Leczenie nadwagi i otyłości - nowe podejście

Lato w pełni, a ja ciągle otrzymuję od Was drogą mailową mnóstwo pytań o skuteczny preparat na odchudzanie. Dziś więc po raz kolejny na moim blogu będzie o walce ze zbędnymi kilogramami. Faktem jest, że otyłość jest głównym problemem zdrowotnym współczesnego społeczeństwa, a co gorsza - coraz częściej dotyczy także dzieci :( Statystyki pokazują, że większość otyłych nastolatków, także w dorosłym życiu zmaga się z nadmiarowymi kilogramami. Warto więc od najmłodszych lat wyrabiać u swoich pociech prawidłowe nawyki żywieniowe. 

Po pierwsze - zdecydowane NIE dla fast foodów, a tymczasem... to co zobaczyłam ostatnio przy okazji zakupów w galerii handlowej przy McDonalds'ie bardzo mnie zbulwersowało. Niemal przy każdym stoliku dzieciaki - czasami, o zgrozo, zaledwie kilkuletnie - w towarzystwie rodziców objadające się frytkami i burgerami...  Rozumiem, że czasem kobiety chcą  odpocząć od gotowania, ale na pewno nie warto tego robić takim kosztem. Lepiej na przykład w weekend "zapędzić do garów" męża ;)

Po drugie - polecam zwrócić uwagę na sposób spędzania wolnego czasu przez wasze pociechy. Dziś zapanowała moda na tablety, na topie są wszelakie gry komputerowe, konsole itp., a przecież o wiele przyjemniejsze jest spędzanie wolnego czasu na świeżym powietrzu. Sama jestem mamą i wiem, że czasami wygodniej jest włączyć dziecku bajki czy jakąś grę, aby mieć chwilę spokoju, ale jednak róbmy to wszystko z umiarem, a niech codziennym zwyczajem będzie ruch na świeżym powietrzu, zwłaszcza, że pora roku temu sprzyja.

Złe nawyki wyniesione z dzieciństwa, często skutkują nadwagą, czy otyłością w późniejszym okresie. Wtedy jednak zamiast stawiać na ruch i zdrową dietę,  często szukamy "cudownych pigułek" na odchudzanie. Uwierzcie jednak, że choć rynek farmaceutyczny zalewa nas co roku wieloma preparatami do walki z nadwagą, choć w internecie pełno jest różnych suplementów tego typu, to prawda jest taka, że większość producentów obiecuje rzeczy niemożliwe. "Superpigułki" na odchudzanie niestety jak dotąd nikt nie wymyślił. Są jednak specyfiki, które wspomóc mogą walkę z nadmiarowymi kilogramami.

Moim zdaniem na uwagę zasługuje w tym względzie preparat "Libramed" firmy Aboca. Jest to w pewnym sensie specyfik innowacyjny, ponieważ traktuje otyłość jako problem zdrowotny, a nie tylko estetyczny. Bardzo ważnym jest również fakt, że nie jest to kolejny suplement diety, a wyrób medyczny przeznaczony do leczenia nadwagi i otyłości. Uczulam jednak, że nie jest to cudowny "spalacz" tłuszczu, ani specyfik, który w miesiąc pomoże nam zrzucić kilka czy nawet kilkanaście kilogramów. 
Na efekty stosowania "Libramed" czekać trzeba dłużej, ponieważ "zbieranych" latami kilogramów nadwagi nie da się pozbyć w przeciągu kilku dni. Warto sobie bowiem uświadomić, że zawsze leczenie nadwagi czy otyłości wymaga czasu i cierpliwości.
Na pewno jednak jest to preparat, który w połączeniu ze zmianą nawyków żywieniowych i aktywnością fizyczną wspomaga stopniową utratę wagi. Taka racjonalna i powolna utrata wagi skutkuje brakiem efektu jo-jo i sukcesywną poprawą zdrowia (wyrównany poziom cholesterolu i triglicerydów, oraz brak gwałtownych skoków glukozy).




Jeśli chodzi o cenę, to za opakowanie 138 tabletek zapłacić trzeba około 60-80 zł. Wystarczy ono na niemal miesiąc kuracji, a więc całkiem przyzwoicie, bo jest to produkt z "wyższej półki". 

Ale do rzeczy... Jak działa i co zawiera "Libramed"? Substancją czynną jest opatentowany kompleks tzw. Policaptil gel Retard. Nazwa brzmi tajemniczo, ale co się pod nią kryje? W 100% naturalny kompleks błonnikowy, pozyskiwany między innymi z opuncji, prawoślazu lekarskiego, lnu oraz lipy. Tworzy on po zażyciu w jelitach żel o "strukturze siatkowej", który wpływa na wchłanianie składników pokarmowych. Najbardziej istotny jest wpływ na gospodarkę węglowodanową. "Policaptil" po pierwsze zmniejsza, a po drugie spowalnia wchłanianie węglowodanów. 
Dlaczego ma to aż tak duże znaczenie? 

Okazuje się, że istotnym czynnikiem sprzyjającym otyłości są wahania poziomu glukozy we krwi w ciągu dnia, powstające na skutek spożywania węglowodanów. Węglowodany (czyli cukry) są w przewodzie pokarmowym trawione i przekształcane w glukozę, która szybko przedostaje się do krwi. Następuje tak zwany poposiłkowy skok glukozy i do akcji wkracza insulina, nazywana czasami "hormonem obfitości". Obniża ona poziom glukozy we krwi przez jej wykorzystanie do produkcji energii, lecz... na tym nie kończy się jej funkcja. Nie wiem czy wiecie, ale insulina stymuluje także przekształcenie glukozy w tłuszcze i ich magazynowanie w tkance tłuszczowej. Poza tym blokuje ona wykorzystanie rezerw tłuszczowych, co sprzyja nadmiarowym kilogramom. To mniej więcej obrazuje zgubny wpływ słodyczy w dążeniu do idealnej sylwetki. Niestety, bo któż z nas nie lubi jakiegoś dobrego ciacha do popołudniowej kawki ;)

"Libramed" powoduje, że glukoza jest wchłaniana przez krew wolniej i w mniejszej ilości, a więc zapobiega skokowi glukozy. Dzięki temu, organizm jest w stanie prawidłowo wykorzystać glukozę obecną we krwi. Pozwala to na zmniejszenie uczucia głodu oraz ograniczenie gromadzenia tłuszczu w tkance tłuszczowej. I co ważne, niższy poziom insuliny stymuluje zużywanie rezerw tłuszczowych :)
Warto także wspomnieć, że poza wpływem na gospodarkę węglowodanową, "Libramed" redukuje także wchłanianie tłuszczu w przewodzie pokarmowym i poprawia perystaltykę jelit. 

Może część z Was mi tutaj zarzucić, że to przecież nic innego jak specyfik błonnikowy, których wiele jest na rynku aptecznym i to już od dłuższego czasu.  Ale chciałabym tutaj zaznaczyć, że "Libramed" powstał po wieloletnich badaniach, które pozwoliły na ustalenie optymalnego składu. Jego skuteczność potwierdziły badania na specjalnym modelu sztucznego jelita. Zainteresowanym mogę podać więcej szczegółów ;), bo był to naprawdę ciekawy eksperyment. Przeprowadzono także cały szereg badań in vivo na modelu zwierzęcym. Jak to zwykle bywa padło na szczury, które są wyjątkowo wdzięcznym obiektem badań ;) 
Ale warto podkreślić, że skuteczność produktu "Libramed" została potwierdzona także w eksperymencie klinicznym - przeprowadzonym na 30 osobach dorosłych z nadwagą i otyłych, poddanych leczeniu przez 60 dni, pod nadzorem dietetyka. Wyniki? Otóż zaobserwowano średnie zmniejszenie wagi ciała po 30 dniach o 1,3 kg, a po 60 dniach o 1,8 kg. Nie jest to może jakiś oszałamiający wynik, ale właśnie tak moim zdaniem powinno wyglądać racjonalne odchudzanie. Jak już wspominałam, powolny spadek wagi gwarantuje bowiem, że unikniemy efektu jo-jo. 
Badanie to potwierdziło także skuteczność preparatu w zmniejszeniu obwodu w talii - po 30 dniach średnio o 2,9 cm, a po całej kuracji o 4,5 cm, a więc całkiem sporo :) być może właśnie na tyle, aby zmieścić się w mniejszy rozmiar;)

Odpowiednie badania kliniczne potwierdziły także bezpieczeństwo produktu "Libramed", co jest szczególnie warte podkreślenia w dobie szału na "Adipex" , czy preparaty z sibutraminą, obecnie nielegalnie sprzedawane w internecie. Preparat "Libramed" może być bezpiecznie stosowany nie tylko u dorosłych, ale także u dzieci już od 8 roku życia.

Zalecane dawkowanie to 3 tabletki przed dwoma głównymi posiłkami u dorosłych, oraz 2 tabletki przed dwoma głównymi posiłkami u dzieci. Sporo więc tych tabletek do połknięcia. ;) Jednak dla tych, którzy mają problem z połykaniem dobra wiadomość - tabletki te można rozpuścić w letniej wodzie. Tutaj uwaga - uzyskany napój należy spożyć, zanim zamieni się w żel. 

Podsumowując, według mnie jest to preparat wart spróbowania :) choć jak pisałam wcześniej, nie ma co spodziewać się cudów:) Na pewno jednak zdrowa dieta, aktywność fizyczna i "Libramed" to udane trio w racjonalnej walce ze zbędnymi kilogramami.  


Warto również przeczytać:

środa, 3 lipca 2013

Jak prawidłowo stosować leki?

Dzisiejszym postem chciałabym rozpocząć nowy cykl tematyczny na moim blogu :) Będzie on dotyczył zasad prawidłowego stosowania leków. Wydaje mi się, że jest to ważny temat, bo wiem z doświadczenia, że pacjenci popełniają na tym tle sporo błędów, co często negatywnie odbija się na skuteczności terapii. Ale do rzeczy.... Dziś słów kilka o stałych postaciach leku podawanych doustnie, czyli tabletkach, kapsułkach itp. 
Na co zwrócić uwagę przy ich stosowaniu?

Nie wiem, czy zdajecie sobie sprawę z tego, jak ważne są płyny, które przyjmujemy razem z lekami doustnymi, czyli pospolicie mówiąc to, czym popijemy dany lek. Często od tego zależy efekt terapeutyczny. Pamiętajcie, aby doustne leki zawsze popijać wodą - nie mineralną, a przegotowaną. Niech to będzie taka zasada numer jeden.

Nie stosujcie do popicia leków soków ani napojów typu "Coca-cola".  Wiem, że soki czasami świetnie maskują nieprzyjemny smak leku, ale ... większość soków ma odczyn kwaśny. Tymczasem niektóre leki są bardzo wrażliwe na kwaśne środowisko i mogą w nim ulegać rozkładowi. W efekcie tego zmniejsza się skuteczność terapii. Dotyczy to na przykład wielu popularnych antybiotyków. 
Chciałabym tutaj także zaznaczyć, że szczególnie niekorzystne jest stosowanie soku grejpfrutowego. Dlaczego? Związki w nim zawarte hamują enzym, który odpowiada za metabolizm wielu leków. Efektem tego jest wzrost stężenia tych leków we krwi, co czasami może wiązać się z poważnymi działaniami niepożądanymi. Przykładem są często stosowane leki przeciwhistaminowe ("Zyrtec", "Allertec"), których nadmierny wzrost stężenia we krwi może powodować zaburzenia rytmu serca. 
Jeśli więc lubicie sok grejpfrutowy, a zażywacie jakieś leki, zawsze pamiętajcie, aby zrobić co najmniej kilkugodzinną przerwę między przyjęciem soku i leku. Dotyczy to także spożywania owoców grejpfruta oraz innych cytrusów na przykład pomelo ;) 

Nie zaleca się także popijać leków kawą, czy herbatą. Zawarte w nich garbniki mogą zmniejszać wchłanianie niektórych leków.
UWAGA - czasami nawet o 90%. Poza tym kofeina może nasilać działanie niektórych leków stosowanych w astmie ("Theospirex retard", "Theovent"), co skutkuje takimi działaniami niepożądanymi jak: zaburzenia rytmu serca, niepokój i bóle głowy. 

Również mleko nie jest odpowiednim napojem do popijania lekarstw. Wapń zawarty w mleku może tworzyć z niektórymi antybiotykami ("Tetracyclinum") kompleksy, które odkładają się w kościach zwiększając ich podatność na złamania, albo w zębach. Powstają wtedy przebarwienia szkliwa i większa podatność na próchnicę.

I na końcu "czarnej listy" znajdzie się alkohol, którego właściwie nie powinno się spożywać podczas kuracji lekami doustnymi... Wiem, wiem... czasami trudno odmówić sobie na przykład zimnego piwka w upalne dni, niemniej jednak niekiedy jest to konieczne.

Nie wiem, czy wiecie ale istotne jest nie tylko to, czym popijemy lek, ale także jaką ilością płynu, a o tym chyba często zapominamy. 
Żeby naświetlić problem, podam pewną ciekawostkę... Znana wszystkim aspiryna, czyli kwas acetylosalicylowy wchłania się aż dwa razy szybciej, jeśli tabletkę leku popijemy 150 ml wody, niż gdy popijemy ją wodą w ilości o połowę mniejszej. Ciekawe, prawda?
Podobnie jest z innymi lekami, które są słabo rozpuszczalne. Ilość płynu nie ma znaczenia w przypadku leków dobrze rozpuszczalnych, ale przecież nikt się nie będzie zastanawiał, czy lek, który ma zażyć jest dobrze rozpuszczalny, czy też nie. Jaki więc wniosek z tych moich "wywodów"? 
Dla bezpieczeństwa, najlepiej popijać leki przegotowaną wodą w ilości około 200 ml. Wtedy ich skuteczność będzie zachowana. 

Na koniec chciałabym wam jeszcze zwrócić uwagę na jeden aspekt. Nie należy rozgryzać, ani dzielić preparatów doustnych o tzw. "przedłużonym uwalnianiu". Po czym je poznamy? informacja taka zawsze zamieszczona jest na ulotce danego specyfiku, a poza tym często można zorientować się już po nazwie. Na opakowaniu producent umieszcza bowiem stosowne oznaczenia : skrót "MR"  "CR" "SR" (na przykład "Diaprel MR") czy "prolongatum" (na przykład "Kalipoz prolongatum"), "depot" lub "retard" ("Theospirex retard"). Preparaty takie zawsze należy popijać zimną wodą. 
W tym miejscu przypomnę o istotnej uwadze -gdyby jakaś tabletka w blistrze była uszkodzona, nie należy jej stosować.

Podobnie sytuacja wygląda z tabletkami powlekanymi dojelitowo. Ich także nie wolno ani rozgryzać ani rozkruszać, ani dzielić. Mają one bowiem specjalna otoczkę, która jest odporna na działanie soku żołądkowego.

Natomiast tabletki musujące należy natomiast przed spożyciem rozpuścić w szklance przegotowanej wody. 

Powiadomienia o nowych wpisach :)